Ewolucja współczesnej myśli liberalnej

5/5 - (2 votes)

napisana w 2007 roku praca magisterska

Ewolucja liberalizmu przebiega w dwóch jego głównych nurtach – liberalizmu politycznego i liberalizmu ekonomicznego, wzajemnie na siebie oddziaływających. Sednem obu nurtów liberalizmu jest aprobata dla wolności obywateli, pozostającej w zmiennych historycznie relacjach z demokracj ą. W liberalizmie klasycznym, do około połowy XIX wieku idea wolności jednostki występowała samodzielnie albo zdecydowanie przeważała nad ideą demokracji domagającej się szerszego uwzględnienia grupowych żądań socjalnych. W liberalizmie demokratycznym znajdujemy próby pogodzenia obu tych idei na płaszczyźnie liberalizmu politycznego, zaś w liberalizmie socjalnym na płaszczyźnie liberalizmu ekonomicznego. W ewolucji liberalizmu wyodrębnić można cztery dość wyraźnie zarysowane okresy.

Pierwszy okres, najwcześniejszy, od schyłku XVII do około połowy XIX wieku, nazywany jest okresem liberalizmu klasycznego. Mimo, że przyświecała mu maksymalistycznie pojmowana idea wolności, w realiach politycznych posplatały się wątki polityczne z ekonomicznymi, antyfeudalne z prokapitalistycznymi, antyabsolutystyczne z prorepublikańskimi. Skłaniało to niekiedy do zawierania kompromisów burżuazyjno – feudalnych i arystokratyczno – mieszczańskich. Locke wyraził swój liberalizm w duchu kompromisu arystokracji angielskiej z burżuazją angielską, utrwalonego na stulecia aktem „chwalebnej rewolucji” (glorious revolution) z 1688 roku. Monteskiusz stał się liberalnym rzecznikiem podobnego francuskiego kompromisu burżuazyjno – arystokratycznego, czemu sprzeciwiali się francuscy encyklopedyści jako zwolennicy liberalizmu mieszczańskiego. W Stanach

Zjednoczonych Ameryki, gdzie brak było sił profeudalnych, liberalizm burżuazyjny znalazł bardzo korzystne warunki dla swojego rozwoju. Toteż od jego początków mogła się zarysować opozycja między orientacją konserwatywną ciążącą ku liberalizmowi klasycznemu a  orientacją demokratyczną odzwierciedlaną w liberalizmie demokratycznym i liberalizmie socjalnym[1].

Krystalizująca ideologia konserwatywna miała jednak przede wszystkim praktyczny charakter. Nie chodziło bowiem o ochronę jakichś abstrakcyjnych zasad ideowych lub moralnych, ale o utrzymanie korzystnych warunków społeczno – gospodarczych. Nic więc dziwnego, że konserwatyści dostosowali argumenty do praktycznych potrzeb; praktyczne cele decydowały też o ideologii i stosowanej – często liberalnej – frazeologii. Stąd w myślach owego okresu wyjątkowo dużo niejasności, a nawet sprzeczności, stąd odwołanie do tak odmiennych tradycji, jak pisma Hamiltona i Jeffersona, Calhouna i Thoreau oraz rozbieżności między poszczególnymi nurtami myśli konserwatywnej .

Warunki społeczne w Stanach Zjednoczonych pod koniec XIX wieku były odmienne od tych, w jakich rodziły się amerykańskie instytucje polityczne oraz klasyczna doktryna liberalizmu amerykańskiego. Zmiany te spowodowały wątpliwości teoretyczne co do dogmatów klasycznego liberalizmu oraz co do zgodności tej doktryny z rzeczywistością. Wątpliwości te dotyczyły różnorodnych problemów, spośród których najpoważniejsze znaczenie miały kwestie zakresu władzy oraz jej obowiązków i uprawnień, jak również rozumienie pojęcia równości szans w warunkach koncentracji kapitału coraz bardziej ograniczającej wolną konkurencję. W szerszej perspektywie teoretycznej obydwa te problemy sprowadzały się do wspólnego mianownika, a mianowicie wzajemnych stosunków między wolnością a równością. Na tym tle ze względnie dotychczas jednolitej amerykańskiej myśli społeczno – politycznej powoli zaczął wyłaniać się – obok omawianego już konserwatyzmu, który w zasadzie przejął podstawowe założenia liberalizmu indywidualistycznego – także drugi nurt, a mianowicie nowoczesny liberalizm, który nabrał nowych – odmiennych od klasycznej myśli liberalnej treści społecznych .

Niezależnie od wszelkich odmian i niuansów liberalizm był doktryną wrogą państwu absolutystycznemu i policyjnemu. Zrozumiałe zatem, że jego ojczyzną były przede wszystkim te kraje, w których bogate mieszczaństwo zerwało więzy stanowe. Na gruncie europejskim rozwijał się przede wszystkim w Anglii i Francji. Ewolucja przebiegała jednak w obu tych krajach odmiennie, co było znów rezultatem odmienności dróg historycznego rozwoju. Liberalizm okresu Restauracji francuskiej i następnie monarchii lipcowej musiał uwzględniać jeszcze fakt, że elementy feudalne były nadal silne – zarówno w gospodarce, jak i ustroju politycznym. To rodziło konieczność kompromisów. Oczywiście, elementy nowe przeważały, niemniej w doktrynie należało podjąć teoretyczny wysiłek na rzecz takiej interpretacji pozostałych elementów, by przekształcić je w niesprzeczne z instytucjami starego ustroju. [2] [3]

Na tym polu rozwijali swe doktryny francuscy autorzy pierwszej połowy XIX stulecia: Pierre Paul Royer – Collard, Beniamin Constant, Francois Chateaubriand. Inaczej w Anglii. Tam problem restauracji instytucji feudalnych w XIX wieku już nie występował i liberałowie angielscy nie stawali przed alternatywą kapitalizm – feudalizm ani też nie tworzyli konstrukcji, umożliwiających kompromis burżuazyjno – feudalny. Już w poprzednim stuleciu Adam Smith, twórca liberalizmu gospodarczego, dał wykład podstawowych zasad liberalnych w dziedzinie polityki. Rozwijał je później Jeremy Bentham. Jego doktryna była najbardziej zbliżona do liberalizmu w postaci „chemicznie czystej”.[4]

Bentham reprezentował już ideologię burżuazji zwycięskiej, która wcześniej utwierdziwszy panowanie ekonomiczne, w latach dwudziestych i trzydziestych doszła do hegemonii w sferze politycznej i uzyskała poczucie bezpieczeństwa i przewagi. Liberalizm angielski pełen był akcentów optymizmu, wyrazów wiary w uniwersalne walory liberalnej gospodarki i liberalnego państwa mieszczańskiego [5] [6].

Drugi okres ewolucji liberalizmu, od około połowy XIX wieku, a więc Wiosny Ludów, trwał do około I wojny światowej. Był to okres utrwalania się założeń liberalizmu demokratycznego, zwanego również, nieco pogardliwie, demoliberalizmem. Za podstawę tożsamości liberalizmu demokratycznego przyjęto równoważenie znaczenia idei wolności w jej powiązaniach ze znaczeniem idei demokracji, wyrażonym powszechnością prawa wyborczego. Elitarny dotychczas liberalizm klasyczny ustępował stopniowo miejsca bardziej masowemu liberalizmowi demokratycznemu, rozbudzając nadzieje wszystkich obdarzonych prawami wyborczymi . Pojęcie liberalizmu demokratycznego łączone jest z nazwiskiem Johna Stuarta Milla. Dokonał on syntezy idei: liberalizmu i demokracji.

W swoich koncepcjach zasadniczo wyróżnił dwa rodzaje demokracji: czystą, która obejmuje rządy całego ludu, oraz demokrację praktykowaną w czasach mu współczesnych, oznaczającą rządy większości ludu. Postrzegał on demokrację jako ważny element wolnego rozwoju człowieka. Jego zdaniem, udział w życiu politycznym prowadzi do rozwoju i wyrażania indywidualnych zdolności . Idea demokracji przechodziła wewnętrzną, trzyetapową ewolucję. Po pierwsze, była uważana za środek w procesie emancypacji wolności jednostki rozumianej jako siła polityczna, następnie została podjęta w kontekście sprawiedliwości społecznej, co było wywołane dokonującymi się zmianami oraz napięciami społeczno – ekonomicznymi, w końcu przyjęła postać kontroli wspólnoty nad wzrostem ekonomicznym (wolny rynek) oraz wynikaj ącymi z tego faktu konsekwencjami, tak by ten wzrost właściwie wykorzystać . Jednocześnie J. S. Mill podzielał jedno z podstawowych przekonań demokracji zabezpieczającej: maksimum wolności obywateli wymagało ograniczenia zakresu aktywności państwa. W swojej wizji łączył zasadę reprezentatywnego rządu z zasadą gospodarki wolnorynkowej. Połączył bliski liberałom pogląd o ograniczeniu zakresu działalności rządu z rządową aktywnością.

Trzeci okres, nakłada się nieco na równoległy okres drugi. Rozpoczyna się od zalążków prawodawstwa socjalnego z lat 80 – tych XIX wieku, wprowadzanego w niektórych przodujących gospodarczo państwach europejskich i trwa w zasadzie nadal. Jest to okres liberalizmu socjalnego, zwanego także socjaliberalizmem. Znaczenie liberalizmu socjalnego ugruntował wielki kryzys gospodarczy lat trzydziestych. Obnażył słabość liberalizmu klasycznego, wynikające z elitarnego charakteru pełni wolności, dostępnej jedynie dla najbogatszych i słabość liberalizmu demokratycznego, łudzącego masy jedynie wolnościami politycznymi. Liberalizm socjalny wnosi polityczne i ekonomiczne ustępstwa na rzecz ludzi zagrożonych strachem i niedostatkiem. Kosztem ograniczenia pełni wolności najbogatszych, dopuszcza interwencj ę państwa w mechanizmy wolnego rynku, aby dać zabezpieczenie socjalne najbiedniejszym. W myśli politycznej przybrał liberalizm socjalny nieco propagandowe szaty doktryn państwa dobrobytu[7] [8] [9].

