Tradycyjne formy ochrony roszczeń pracowniczych

5/5 - (1 vote)

praca magisterska z prawa pracy

Upadłość zakładu pracy wiąże się z licznymi negatywnymi konsekwencjami dla pracowników. Najdotkliwszą z nich jest bez wątpienia sam fakt utraty pracy, często jedynego źródła utrzymania. Najczęściej też pracownicy mają duże trudności z wyegzekwowaniem od pracodawcy znajdującego się w trudnej sytuacji finansowej należnych im świadczeń za wykonaną już pracę. Znajdują się przy tym w znacznie gorszej sytuacji niż pozostali, “zewnętrzni” wierzyciele pracodawcy. Dla wierzycieli “zewnętrznych”, współpracujących z dużą ilością podmiotów, upadłość jednego oznacza przeważnie utratę niewielkiej części zaangażowanych w działalność środków. Poza tym, istnieje wiele sposobów skutecznego zabezpieczania wierzytelności np. sprzedaż z zastrzeżeniem prawa własności do czasu zapłaty całości ceny, przewłaszczenie na zabezpieczenie kredytu, zastaw czy hipoteka. W rozwiniętych gospodarczo państwach istnieje też możliwość prowadzenia działalności produkcyjnej bez konieczności nabywania na własność całego “parku maszynowego” np. leasing poszczególnych maszyn, środków transportu, bądź też całych przedsiębiorstw. W takich sytuacjach majątek pracodawcy może być niewspółmiernie niski, w stosunku do skali prowadzonej działalności i liczby zatrudnionych pracowników. Wówczas ryzyko ponoszone przez pracowników staje się szczególnie wysokie.

W przeciwieństwie do wierzycieli “zewnętrznych” pracownicy nie mają żadnych sposobów zabezpieczenia się przed ryzykiem niewypłacalności pracodawcy. Poza tym ryzyko niepowodzenia przedsięwzięcia, czy też upadłość innych kontrahentów powinny być wliczone w “koszty” prowadzenia działalności gospodarczej. Nie ma jednak żadnego uzasadnienia, by to właśnie pracownicy ponosili negatywne skutki takich okoliczności, na których powstanie nie mieli wpływu i nie mogli im zapobiec.

Problem powyższy dostrzeżono już bardzo dawno i od długiego czasu starano się mu zapobiegać. Pierwsze rozwiązania zaczęto rozwijać na gruncie prawa cywilnego, jeszcze przed powstaniem prawa pracy. Polegały one na uprzywilejowanym traktowaniu niektórych kategorii wierzytelności podczas likwidacji majątku upadłego. Ze względu na szczególny charakter wierzyciela taki przywilej uzyskały roszczenia skarbu państwa, czy instytucji zabezpieczenia socjalnego. Przywilejem cieszyły się także wierzytelności powstałe w związku z utrzymaniem dłużnika, koszty jego pogrzebu czy długotrwałej choroby. Takim przywilejem wyróżnione zostały również roszczenia pracownicze. Wszystkie uprzywilejowane wierzytelności wyłączone byłe ze wspólnego postępowania i zaspokajane były zanim inni wierzyciele mogli zwrócić się do likwidowanego majątku. Wraz z rozwojem prawa pracy przywilej dotyczył coraz szerszego zakresu roszczeń, obejmował poza samym wynagrodzeniem za pracę także należności za płatne urlopy, premie, odprawy związane z rozwiązaniem stosunku pracy.

Skuteczność ochrony roszczeń pracowniczych poprzez przyznanie im przywileju egzekucyjnego uzależniona jest od wielu czynników. Zasadnicze znaczenie ma przy tym ranga przyznanego przywileju, czyli kolejność w jakiej roszczenia te są zaspokajane. Nie wszystkie ustawodawstwa przyznały roszczeniom pracowniczym najwyższą rangę, często roszczenia te zaspokajane są w dosyć odległej kolejności np. we Włoszech znajdowały się na czternastej pozycji (do 1975 r.), w Portugalii na dziesiątej. Najczęściej też roszczeniom największego wierzyciela upadłych przedsiębiorców – skarbowi państwa, przyznaje się pierwszeństwo przed innymi wierzycielami. Przyznanie wierzytelnościom skarbu państwa najwyższej rangi pozostawia nikłe szanse na zaspokojenie innych, także uprzywilejowanych wierzycieli[2].

Preferencyjne traktowanie roszczeń pracowniczych może okazać się skuteczne tylko w przypadku, gdy majątek upadłego przedstawia znaczną wartość. Ochrona ta jest jednak iluzoryczna wtedy, gdy likwidowany majątek nie jest wystarczający na pokrycie nawet uprzywilejowanych wierzytelności. Jak już zostało wspomniane, wskutek rozwiniętych metod zabezpieczania kredytów (a nawet stosowania zabezpieczeń ekstensywnych, przekraczających wartość udzielonych kredytów), najczęściej majątek ten nie jest wystarczający[3]. Nie można pominąć też