W drugiej połowie XIX wieku taka właśnie wizja aktywności państwa odpowiadała wymogom rozwoju kapitału, gdzie interwencjonizm musiał być oceniony jako naruszenie zasad funkcjonowania systemu zarówno w sensie politycznym, jak ekonomicznym. Coraz wyraźniej jednak zaczęto sobie uświadamiać, iż niczym nie skrępowany rozwój kapitalizmu, oparty na zasadach klasycznej wolnej konkurencji, doprowadzić może do skrajnego przeciwstawienia kapitału i klasy robotniczej, grożąc wstrząsami rewolucyjnymi. Dojrzewanie koncepcji „państwa dobrobytu” znajduje początek w reformach socjalnych końca XIX wieku i pierwszej połowy naszego stulecia. Do najbardziej znamiennych należą: reformy społeczne Bismarcka w Niemczech, reformy społeczne w Anglii w latach 1906 – 1914, polityka „New Deal” prezydenta Roosevelta w Stanach Zjednoczonych, rządy Partii Pracy w Anglii w latach 1945 – 1950[10].

Czwarty okres ewolucji liberalizmu, którego początki datowane są na lata poprzedzające wybuch II wojny światowej, konkuruje z ideami okresu trzeciego. Jest to głos zwolenników odrodzenia liberalizmu klasycznego w realiach drugiej połowy wieku XX. Zwolennicy ci utrzymują, że interwencjonizm państwowy pozbawia liberalizm sensu liberalizmu. Myśl polityczna znana jest pod nazwą liberalizmu konserwatywnego i niezbyt fortunną nazwą neoliberalizmu. Nazwa bowiem „nowy liberalizm” stosowana zamiennie z nazwą „neoliberalizm” pojawiła się już na oznaczenie pierwszych mutacji liberalizmu klasycznego – liberalizmu demokratycznego i liberalizmu socjalnego. Tak więc lepiej byłoby mówić o odrodzeniu zachowawczego nurtu liberalizmu klasycznego, następującego po narodzinach bardziej radykalnych nurtów liberalizmu demokratycznego i liberalizmu socjalnego. W każdym razie, początki liberalizmu zachowawczego wiązane są z aktywnością Kolokwium Waltera Lippmana utworzonego w latach trzydziestych, a po II wojnie światowej również międzynarodowego Stowarzyszenia Mont – Pelerin Society krzewiącego ideę „odrodzenia rynkowego”[11] [12].

Reakcją na „socjalizację państwa” w latach trzydziestych obecnego stulecia było pojawienie się kilku silnych ośrodków akademickich propaguj ących teorię klasycznego liberalizmu. Oczywiście, wielu zwolenników liberalizmu działało poza Wielką Brytanią, Austrią i Stanami Zjednoczonymi, np. J. Rueff, L. Baudin, L. Rougier i M. Allais we Francji oraz L. Einaudi i C. Bresciani – Turoni we Włoszech, jednakże tylko w tych trzech państwach wyłoniły się spójne grupy ludzi wokół centrów akademickich, gdzie w latach dwudziestych i trzydziestych obecnego stulecia rozwijano i propagowano teorię liberalizmu, a mianowicie: szkoła londyńska – z jej założycielem i „ojcem duchowym”, E. Cannem; jego uczniami w London School of Economics byli m. in.: F. C. Benham, T. Gregory, W. H. Hutt, F. W. Palish, A. Plant, L. Robbins, szkoła austriacka – z jednym z jej założycieli, Ludwigiem von Misesem; jego uczniowie to: G. Haberler, F. Machlup, F. A. Hayek, szkoła chicagowska – seniorem był tutaj Frank H. Knight, a jego uczniami: H. C. Simons, G. Stigler oraz M. Friedman .

W dniach 26 – 30 sierpnia 1939 roku w Paryżu spotkało się 25 uczonych, dyskutując nad współczesnym stanem teorii liberalnej. Debata ta, znana pod nazwą

Kolokwium Waltera Lippmana, była pierwszą próbą zinstytucjonalizowania liberalizmu XX wieku. Postanowili oni utworzyć organizację Centre International ‘Etudes pour la Renovation du Liberalisme z siedzibą w Paryżu. Tam też przyjęto, po burzliwej dyskusji, nazwę „neoliberalizm” na określenie współczesnej formy liberalizmu klasycznego. J. Rueff powiedział w czasie Kolokwium Lippmana: „Zgłaszam sprzeciw wobec słówka „neo”, które się proponuje. Jeśli jesteśmy przekonani, że nasz wysiłek powinien zmierzać do restauracji liberalizmu jako trwałej podstawy systemów ekonomicznych i społecznych, trzeba to powiedzieć jasno, w formie najbardziej wyzywającej” . W późniejszych latach różni liberałowie stosowali rozmaite określenia na tę formę odrodzonego liberalizmu, np. L. Rougier (1949) w Les mystiąues economiąues używa określeń liberalizm konstruktywny oraz liberalizm społeczny; Wilhem Roepke (1946) w Civitas Humana wprowadza nazwę konserwatyzm liberalny lub humanizm ekonomiczny. Friedrich von Hayek i Ludwig von Mises używali terminu liberalizm.

Data spotkania w Paryżu może być uznawana za umowną datę odrodzenia się współczesnego liberalizmu, choć już w listopadzie 1923 roku Wilhelm Roepke opublikował artykuł Wirtschaftlicher Liberalismus und Staatsgedanke, w którym przedstawił po raz pierwszy tezy nowego ruchu liberalnego, bardzo zbliżone do tych, jakie rozważane były podczas Kolokwium Lippmana. Wybuch II wojny światowej uniemożliwił działalność powołanego w czasie Kolokwium Lippmana, Centrum Liberalnego. Po wojnie pierwszym spotkaniem liberałów była zorganizowana przez Hayeka konferencja w Mont – Pelerin, która rozpoczęła się 1 kwietnia 1947 roku, gdzie powołano Mont – Pelerin Society. Celem tego spotkania było utworzenie prężnej organizacji liberałów, zdolnych do stworzenia warunków i zorganizowania grup nacisku, sprzyjaj ących upowszechnianiu idei liberalnych i wolnorynkowych na świecie . O znacznej popularności, jak również autorytecie szkoły może świadczyć przyznanie dwóm jej przedstawicielom nagrody Nobla w zakresie prac ekonomicznych, Friedrichowi Hayekowi (1974) i Miltonowi Friedmanowi (1976)[13] [14] [15].

Z metodologicznego punktu widzenia neoliberalizm, podobnie zresztą jak doktryna „państwa dobrobytu”, przedstawiał alternatywę rozwoju państwa burżuazyjnego w konfrontacji z doświadczeniami militaryzmu doby I wojny światowej, a przede wszystkim faszyzmu. Z drugiej strony, była to alternatywa pogłębiająca perspektywę doskonalenia systemu nowoczesnej wolności w świetle narastającej konkurencyjności oraz atrakcyjności socjaldemokratycznych wzorców ustrojowych, opartych nie tylko na doświadczeniach państw ówczesnej RWPG, lecz do pewnego stopnia również tzw. socjalizmu skandynawskiego[16].

Trudno byłoby kategorycznie twierdzić, że przełom roku 1989 otwiera jakiś nowy, piąty okres ewolucji liberalizmu. Można co najwyżej utrzymywać, że jest to data historycznego zwycięstwa liberalizmu nad socjalizmem. Nie należy jednak traktować tego jako ostatecznego zwycięstwa jakiej ś najdoskonalszej ideologii, ponieważ w wielu środowiskach socjalizm nadal zachowuje dużą atrakcyjność poznawczą i praktyczną. Bezpieczniej byłoby wskazywać na pewne prawidłowości w ewolucji samego liberalizmu. We wszystkich okresach ewolucji liberalizmu jego współtwórcy zgadzali się co do jego założeń zwanych liberalizmem politycznym, najpierw przeciwstawianych feudalizmowi, a następnie socjalizmowi. Różnią się natomiast liberałowie między sobą w poglądach na dopuszczalność i ewentualnie zakresy interwencji państwa demokratycznego w to, co określane jest mianem liberalizmu ekonomicznego[17]. Ewolucja liberalizmu przebiega zatem od zakazów jakiejkolwiek interwencji państwa w ekonomikę w liberalizmie demokratycznym, dopuszczaną już przez liberalizm socjalny i krytykowaną przez odradzający się liberalizm zachowawczy[18].


[1] R. Tokarczyk, op. cit., s. 43 – 44.

[2] W. Osiatyński, Ewolucja amerykańskiej myśli społecznej i politycznej, Warszawa 1983, s. 254.

[3] Ibidem, s. 343 i 344.

[4] H. Olszewski i M. Zmierczak, Historia doktryn politycznych i prawnych, Poznań 1993, s. 235.

[5] R. Tokarczyk, op. cit., s. 44 – 45.

[6] M. Marczewska – Rytko, Liberalizm a demokracja, [w:] Ideologia, doktryny i ruch polityczny…, s. 139.

[7]   Z. Kunicki, Demokracja: współczesne dylematy, [w:] Podstawowe kategorie…, s. 304.

[8]   M. Marczewska – Rytko, Liberalizm a demokracja, [w:] Ideologia, doktryny i ruch polityczny…, s. 139 i 140.

[9]   R. Tokarczyk, op. cit., s. 45.

[10] A. Sylwestrzak, op. cit., s. 469 – 470.

[11] R. Tokarczyk, op. cit., s. 45.

[12] W. Kwaśnicki, Historia myśli liberalnej, Warszawa 2000, s. 108 – 109.

[13] Ibidem, s. 109.

[14] Ibidem, s. 110.

[15] A. Sylwestrzak, op. cit., s. 475.

[16] Ibidem, s. 475 i 476.

[17]  Problemem jest, czy w ogóle można mówić o liberalizmie bez dookreślenia, co ma się na myśli: liberalizm w sensie ekonomicznym, politycznym czy też kulturowym? Także na płaszczyźnie ocen konkretnych rozwiązań politycznych czy ekonomicznych należy zachowywać daleko idącą przezorność. Zob. A. Szahaj, Nie taki liberalizm straszny, jak go malują, „Dziennik” nr 101 z 8 marca 2006, s. 14.

[18] R. Tokarczyk, op. cit., s. 45 i 46.

Jak badani oceniają prace lidera Stowarzyszenia

5/5 - (2 votes)

wzór pracy licencjackiej o organizacjach pozarządowych

Na pytanie: Jak określił byś twoje relacje z liderem „Dialogu”, respondenci odpowiadali:

Tablica 6
RODZAJ

ODPOWIEDZI

LICZBA

WSKAŹNIKA

UDZIAŁ

PROCENTOWY

Zdecydowanie dobre 6 15
Raczej dobre 25 62,5
Ani dobre ani złe 3 7,5
Raczej złe 1 2,5
Zdecydowanie złe 0 0
Inne 5 12,5
Razem 40 100
Źródło: Badanie ankietowe.

Jak przedstawia powyższa tablica  77,5 % z badanej grupy ocenia, że ma dobre relacje z liderem Stowarzyszenia; 7,5 % uważa, że relacje pomiędzy nimi a liderem nie są ani dobre ani złe; 2,5 % uważa, że ma złe relacje z liderem. Ponadto 12,5 % stwierdziło, że stosunki kształtują się w zależności od sytuacji.

Na pytanie: kim jest dla badanych prezes Stowarzyszenia „Dialog” Artur Ziemacki, ankietowani odpowiadali: faktycznym liderem (35 %); przyjacielem (12,5 %); dobrym kolegę (22,5 %); osobą, od której dużo się uczą (15 %); człowiekiem, który wie czego chce (5 %);  uważa, że często bywa „grubiański”, ale zawsze można na niego liczyć i ma się w nim oparcie w potrzebie (2,5 %); „dziwnym facetem” (2,5 %). Natomiast 7,5 % uważa, że nie traktują Artura jak lidera. Osoby te stwierdziły, że niektórzy członkowie boją się z nim rozmawiać, wypowiadać swoje zdanie, a także uważają, że nie można na nim polegać.

Na pytanie o to z  jakimi problemami badani zwracają się do lidera „Dialogu” ankietowani odpowiadali, że: nie zwracają się do niego z żadnymi problemami (42,5 %); ze wszystkimi, w których jest im w stanie pomóc (27,5 %); z problemami dotyczącymi Pracowni (7,5 %);  przede wszystkim z problemami miłosnymi (5 %); z problemami innych osób przynależących do „Dialogu”(2,5 %); z problemami dotyczącymi działania „Dialogu” (2,5 %). Natomiast 12,5 % badanych  nie odpowiedziało na to pytanie.  

Rysunek 8

Na co możesz liczyć ze strony lidera Dialogu”?

W pytaniu tym ankietowani mogli wybrać więcej niż jedną odpowiedź (jednak nie więcej niż 3 odp.). Widać również (rys. 8), że i w tym pytaniu respondenci wskazywali na większość z możliwych odpowiedzi. Najwięcej z ankietowanych wskazało na to, że lider stowarzyszenia zachęca ich do działania (kat. trzecia) i że można z nim szczerze porozmawiać (kat. pierwsza), a także dużo osób spotkało się ze strony lidera z krytyką bądź ironią (kat. czwarta). Natomiast dwie osoby wskazały, że ze strony lidera spotyka je brak czasu i brak zrozumienia; jedna osoba uważa lidera z osobę zarozumiałą i nie odpowiedzialną.

Z analizy odpowiedzi na pytanie jakimi cechami powinni charakteryzować się liderzy „Dialogu” wynika, że zdaniem badanych liderzy powinni być przede wszystkim:  stanowczy; umiejący szybko podejmować decyzje; muszą wierzyć, że to za co się biorą będą potrafili doprowadzić do końca; powinni umieć zachęcić innych do działania; muszą być odpowiedzialni i życzliwi; a także otwarci na problemy i potrafiący wysłuchać inne osoby.

Niektóre z badanych osób wskazywało, że liderzy „Dialogu” powinni odznaczać się cechami podobnymi do tych jakie posiada lider Artur Ziemacki. Z tym, że dodawały one potrzebę aby byli „milsi”, „niekonfliktowi’ i „potrafiący wysłuchać każdego”. Tych cech zdaniem badanych brakuje dla w/w lidera.

Prawa dziecka w prawie ubezpieczeń społecznych

5/5 - (3 votes)

Renta rodzinna z ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym pracowników[1] przysługuje członkom rodziny w razie śmierci pracownika pozostającego w stosunku pracy. Renta rodzinna przysługuje także po osobie, która nie pozostawała w chwili śmierci w zatrudnieniu, a miała ustalone prawo do emerytury lub renty inwalidzkiej albo spełniała warunki wymagane do uzyskania jednego z tych świadczeń. Rentę rodzinną mogą otrzymać: dzieci własne, dzieci drugiego małżonka, dzieci przysposobione oraz przyjęte na wychowanie i utrzymanie przed osiągnięciem pełnoletności wnuki, rodzeństwo i inne dzieci, w tym także w ramach rodziny zastępczej. Pewne wątpliwości w praktyce sądów nasuwało prawo pasierbów do renty rodzinnej, zwłaszcza w sytuacji, gdy następuje kolizja uprawnień do renty rodzinnej po śmierci pracownika (rencisty) między dziećmi zmarłego a jego pasierbem.

Spór powstał na tle wysokości renty rodzinnej, która uległa podziałowi w zależności od liczby uprawnionych do niej osób. Sąd Najwyższy w uchwale z 22 II 1974r., III UZP 1/72 stwierdził, że pasierbem jest każde dziecko drugiego małżonka. Prawo pasierba do renty rodzinnej jest uzależnione tylko od spełnienia warunków przewidzianych w ustawie o z.e.p. i ich rodzin, chyba że przyznanie tego świadczenia byłoby niezgodne z istotą i celem renty rodzinnej. Przy rozstrzyganiu takich spraw decydujące znaczenie ma kwestia, czy zmarły małżonek rodzica, tj. ojczym lub macocha, był żywicielem pasierba, w więc czy przyczyniał się w sposób istotny do dostarczania mu środków utrzymania i wychowywania, czy pasierb znalazł w nim prawdziwą opiekę rodzicielską.

W sytuacji, gdy organ rentowy, rozpoznając wniosek o rentę rodzinną po zmarłym pracowniku złożony przez dziecko uprawnione do renty, poweźmie wiadomość, że pozostały także dzieci pochodzące z innego małżeństwa zmarłego, które mogą być uprawnione do renty rodzinnej po nim, obowiązany jest zawiadomić je i rozpoznać także ich prawo do tej renty (uchwała Sądu Najwyższego z 18 II 1988r., II UZP 1/88[2]). Dzieci własne, dzieci drugiego małżonka i dzieci przysposobione mają prawo do renty rodzinnej:

  • do ukończenia 16 lat życia,
  • do ukończenia nauki w szkole, jeżeli przekroczyły 16 lat życia, nie dłużej jednak niż do osiągnięcia 25 lat życia,
  • bez względu na wiek, jeżeli stały się inwalidami I lub II grupy w okresie, o którym mowa w pkt. 1 lub 2,

przyjęte na wychowanie i utrzymanie wnuki, rodzeństwo i inne dzieci mogą otrzymać rentę rodzinną, jeżeli spełnią powyższe warunki, a ponadto jeżeli:

  1. zostały przyjęte na wychowanie i utrzymanie co najmniej na rok przed śmiercią pracownika (emeryta lub rencisty) oraz
  2. gdy nie mają prawa do renty po zmarłych rodzicach, a gdy rodzice żyją:
    1. nie mogą zapewnić im utrzymania,
    2. pracownik lub jego małżonek był ich opiekunem ustanowionym przez sąd.

Sąd Najwyższy w wyroku z 11 IV 1996 roku, II UR 4/96[3] stwierdził, iż całokształt przepisów prawnych regulujących prawo do renty rodzinnej dla dzieci wskazuje, że zasadniczym celem tego świadczenia jest dostarczanie środków utrzymania tym dzieciom pracownika (rencisty), które w związku z kształceniem się w szkole nie wykonują pracy stanowiącej źródło utrzymania.

Renta rodzinna wynosi:

  • dla jednej osoby uprawnionej- 85% świadczenia, które przysługiwałoby zmarłemu ( renty inwalidzkiej II grupy lub emerytury),
  • dla dwóch osób uprawnionych- 90% tego świadczenia,
  • dla trzech lub więcej osób- 95% tego świadczenia.

Wszystkim uprawnionym dzieciom przysługuje tylko jedna, łączna renta rodzinna. Może ona ulec podziałowi w sytuacji, gdy opiekę nad dziećmi sprawują różne osoby lub gdy zażąda tego uprawniony do renty pełnoletni członek rodziny, jak również, gdy zajdą inne okoliczności uzasadniające podział. Sierotom zupełnym przysługuje dodatek wynoszący miesięcznie 30% najniższej renty rodzinnej. Prawo do renty rodzinnej ulegnie zawieszeniu, jeżeli uprawnione osoby:

  • pobierają stypendia na studia zagraniczne,
  • uczą się w szkołach wojskowych, kształcących kandydatów na żołnierzy zawodowych,
  • przebywają w zakładzie specjalnym, w domu dziecka lub innej placówce opiekuńczo-wychowawczej, o ile pobyt w tych placówkach jest nieodpłatny lub rodzice (opiekunowie) zwolnieni są w całości od ponoszenia odpłatności,
  • przebywają w zakładzie poprawczym lub karnym.

W przypadku przebywania sieroty zupełnej w domu dziecka lub innej placówce opiekuńczo-wychowawczej ¼ przysługującej renty jest przekazywana na mieszkaniową książeczkę oszczędnościową.

W pewnych wypadkach osoby niepełnoletnie, a także osoby pełnoletnie uczące się nabywają samodzielnie uprawnienia do świadczeń z ubezpieczenia społecznego. Ustawa o zaopatrzeniu emerytalnym pracowników i ich rodzin przewidywała możliwość nabycia przez uczniów szkół ponadpodstawowych, studentów szkół wyższych i uczestników studiów doktoranckich prawa do renty inwalidzkiej, jeżeli stali się inwalidami I lub II grupy w czasie uczęszczania do szkoły lub odbywania studiów. Oznacza to, że w razie spełnienia powyższych przesłanek, osoby te, nie będące przecież jeszcze pracownikami, a nawet będące nieletnimi, mają możliwość otrzymania świadczeń z pracowniczego systemu ubezpieczeń społecznych. Świadczenia pieniężne przysługują powyższym osobom w wysokości najniższej renty inwalidzkiej lub rodzinnej.

Ustawa o zaopatrzeniu emerytalnym pracowników i ich rodzin przewiduje także możliwość otrzymania renty inwalidzkiej przez osoby niepełnoletnie- będące już pracownikami, a także przez osoby pełnoletnie uczące się przez pewien okres po zakończeniu nauki w szkole. Zgodnie z artykułem 33 ustęp 3 omawianej ustawy, jeżeli pracownik podjął zatrudnienie przed osiągnięciem 18 lat, uważa się, że spełnia warunek posiadania wymaganego okresu zatrudnienia, aby otrzymać rentę inwalidzką. Podobnie warunek ten uważa się za spełniony w przypadku, jeżeli dana osoba podjęła zatrudnienie w ciągu 6 miesięcy po ukończeniu nauki w szkole ponadpodstawowej lub w szkole wyższej.

Od 1 IX 1997 roku – na mocy rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 8 VIII 1997 roku w sprawie orzekania o niezdolności do pracy dla celów rentowych – o niezdolności do pracy, jej stopniu, a także przewidywanym okresie trwania tej niezdolności orzeka jednoosobowo i jednoinstancyjnie lekarz orzecznik Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Na podstawie tego orzeczenia decyzję wydaje organ rentowy. Wnioskodawca niezadowolony z decyzji może ją zaskarżyć do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Osobie, u której stwierdzono, że niezdolność do pracy jest trwała, przysługuje renta stała, a jeżeli niezdolność jest okresowa – renta okresowa.

Zgodnie z § 12 rozporządzenia Rady Ministrów z 7 II 1983 roku w sprawie postępowania o świadczenia emerytalno-rentowe i zasad wypłaty tych świadczeń – dzieci własne, dzieci drugiego małżonka oraz dzieci przysposobione ubiegające się o rentę rodzinną powinny przedstawiać dokumenty stwierdzające:

  • datę urodzenia osoby, po której ma być przyznana renta rodzinna, datę zgonu pracownika lub rencisty, swoją datę urodzenia, okres zatrudnienia zmarłego uzasadniający prawo do renty i wysokość zarobku stanowiącego podstawę wymiaru renty,
  • fakt uczęszczania do szkoły, jeżeli ukończyły 16 lat,
  • istnienie inwalidztwa, jeżeli przyznanie renty jest uzależnione od zaliczenia do I lub II grupy inwalidów,
  • oświadczenie czy korzystają z funduszy publicznych i czy są zatrudnione w pełnym wymiarze czasu pracy.

Dzieci przyjęte na wychowanie i utrzymanie: wnuki, rodzeństwo i inne dzieci ubiegające się o przyznanie renty rodzinnej powinny ponadto przedstawić oświadczenie:

  • że zostały wzięte na wychowanie i utrzymanie co najmniej na rok przed śmiercią pracownika, emeryta lub rencisty,
  • nie mają prawa do renty po rodzicach, a gdy rodzice żyją – nie mogą zapewnić im utrzymania, albo że pracownik, emeryt lub rencista był opiekunem ustanowionym przez sąd.

Członkom rodziny pracownika lub rencisty, który zmarł wskutek wypadku przy pracy lub choroby zawodowej, przysługuje „wypadkowa” renta rodzinna. Do renty tej uprawnione są: dzieci własne, przysposobione oraz przyjęte na wychowanie i utrzymanie wnuki, rodzeństwo i dzieci obce. Jeżeli śmierć pracownika nastąpiła w wyniku wypadku, nie musi być spełniony warunek, aby wnuki, rodzeństwo i dzieci obce były przyjęte na wychowanie i utrzymanie co najmniej na rok przed śmiercią pracownika. Znacznym ułatwieniem w otrzymaniu „wypadkowej” renty rodzinnej jest fakt, że członkowie rodziny pracownika zmarłego w następstwie wypadku przy pracy lub choroby zawodowej nabywają prawo do renty niezależnie od okresu zatrudnienia ich zmarłego żywiciela. Renta rodzinna wynosi miesięcznie:

  • 70% podstawy wymiaru renty- jeżeli do renty uprawniona jest jedna osoba,
  • 75% podstawy wymiaru renty- jeżeli do renty uprawnione są dwie osoby,
  • 85% podstawy wymiaru renty- jeżeli do renty uprawnione są trzy lub więcej osób.

Dzieci własne, przysposobione, pasierbowie, wnuki i rodzeństwo spełniające w dniu śmierci pracownika warunki wymagane do uzyskania renty rodzinnej są uprawnione także do jednorazowego odszkodowania pieniężnego.

Zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z 30 XI 1987 roku, III PZP 36/87[4] także dziecko poczęto, a jeszcze nie urodzone w chwili śmierci swego ojca spowodowanej wypadkiem przy pracy lub chorobą zawodową, jeżeli urodzi się żywe, nabywa prawo do jednorazowego odszkodowania na podstawie artykułu 12 ustęp 2 pkt 2 ustawy z 12 VI 1975 roku o świadczeniach z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych. Jednorazowe odszkodowanie w razie śmierci pracownika uspołecznionego zakładu pracy jest wypłacone członkom jego rodziny przez ten zakład, natomiast w razie śmierci pracownika nieuspołecznionego zakładu pracy- przez ZUS.

Jeżeli dziecko – bez względu na wiek – wymaga stałej opieki oraz pielęgnacji lub pomocy w czynnościach samoobsługowych, matce przysługuje wówczas prawo do wcześniejszej emerytury. Prawo to uzyskuje matka dziecka, jeżeli spełnia następujące warunki:

  • ma okres zatrudnienia wynoszący łącznie z okresami równorzędnymi i zaliczalnymi (składkowe i nieskładkowe) 20 lat,
  • nie może kontynuować zatrudnienia z powodu stanu zdrowia dziecka,
  • sprawuje osobistą opiekę nad dzieckiem, które zostało zaliczone do I lub II grupy inwalidów.

Jeżeli dziecko nie ukończyło 16 lat życia, nie wymaga się orzeczenia o inwalidztwie, wystarczy stwierdzenie przez poradnię specjalistyczną lub oddział sprawujący opiekę medyczną , iż wymaga ono stałej opieki. Jednocześnie, zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego III UZP 20/90[5], prawo to przysługuje tylko matce sprawującej opiekę na dzieckiem, które stało się inwalidą I grupy przed ukończeniem 18 roku życia. Ponadto nie przewiduje się wstrzymania świadczenia emerytalnego w sytuacji poprawy stanu zdrowia dziecka, które w chwili oceniania uprawnień do świadczenia wymagało stałej opieki lub zostało zaliczone do I lub II grypy inwalidów.

Jeżeli matka dziecka pobierała rentę inwalidzką, to nie stoi na przeszkodzie ustaleniu prawa do wcześniejszej emerytury z tytułu sprawowanej opieki na dzieckiem.

W przypadku, gdy matka dziecka nie może sprawować osobistej opieki nad dzieckiem, w razie jej śmierci czy pozbawienia władzy rodzicielskiej- z prawa do wcześniejszej emerytury może skorzystać:

  • ojciec dziecka, z tym że musi mieć okres zatrudnienia wynoszący łącznie z okresami równorzędnymi i zaliczalnymi- 25 lat,
  • inna osoba, która przyjęła dziecko na wychowanie w ramach rodziny zastępczej albo została ustanowiona jego prawnym opiekunem i wychowuje dziecko.

W celu wzmożenia opieki nad dziećmi znajdującymi się w trudnej sytuacji materialnej z powodu niemożności wyegzekwowania świadczeń alimentacyjnych został utworzony – na mocy ustawy z 18 VII 1974 roku[6] o funduszu alimentacyjnym- fundusz alimentacyjny, którego dysponentem jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Świadczenia z funduszu alimentacyjnego przysługują osobie zamieszkałej w Polsce, której alimenty zostały ustalone tytułem egzekucyjnym pochodzącym od sądu. Podmiotem tych świadczeń jest zatem dziecko, które znajduje się w trudnej sytuacji materialnej. Świadczenia te nie przysługują, jeżeli dziecko przebywa w zakładzie opiekuńczo-wychowawczym czy też po osiągnięciu pełnoletności nie uczęszcza do szkoły dziennej i nie zostało zaliczone do I lub II grupy inwalidów. Świadczenia te ustala ZUS na wniosek osoby uprawnionej, ośrodka pomocy społecznej lub właściwej organizacji społecznej. Wniosek ten składa się za pośrednictwem organu prowadzącego egzekucję, łącznie z informacją o bezskuteczności egzekucji alimentów. ZUS podejmuje decyzję w przedmiocie przyznania świadczeń, które wypłaca się poczynając od miesiąca, w którym został złożony wniosek. ZUS podejmuje także decyzję o zaprzestaniu wypłaty świadczeń, jeżeli wygasł obowiązek alimentacyjny, po osiągnięciu pełnoletności przez osobę uprawnioną do alimentów albo gdy odpadnie choćby jeden z warunków, od którego zależy przyznanie świadczeń.

Ustawa z 24 I 1991 roku[7] o kombatantach oraz  niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego stanowi w artykule 4 ustęp 1, iż przepisy ustawy stosuje się również do osób, które podlegały represjom wojennym i okresu powojennego. Sąd Najwyższy w wyroku z 14 V 1996 roku, III ARN 99/95[8] przyjął, że dzieci, które urodziły się i przebywały w obozie jenieckim nadzorowanym przez władze bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy Niemieckiej, podlegały represjom wojennym w rozumieniu artykułu 4 ustęp 1 pkt 1 b ustawy z 1991 roku, zatem dotyczy ich ustawa o kombatantach.

[1] Ustawa o zaopatrzeniu emerytalnym pracowników i ich rodzin, Dz. U. z 1990r., Nr 36, poz. 206.

[2] OSNCP 1989, Nr 11, poz. 172.

[3] OSNAPiUS 1996, Nr 20, poz. 311.

[4] OSNCP 1988, Nr 2-3, poz. 23.

[5] OSNCP 1991, Nr 5-6, poz. 66.

[6] Ustawa o funduszu alimentacyjnym z 18 VII 1974r., Dz. U. z 1991, Nr 45, poz. 200.

[7] Ustawa o kombatantach z 24 I 1991r., Dz. U. z 1997, Nr 142, poz. 950.

[8] OSP 1997, Nr 4, poz. 77.

Prawa dziecka w prawie cywilnym, prawie karnym i prawie pracy

5/5 - (2 votes)

Interpretacja pojęcia „interes dziecka”, rozumianego jako dobro dziecka, zależy od światopoglądu, potencjału intelektualnego i emocjonalnego, koncepcji wychowawczych, osobistych doświadczeń, itd. Przesłanką jaką jest „dobro dziecka”

w praktyce okazuje się kategorią bardzo subiektywną i relatywną. Według doktryny prawniczej dobro dziecka jest jednoznaczne z interesem społecznym. Ostatecznie przyjęto jednak tezę, iż obu pojęć nie należy utożsamiać. Jeśli uznamy, że dziecko to człowiek, który z racji wieku wymaga szczególnej troski, należy się zgodzić, że przysługują mu podstawowe prawa i wolności osobiste przynależne osobie ludzkiej. Słuszne, więc wydaje się rozpatrywanie „dobra dziecka” w kategoriach przysługujących mu i zagwarantowanych praw i wolności.

Prawo do tożsamości należy rozumieć jako prawo do nazwiska, obywatelstwa, prawo do wiedzy o własnym pochodzeniu genetycznym i biologicznym. Polskie przepisy prawne nie dopuszczają sytuacji, w której dziecko nie miałoby aktu urodzenia. Prawo o aktach stanu cywilnego z 29 IX 1986 roku (artykuł 38 ustęp 1) stanowi, że urodzenie dziecka należy zgłosić w ciągu 14 dni od dnia urodzenia. W każdej sytuacji i każde dziecko ma zagwarantowane prawo do nazwiska i imienia (artykuł 72, 88, 89 KRiO oraz przepisy o Aktach stanu cywilnego artykuł 50 ustępy 1,2). Ponadto dziecko ma od chwili urodzenia polskie obywatelstwo jeżeli przynajmniej jedno z rodziców jest obywatelem polskim. Nie istnieją natomiast przepisy regulujące pochodzenie dziecka – w przypadku stosowania tzw. prokreacji medycznie wspomaganej. W Polsce rodzi się coraz więcej dzieci, które zostały poczęte nie w sposób naturalny. Prawo dziecka do tożsamości staje się szczególnie istotne wobec zróżnicowania pochodzenia prawnego i genetycznego. Uregulowania wymaga również kwestia tzw. zastępczego macierzyństwa (implantacja embrionu do łona matki zastępczej). Dyskusyjne wydają się też regulacje dotyczące zmiany nazwiska dziecka dopuszczalne przy adopcji (artykuł 122 § 3 KRiO dopuszcza zmianę imion), uznania dziecka (artykuł 89 § 1 KRiO) i małżeństwa matki (artykuł 90 § 1 KRiO). Małe dziecko nieświadome decyzji dorosłych może nigdy nie poznać swojego pierwotnego nazwiska, chociaż nazwisko, jako dobro osobiste, jest chronione (artykuł 23 KC). Jeżeli dziecko nie ukończyło 13 roku życia rodzice naturalni lub adopcyjni mają prawo mu zmienić nazwisko (imię) bez jego zgody. 13-latek jest w lepszej sytuacji, gdyż w podobnej kwestii wymagana jest jego zgoda. Z psychologii rozwojowej wiadomo, że świadomość własnej odrębności, a w tym własnego imienia i nazwiska posiadają dzieci znacznie młodsze. Granica wieku, w której niezbędna jest zgoda dziecka, winna być zatem znacznie obniżona.

Dla dzieci do 13 roku życia polskie prawo nie przewiduje żadnych uprawnień do podejmowania decyzji we własnych sprawach. Wyjątek stanowi honorowanie drobnych umów w zakresie życia codziennego, np. zakupy (artykuł 14 KC). We wszystkich sprawach dziecka decyzje podejmują rodzice (opiekunowie prawni, sąd rodzinny). Po ukończeniu 13 roku życia zgodnie z artykułem 15 KC dziecko uzyskuje tzw. ograniczoną zdolność do czynności prawnych, co oznacza , że małoletni może zawierać umowy powszechnie zawierane w bieżących sprawach. Małoletni ma także prawo dysponować własnym zarobkiem według artykułu 21 KC, który dotyczy pracujących 15-latków.

Kodeks pracy – artykuł 190 § 2 zakazuje zatrudniania osób, które nie ukończyły 15 lat. Ponadto 13-latek ma prawo samodzielnie dysponować przedmiotami oddanymi mu do użytku (artykuł 22 KC). A artykuł 65 KPC przyznaje dziecku powyżej 13 roku życia ograniczoną zdolność procesową w sprawach wynikających z czynności prawnych, których może ono dokonać samodzielnie. W zakresie postępowania nieprocesowego artykuł 573 § 1 KPC w związku z artykułem 510 KPC stanowi, że dziecko od 13 roku życia może być uczestnikiem postępowania, które jego dotyczy. Nie jest to jednak przepis powszechnie stosowany w sprawach rodzinnych. Artykuł 573 § 2 KPC umożliwia wyłączenia osobistego uczestnictwa dziecka, jeżeli ze względu na jego dobro taki udział jest niewskazany.

W sprawach o rozwód, sprawowanie przez rodziców władzy rodzicielskiej, ustalenie miejsca pobytu dziecka, umieszczenie w placówce wychowawczej, sąd w zasadzie nie dopuszcza do uczestnictwa dziecka. W tych wypadkach ma ono na ogół możliwość wyrażania swojej woli wobec biegłych psychologów w Rodzinnych Ośrodkach Diagnostyczno-Konsultacyjnych. Jednakże sąd nie musi uwzględniać opinii biegłych, a i opinie biegłych nie zawsze uwzględniają wolę dziecka. Jednym z wyraźnych przykładów ilustrujących fakt, że dzieci w Polsce nie mają w wystarczającym stopniu zabezpieczonego prawa do wyrażania własnej woli w sprawach ich dotyczących jest kwestia rozwodu rodziców. Sąd bardzo często, zwłaszcza w sytuacjach silnie konfliktowych, decyduje arbitralnie, który z rodziców będzie sprawować bezpośrednią opiekę nad dzieckiem. Podobnie dzieje się w sprawach, gdy orzekane są kontakty z tym z rodziców, który nie sprawuje bezpośredniej opieki nad małoletnim.

Warto jeszcze wspomnieć co na temat powyższego prawa mówi Konwencja o prawach dziecka, ratyfikowana przez Polskę. Otóż artykuł 12 Konwencji daje dziecku zdolnemu do wyrażania we wszystkich sprawach go dotyczących, przyjmując te poglądy z należytą uwagą, stosownie do wieku i dojrzałości dziecka. W tym celu dziecko będzie miało w szczególności zapewnioną możliwość wypowiadania się w każdym postępowaniu sądowym i administracyjnym dotyczącym dziecka, bezpośrednio lub za pośrednictwem przedstawiciela bądź odpowiedniego organu, zgodnie z zasadami proceduralnymi prawa wewnętrznego.

Na gruncie prawa polskiego postanowienie to jest w zasadzie realizowane przez artykuł 573 § 2 KPC oraz instytucję biegłego w RODK. Polska ratyfikując Konwencję złożyła deklarację (która jest faktycznie zastrzeżeniem), iż „uważa, że wykonanie przez dziecko jego praw określonych w artykułach od 12 do 16 dokonuje się z poszanowaniem władzy rodzicielskiej, zgodnie z polskimi zwyczajami i tradycjami dotyczącymi miejsca dziecka w rodzinie i poza rodziną”. Ta deklaracja jest wyrazem obaw dorosłych przed przyznaniem dziecku praw do samostanowienia. Praktycznie oznacza pełne podporządkowanie dziecka rodzicom, głęboko zakorzenione w naszej tradycji[1].

Na straży prawa do życia bez przemocy stoi przede wszystkim w prawie polskim ustawa zasadnicza. Konstytucja RP zgodnie z artykułem 40 zakazuje stosowania kar cielesnych. Nie przewiduje on żadnego wyjątku, z czego wynika, że kar takich nie wolno wymierzać nikomu, dzieciom także. Można przypuszczać, że zwolennicy dopuszczalności bicia dzieci sięgną po kontekst artykułu 40. W swym zdaniu pierwszym stanowi on, że „nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu poniżającemu traktowaniu i karaniu”. Zechcą oni przekonać, że także w zdaniu drugim chodzi o podobne ekstremalne praktyki, nie zaś o powszechny i ponoć akceptowany zwyczaj. W żadnym razie taka nadinterpretacja nie może unicestwiać normatywnego sensu owego przepisu. Jest on bowiem oczywisty i jednoznaczny. Zdanie pierwsze zawiera postanowienie: zakazuje ono jakiegokolwiek poniżającego karania, a nawet traktowania. Tym samym ochronny charakter normy artykuł 40 uległ rozszerzeniu, nie zaś zawężeniu. Na tym tle umiarkowany wydaje się artykuł 72 ustęp 3 Konstytucji RP. Zgodnie z nim „w toku ustalania praw dziecka organa władzy publicznej oraz osoby odpowiedzialne za dziecko są obowiązane do wysłuchania i w miarę możliwości uwzględniania zdania dziecka”. Przepis ten dotyczy każdego organu władzy publicznej, w tym także sądu, oraz każdej osoby odpowiedzialnej za dziecko, w szczególności jego rodziców. Wynika z tego, że obowiązek wysłuchania dotyczy każdego dziecka, które może swoją wolę lub opinię wyartykułować.

Podobną regulację zawiera kodeks rodzinny i opiekuńczy, choć paradoksalnie odnosi ją tylko do dziecka pozostającego pod opieką (artykuł 158 KRiO). Bliźniacze postanowienia zawiera konwencja o prawach dziecka (artykuł 12), pokrewne regulacje znajdują się również w innych konwencjach ratyfikowanych przez Polskę (np. europejskiej konwencji o uznawaniu i wykonywaniu orzeczeń dotyczących pieczy nad dzieckiem oraz o jej przywracaniu). Nie ulega jednak wątpliwości, że umieszczenie tego przepisu w Konstytucji RP nadaje mu szczególną rangę: nakazuje bowiem respektowanie podmiotowości dziecka w najszerszym normatywnym spektrum; koncentruje się przy tym na praktyce i zamiast  dobrotliwych frazesów wymusza konkretne zachowania[2].

Przemoc wobec dziecka, ze względu na różnice w definiowaniu zakresu tego pojęcia nie jest łatwa do jednoznacznego opisu. Ewidentne przypadki fizycznego znęcania – uszkodzenie ciała w takim stopniu, że dziecko wymaga hospitalizacji – są traktowane jako przestępstwo i wówczas Kodeks karny (artykuł 184) przewiduje karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 5 lat. Najczęściej w wypadku przestępstw wobec małoletnich stosuje się taką samą kwalifikację, jak co do dorosłych, np. artykuł 182 KK, który dotyczy przestępstwa przeciwko nietykalności cielesnej, w związku z artykuł 184 KK. Ten drugi nie wyodrębnia znęcania się nad dziećmi, mówi ogólnie o znęcaniu się nad rodziną, co utrudnia prowadzenie resortowej ewidencji tego typu przestępstw wobec dzieci. Na przykład w 1991 roku z artykułu 184 KK było 11067 skazań, z czego nie wiadomo w jakim procencie dotyczyły one przestępstw wobec dzieci.

Nadmierne bicie i złe traktowanie dzieci nazywane jest nadużywaniem władzy rodzicielskiej i w takich przypadkach oraz w przypadku zaniedbania obowiązków prawo (artykuł 109 KRiO) przewiduje ograniczenie władzy rodzicielskiej i nadzór kuratora lub w ostateczności pozbawienie władzy rodzicielskiej (artykuł 111 KRiO), jeżeli ograniczenie okazuje się nieskuteczne. Polski Kodeks rodzinny i opiekuńczy zawiera zapis stwierdzający, że dzieci są winne rodzicom posłuszeństwo (artykuł 95), co nie wprost upoważnia rodziców do karcenia dzieci, jeśli ocenią ich zachowanie jako niewłaściwe. Ustawa nie rozstrzyga, jakie środki mogą rodzice stosować, by osiągnąć posłuszeństwo. Uważa się jednak, że kary cielesne są dozwolone pod warunkiem, że nie spowodują szkody na zdrowiu fizycznym i psychicznym dziecka. W pięciu krajach europejskich na przykład, takich jak: Dania, Szwecja, Norwegia, Finlandia i Austria stosowanie jakichkolwiek form karcenia fizycznego jest prawnie zakazane. Przy czym należy podkreślić, że takie zapisy prawne mają moc przede wszystkim obligacji moralnej, o wiele ważniejszej niż przewidywane sankcje.

Przemoc w rodzinie, przejaw patologicznych relacji rodzice-dzieci jest w naszym kraju zjawiskiem dość powszechnym. Na przykład w badaniach A. Piekarskiej nad przemocą w rodzinie, aż 97% rodziców przyznało się do stosowania wobec dzieci różnych form agresji (krzyk, groźby), 82%- do tzw. klapsów, 67%- bicia ręką, 39%-do solidnego lania, 44%- do bicia pasem lub innym przedmiotem, a aż 25% do stosowania szczególnie surowych kar, jak na przykład wyrzucenie z domu czy pozbawienie jedzenia. Wyniki tych badań potwierdzają potoczne obserwacje, że rodzice wymagają od dzieci nadmiernej podległości i podporządkowania, bez poszanowania ich praw podmiotowych. Większość przejawów przemocy należy traktować jako niewłaściwe metody wychowawcze i oczywiście nie należy ich penalizować, a jedynie próbować zmienić poprzez szeroko pojętą edukację. Wciąż stanowi trudny do rozwiązania w polskim systemie opieki problem ujawniania i ewidencji przypadków przemocy wobec dzieci. Jednym ze źródeł ewidencji wypadków drastycznego znęcania się fizycznego lub przemocy seksualnej wobec dzieci mogłyby być rejestry szpitalne, ale w polskich szpitalach są one zazwyczaj niepełne albo w ogóle nie prowadzone. Zgodnie z rozporządzeniem MZiOS z 1971 roku takie przypadki winny być rejestrowane jako jednostka chorobowa – zespół dziecka maltretowanego (E-967) i zgłaszane przez lekarzy do prokuratury. Przemoc fizyczna i zaniedbanie obowiązków wobec dziecka są w szczególnie drastycznych przypadkach stosunkowo łatwe do ujawnienia. Natomiast w przypadku przemocy emocjonalnej i seksualnej sprawcy w większości wypadków są praktycznie bezkarni, a dziecko bez szans na uzyskanie pomocy. Wynika to głównie z trudności w wykryciu przestępstwa i udowodnienia go w toku śledztwa.

Z nielicznych badań polskich i bogatych światowych wiadomo, że najczęściej sprawcami wykorzystywania seksualnego dzieci są osoby dziecku najbliższe (ojczym, konkubin). Według szacunkowych danych najczęstszymi ofiarami są dziewczynki w wieku 6-10 lat, a ujawniania się na ogół przypadki najbardziej drastyczne. Dzieci-ofiary skłaniane są przez sprawców do zachowania tajemnicy, a jeśli nawet odważą się powiedzieć prawdę, przełamując strach, poczucie winy i wstyd, to zazwyczaj dorośli nie chcą im wierzyć. Czynności śledcze w celu zgromadzenia materiału dowodowego są dla dziecka silnym przeżyciem traumatycznym. Ponadto prokuratorzy na ogół zeznania dziecka traktują jako mniej wiarygodne, niż zeznania dorosłych. Konsekwencją takiego stosunku do zeznań dziecka jest stawianie go w sytuacji osoby niewiarygodnej, która musi przekonywać, że faktycznie doznała krzywdy.

Artykuł 175 KK dotyczy kazirodztwa i obłożony jest sankcją pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 5 lat. Z kolei artykuł 176 KK dotyczy czynu lubieżnego wobec osoby poniżej 15 roku życia i przewiduje karę pozbawienia wolności od 1 roku do 10 lat. Dziecko do 15 roku życia nigdy nie jest traktowane jako współwinne. Ochronę dziecku zapewnia także artykuł 177 KK, który za czyn nierządny w obecności nieletniego przewiduje karę pozbawienia wolności do 1 roku lub grzywnę. Zaś artykuł 168 KK dotyczy gwałtu i przewiduje karę pozbawienia wolności od 1 roku do 10 lat. W wielu państwach europejskich na przykład istnieje od dawna zorganizowany system pomocy krzywdzonym dzieciom i krzywdzącym rodzicom, nastawiony przede wszystkim na terapie, a nie ściganie i karanie. Organizacje pozarządowe i instytucje zajmujące się problematyką „wykorzystywania dzieci” mają szerokie kompetencje i autonomię, nie są zobowiązane do zgłaszania przypadków stwierdzonych przez siebie przestępstw przemocy organom ścigania.

Prawo dziecka do informacji rozumiane jest jako nieograniczony dostęp do uzyskiwania wiedzy o wszystkim, co dziecko interesuje. Oznacza to swobodny wybór dziecka w zakresie informacji, do jakich chciałoby mieć dostęp, a więc szeroko rozumianej edukacji, której kierunek w szerszym niż dotychczas zakresie mogłoby wyznaczać samo dziecko. Problem ten dotyczy przede wszystkim takich kwestii jak wychowanie seksualne, religijne oraz znajomości praw, jakie dziecku przysługują, zwłaszcza, że preferencje dziecka mogą być odmienne, niż jego rodziców. Konwencja obliguje Państwa-strony do szerzenia informacji na temat postanowień w niej zawartych. Mówi także o prawie dziecka do informacji pochodzących z różnych źródeł krajowych i międzynarodowych, jednocześnie zalecając ochronę dzieci przed informacjami i materiałami szkodliwymi (artykuł 17). Gwarancję takiego prawa mogłoby stanowić funkcjonowanie w państwie systemu kształcenia, opartego na nie dyskryminowaniu  jakiegokolwiek światopoglądu, a nie formułowanie przepisów prawnych w tym zakresie.

Realizacja prawa do odpowiedniego standardu życia jest przede wszystkim uzależniona od sytuacji bytowej rodziny, na którą niemały wpływ ma polityka społeczna państwa. Istotne znaczenie mają zarówno rozwiązania socjalne (pomoc społeczna, zasiłki, itp.) jak również polityka kredytowa i podatkowa (np. ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych). Precyzyjne omówienie realizacji prawa do odpowiedniego standardu życia wymagałoby podjęcia pogłębionych analiz z zakresu ekonomii i prawa socjalnego. Warto jednak zaznaczyć, że szacuje się, że około 34% ludności Polski w 1991 roku znalazła się w sferze dochodów niskich. Najniższe dochody uzyskują rodziny wielodzietne i samotne matki z dziećmi, stanowiące ok. 19,6% ogółu rodzin. W rodzinach wielodzietnych żyje około 3,5 mln dzieci, a w rodzinach niepełnych około 2,2 mln. Tak więc liczba dzieci zagrożonych ubóstwem jest niewątpliwie duża[3].

Artykuł 48 ustęp 1 zdanie 1 Konstytucji RP wzbudził wiele emocji podczas prac legislacyjnych. Nikt przy tym nie kwestionował zasadności postanowienia, że „rodzice mają prawo do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Uznano nawet za konieczne powtórzenie owej reguły w odniesieniu do wychowania i nauczania moralnego oraz religijnego (artykuł 53 ustęp 3). Tyle tylko, że w obu przypadkach dodano, że owo wychowanie i nauczanie „powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”. Wymowa tej regulacji jest jednoznaczna. Należy przy tym dodać, że nakaz uwzględniania stopnia dojrzałości dziecka jest niezależny od respektu dla jego wolności sumienia, wyznania oraz przekonań. Cała niezwykłość tego przepisu polega zaś na tym, że wyraźnie odnosi się do dzieci zasadę ogólną, powszechnie dotychczas akceptowaną w prawie polskim (np. w KC oraz ustawie o gwarancjach wolności sumienia i wyznania).

Dla ochrony praw dziecka w Polsce powołano Rzecznika Praw Dziecka, a artykuł 72 ustęp 4 Konstytucji RP określa kompetencje i sposób jego powoływania. Wynika z tego, że inaczej niż dotyczące Rzecznika Praw Obywatelskich, wszystkie merytoryczne postanowienia znajdą się poza ustawą zasadniczą. Mimo to dziecięcy rzecznik jest organem konstytucyjnym, nie tylko z nazwy, ale również normatywnie pokrewnym instytucji rzecznika wszystkich obywateli, o czym świadczą artykuł 103 ustęp 1 zdanie 1 i artykuł 108 Konstytucji[4].

[1] E. Czyż, J. Szymańczak, Prawa dziecka w rodzinie, Warszawa 1993, s. 5-13.

[2] J. Zaporowska, J. Mazurkiewicz, Wychowanie bez pasów i kijów, Rzeczpospolita 1998, Nr 35, s. 6.

[3] E. Czyż, J. Szymańczak, Prawa dziecka w rodzinie, Warszawa 1993, s. 14-18.

[4] J. Zaporowska, J. Mazurkiewicz, Wychowanie bez pasów i kijów, Rzeczpospolita 1998, Nr 35, s. 6.

O rządowych regulacjach i państwie demokratycznym

5/5 - (5 votes)

Przestrzeganie praw moralnych leży w najgłębszym interesie każdej jednostki, ponieważ każdy czerpie korzyści z zachowania społecznej współpracy; jednak wymaga to pewnego poświęcenia, chociaż jest ono tylko tymczasowe i więcej niż w pełni skompensowane przez większą korzyść. Jednakowoż, by to sobie uświadomić niezbędny jest pewien wgląd we wzajemne powiązania między różnymi sprawami, a z kolei żeby do tej świadomości dostosować swoje działania, potrzebna jest pewna siła woli. Ci, którzy nie mają tej świadomości, bądź mają ją, lecz brakuje im siły woli niezbędnej, by wcielić j ą w życie, nie są w stanie podporządkować się prawu moralnemu dobrowolnie. Społeczny aparat przymusu i przemocy, który nakłania ludzi do przestrzegania reguł życia w społeczeństwie, nazywamy państwem; zasady, którymi w swym postępowaniu kieruje się państwo – prawem; a organy, na których spoczywa odpowiedzialność za zarządzanie aparatem przymusu – rządem. [1]

Niewątpliwie państwo ma prawo do wydawania nakazów i zakazów, i ma siłę, odwołując się na przykład do policji, by wprowadzać je w życie. Jednak pytania, nad którymi się tu zastanawiamy, brzmią: Czy takie środki umożliwiają państwu osiągnięcie pożądanych celów? Czy takie interwencje nie przynoszą rezultatów zupełnie innych od oczekiwanych przez władze i gorszych od tych, które zaistniałyby w warunkach wolnego rynku? Pytanie, czy władza państwowa powinna pełnić taką rolę czy nie, nie jest pytaniem politycznym ani ekonomicznym. Jeżeli rządzący są mądrzejsi niż ich poddani, jeżeli wiedzą oni lepiej niż obywatele, co daje jednostce szczęście, bądź jeśli uważaj ą, że są powołani do pozbawienia jednostki jej własności w celu wzbogacenia wszystkich innych, to nie powinni oni zwlekać z ustanawianiem celów działalności dla obywateli. [2]

Tylko w ten sposób można zrozumieć, jak było możliwe, by ludzie posunęli się do tego, żeby oskarżyć liberalizm o „wrogość” bądź niechęć do państwa. Jeżeli jestem zdania, że niewskazane jest powierzać państwu zadania kierowania koleją, hotelami lub kopalniami, to nie jestem „wrogiem państwa” w żaden sposób bardziej, niż mógłbym być nazwany wrogiem kwasu siarkowego, ponieważ jestem zdania, że jakkolwiek przydatny on może być do wielu rzeczy, to jednak do picia i mycia rąk się nie nadaje  [3].

To nie między automatycznymi siłami i planowanym działaniem pojawia się konieczność wyboru. Wybierać trzeba między demokratycznym procesem rynkowym, w którym każda jednostka ma swój udział, a wyłącznymi rządami jakiegoś ciała dyktatorskiego. Cokolwiek ludzie czynią w gospodarce rynkowej, stanowi to realizację ich własnych planów. W tym sensie każde ludzkie działanie oznacza działanie planowane. To, co zalecaj ą ludzie, którzy określaj ą się mianem planistów, nie oznacza zastąpienia swobodnego biegu rzeczy przez działanie planowane. Oznacza natomiast podstawienie własnego planu planisty w miejsce planów jego współobywateli. Taki planista jest potencjalnym dyktatorem, który chce pozbawić wszystkich innych ludzi władzy planowania i działania według własnych planów. Ma on na celu tylko jedno – wyłączną, absolutną dominację swego własnego planu[4].

Zadaniem rządu w oczach liberała polega tylko i wyłącznie na zagwarantowaniu ochrony życia, zdrowia, wolności i prywatnej własności przed przemocą. Wszystko, co wykracza poza to, jest złem. Rząd, który zamiast wypełniać swe zadanie, posunąłby się tak daleko, że w rzeczywistości naruszyłby osobiste bezpieczeństwo życia i zdrowia, wolności i własności, byłby oczywiście rządem złym. Państwo to aparat przymusu i przemocy. Tak jest nie tylko w przypadku państwa – „stróża nocnego”, ale i w każdym innym przypadku, najbardziej zaś ze wszystkich, w przypadku państwa socjalistycznego. Wszystko, cokolwiek państwo jest w stanie uczynić, czyni przymusem i przy zastosowaniu siły. Stłumienie zachowań niebezpiecznych dla istnienia porządku społecznego to kwintesencja działalności państwowej; w państwie socjalistycznym dodatkowo dochodzi do tego jeszcze kontrola nad środkami produkcji[5].

W warunkach rządowego planowania, człowiek jest jak żołnierz w armii. Żołnierz nie ma prawa wyboru swojego garnizonu, wyboru miejsca gdzie będzie służył. Musi słuchać rozkazów. System socjalistyczny – co przyznawali Karol Marx, Lenin i wszyscy socjalistyczni przywódcy – jest przeniesieniem wojskowego regulaminu do całego procesu produkcyjnego. Marx mówił o „przemysłowych armiach”, Lenin domagał się „organizacji wszystkiego – poczty, fabryk i innych przemysłów, podobnie do modelu armii” [6]. Zatem w socjalistycznym systemie wszystko zależy od mądrości, talentów, uzdolnień tych ludzi, którzy tworzą najwyższy autorytet. To, czego najwyższy dyktator lub jego komitet nie wie, nie jest wzięte pod uwagę. Ale wiedza, która ludzkość nagromadziła w ciągu długiej historii, nie jest nabyta przez każdego; nagromadziliśmy przez wieki tak ogromna ilość naukowych i technologicznych wiadomości, ze dla jednego, nawet najbardziej uzdolnionego człowieka po prostu niemożliwym jest poznać wszystko [7].

Najbardziej szkodliwe w aparacie przymusu, usprawiedliwionego w imię „państwa”, jest to, że ponieważ jest on zawsze z konieczności zależny od zgody większości, kieruje swe ataki przeciwko kiełkuj ącym dopiero innowacjom. Społeczeństwo nie może obyć się bez machiny państwowej, ale cały postęp ludzkości musiał zostać osiągnięty wbrew oporowi i sprzeciwom ze strony państwa i jego aparatu przymusu. Nic dziwnego, że wszyscy ci, którzy mieli cokolwiek nowego do zaoferowania ludzkości, nie mieli nic dobrego do powiedzenia o państwie i jego prawach. Niepoprawni etatystyczni mistycy i czciciele państwa mogą mieć im to za złe; liberałowie zrozumieją ich stanowisko, nawet jeśli nie będzie im się ono podobać. Lecz każdy liberał musi wystrzegać się tej zrozumiałej niechęci do wszystkiego, co dotyczy więźniów i policjantów, kiedy urasta ona do tak pewnej siebie zarozumiałości, by głosić prawo jednostki do buntowaniu się przeciw państwu. Siłowe przeciwstawienie się władzy państwa jest ostatnią deską ratunku dla mniejszości, w jej wysiłkach na rzecz wyzwolenia się z ucisku większości. Mniejszość pragnąca doczekać się triumfu swych idei, musi walczyć przy użyciu środków intelektualnych, by stać się większością. Państwo musi być tak ukonstytuowane, żeby zakres jego praw zostawiał jednostce pewną wolność działania, w ramach której mogłaby się ona swobodnie poruszać. Obywatel nie może być tak ograniczony w swych działaniach, żeby – jeśli myśli inaczej niż ci, którzy sprawują władzę – jego jedynym wyborem było albo zginąć, albo zniszczyć machinę państwa.

W gospodarce rynkowej jednostka jest wolna w swych działaniach tak dalece, jak prywatna własność i rynek na to pozwalaj ą. Liczy się tutaj jedynie ocena i wybór dokonywany przez jednostkę. Jej działania są faktem, który inne strony działające na rynku muszą wziąć pod uwagę. Wyniki jej działań na rynku maj ą odzwierciedlenie w zyskach lub stratach. Są one jedynym trybem dopasowującym jej działalność do machiny społecznego współdziałania. Społeczeństwo nie mówi jednostce, co ma ona robić, a czego nie. Nikt nie wydaje rozkazów i nie żąda posłuszeństwa, żadna siła nie jest użyta, chyba że dla ochrony prywatnej własności i ochrony rynku przed przemocą. Współdziałanie jest wynikiem oddziaływania rynku. Ci, którzy nie przygotują się najlepiej, jak tylko mogą, do współpracy społecznej, odczuwają skutki swojej niedbałości i błędów. Ta koordynacja nie wymaga od człowieka niczego więcej niż tylko działania w swym własnym interesie. Zatem nie ma potrzeby wydawania przez władze rozkazów nakazujących człowiekowi, co ma robić, a czego nie, i nie ma potrzeby stosowania siły, by wprowadzać te rozkazy w życie[8].

Idea wolności jest i zawsze była specyficzna dla Zachodu. Cechą rozdziału Wschodu od Zachodu jest przede wszystkim fakt, iż ludzie wschodu nie tworzyli idei wolności. Zasada wolności stała się podstawową troską wszystkich planów Zachodu dla ustalenia dobrego społeczeństwa. Doprowadziła do powstania filozofii leseferyzmu, której ludzkość zawdzięcza wszystkie bezprecedensowe osiągnięcia wieku kapitalizmu. Celem nowoczesnych instytucji politycznych i sądowych jest ochrona swobód indywidualnych przed naruszeniem ich ze strony rządu. Reprezentatywny rząd i reguły prawa, niezależność sądów i trybunałów od ingerencji ze strony urzędów administracyjnych, nakaz przyprowadzenia aresztowanego do sądu dla stwierdzenia legalności aresztu, sądowe badania i ukrócenie samowoli administracji, wolność mowy i prasy, rozdział państwa od kościoła i wiele innych instytucji, miały tylko jeden cel ograniczyć samowolę urzędników i uczynić jednostki wolnymi od ich tyranii[9].

Obecna polityka charakteryzuje się dążeniem do zastąpienia wolnej przedsiębiorczości rządową kontrolą. Potężne partie polityczne i grupy nacisku usilnie domagaj ą się kontroli publicznej wszystkich działań gospodarczych, pełnego planowania działań państwa oraz nacjonalizacji biznesu. Również edukacja narodowa i profesja medyczna mają być objęte pełną kontrolą państwa. Nie istnieje taka sfera ludzkiego działania, której owi domagaj ący się nie byliby gotowi poddać surowej dyscyplinie władz. W ich oczach państwowa kontrola stanowi panaceum na wszelkie zło. Biurokracja odgrywa znaczącą rolę przy wprowadzaniu powyższych zadań (państwa) w życie. Ludzie postępują jednak nieuczciwie oskarżając pojedynczego biurokratę za błędy systemu. To nie wina mężczyzn i kobiet, którzy zapełniają urzędy i biura. Są oni nie mniej ofiarami swojego specyficznego sposobu życia, niż pozostali obywatele. To system jest zły, a nie podporządkowani mu przydatni ludzie. Rząd przecież nie może obyć się bez biurokratów i biurokratycznych metod; skoro zaś współpraca społeczna nie może funkcjonować bez cywilnego rządu, pewna ilość biurokracji jest niezbędna. Ludzie odczuwają urazę nie do biurokracji jako takiej, lecz do wkraczania biurokracji we wszelkie sfery ludzkiego życia i ludzkiej działalności. Walka przeciwko wykroczeniom biurokracji jest w istocie walką przeciwko totalitarnej dyktaturze, a nazywanie walki o wolność i demokrację walką przeciw biurokracji jest niewłaściwe[10] [11].

Wskazywaliśmy już na to, że kraj może cieszyć się wewnętrznym pokojem tylko wówczas, gdy demokratyczna konstytucja zagwarantuje, że dostosowanie się rządu do woli obywateli odbywać się będzie bez tarć. Nie trzeba nic więcej, jak tylko konsekwentnie zastosować tę zasadę w celu zapewnienia pokoju również na arenie międzynarodowej. Prawo samostanowienia w odniesieniu do kwestii przynależności do państwa znaczy zatem: kiedykolwiek mieszkańcy danego terytorium, czy to pojedyncza wioska, cały dystrykt lub szereg przylegaj ących do siebie dystryktów, oznajmiaj ą w swobodnie przeprowadzonym plebiscycie, że nie chcą już tkwić w ramach państwa, do którego w danej chwili należą, lecz pragną sami utworzyć niepodległe państwo, bądź przyłączyć się do jakiegoś innego państwa, ich życzenie powinno być uszanowane i zaspokojone. Oto jedyny możliwy i skuteczny sposób zapobieżenia rewolucjom oraz wojnom domowym i międzynarodowym. Jednak prawo samostanowienia, o jakim tu mówimy, nie jest prawem samostanowienia narodów, lecz raczej mieszkańców każdego terytorium na tyle dużego, by mogło utworzyć odrębną jednostkę administracyjną. Gdyby w jakiś sposób możliwe było przyznanie tego prawa samostanowienia każdej pojedynczej osobie, to należałoby to zrobić. Jest to niewykonalne tylko z przemożnych względów technicznych, które koniecznie wymagaj ą, aby region zarządzany był jako pojedyncza jednostka administracyjna, oraz by prawo samostanowienia ograniczało się do woli większości mieszkańców terenów na tyle dużych, by zaliczyć je do jednostek terytorialnych .

Można by założyć, że pragnienie pokoju jest dziś powszechne. Lecz ludy świata nie maj ą w ogóle jasności co do warunków, które muszą być spełnione, by zapewnić pokój. Jeśli pokój ma trwać nie zakłócony, wyeliminować trzeba wszystkie bodźce sprzyjające agresji. Trzeba ustalić porządek światowy, w którym narody i grupy narodowościowe będą na tyle usatysfakcjonowane warunkami życia, że nie będą odczuwały konieczności uciekania się do desperackich kroków wojennych. Liberał nie oczekuje, że uda mu się znieść wojnę dzięki kaznodziejstwu i moralizatorstwu. Próbuje stworzyć warunki społeczne, które wyeliminują przyczyny wojen. Pierwszym warunkiem w tym względzie jest własność prywatna. Gdy własność prywatna musi być wszędzie szanowana nawet podczas wojny, gdy zwycięzca nie ma prawa przywłaszczać sobie własności osób prywatnych, a zawłaszczanie własności publicznej nie ma wielkiego znaczenia, ponieważ wszędzie panuje prywatna własność środków produkcji, wówczas ważny motyw skłaniający do prowadzenia wojny już został usunięty.

Nie możemy się obyć bez aparatu rządowego w obronie życia, wolności, własności i zdrowia jednostki. Lecz nawet działalność policyjna i sądowa prowadzona w służbie tych celów może stać się niebezpieczna na terenach, gdzie istnieje jakakolwiek podstawa dla odróżnienia jednej grupy od drugiej w toku spraw urzędowych. Tylko w krajach, w których nie ma żadnych szczególnych bodźców do stronniczości, nie będzie generalnie powodów do obawy, że sędzia, który stosować ma ustanowione prawo dla ochrony życia, wolności, mienia oraz zdrowia, będzie w swym działaniu powodowany uprzedzeniami. W stopniu, w jakim aparat rządowy nie ma innych funkcji niż ochrona życia, wolności, mienia i zdrowia, możliwe jest w każdym razie wprowadzenie uregulowań, które tak ciasno zawężą sferę swobodnych działań władz administracyjnych i sądowych, że nie pozostawi się w ogóle miejsca na przejawy dobrowolności, czy arbitralności i subiektywności wyroków. Lecz skoro tylko pozostawi się państwu udział w kierowaniu produkcj ą, skoro zobowiąże się rząd do rozporządzania dobrami wyższego rzędu, niemożnością staje się skrępowanie urzędników administracji jakimiś regulaminami, które gwarantowałyby prawa każdego obywatela. [12]

Istota dzisiejszych potyczek politycznych sprowadza się do pytania, czy społeczeństwo powinno być zorganizowane na gruncie prywatnego posiadania środków produkcji (kapitalizm, system rynkowy) czy też na zasadzie społecznej kontroli środków produkcji (socjalizm, komunizm, gospodarka planowa). Kapitalizm oznacza wolną przedsiębiorczość, zwierzchnictwo (suwerenność) konsumentów w sprawach gospodarczych oraz w sprawach politycznych. Socjalizm z kolei to pełna kontrola państwowa w każdej sferze życia jednostki oraz nieograniczona władza rządu w ramach jego uprawnień jako naczelnego organu zarządzania produkcją. I nie ma mowy o żadnym kompromisie pomiędzy tymi dwoma systemami. Nie jest tak, jak się powszechnie sądzi – nie ma trzeciej drogi, żadnego trzeciego systemu jako możliwego wzorca trwałego porządku społecznego[13] [14]  .

Demokracja jest wynikiem respektowania w polityce wewnętrznej zasad gospodarki rynkowej. Pokój natomiast jest rezultatem poszanowania tych zasad w polityce zagranicznej . Ideałem demokracji jest społeczeństwo racjonalnych, kompetentnych jednostek zdolnych do podjęcia rozsądnej dyskusji. W ustroju liberalnym obywatele są sobie równi, prawa polityczne zaś przysługują im z racji[15] nienaruszalnych praw człowieka . Demokracja nie jest przeciwieństwem totalizmu. Jest przeciwieństwem systemu autorytarnego. Podstawowym problemem demokracji[16] jest problem, kto ma sprawować władzę w państwie. Demokraci odpowiadają, że lud . Wielkie obszary świata zasiedlone są nie członkami jednej narodowości, rasy czy jednej religii, lecz nieprawdopodobną mieszanką wielu ludów. W wyniku ruchów migracyjnych, które nieuchronnie następuj ą w związku ze zmianami w lokalizacji produkcji, coraz więcej nowych terytoriów staje przed problemem mieszanej populacji. Jeżeli nie chce się sztucznie wzmagać tych tarć, które i tak muszą wyniknąć ze wspólnego zamieszkiwania różnych grup, to państwo trzeba ograniczyć do takich zadań, którymi jedynie ono może podołać[17].

[1]    L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 56 i 57.

[2]    L. von Mises, Interwencjonizm…, s. 27 i 28.

[3]    L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 60.

[4]    L. von Mises, Planowany Chaos…, s. 30.

[5]    L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 77 – 83.

[6]    L. von Mises, Ekonomia i polityka…, s. 24 i 25,

[7]    L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 85 i 86.

[8]    L. von Mises, Interwencjonizm…, s. 31.

[9]    L. von Mises, Mentalność antykapitalistyczna, Roz. 21: „Burżuazyjny” przesąd co do wolności.

[10]   L. von Mises, Biurokracja, Lublin – Warszawa 2005, s. 16 – 30.

[11]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 150 i 151.

[12] Ibidem, s. 159 – 160.

[13]   L. von Mises, Biurokracja…, s. 22.

[14]   L. von Mises, Interwencjonizm…, s. 109.

[15]   P. Śpiewak, Lud i demokracja, „Wiedza i Życie” nr 2, 1997.

[16]   Wypisy z Dzielskiego, Liberał kontra socjalista, „Gazeta Polska” nr 52, z 27 grudnia 2001, s. 9.

[17]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 161.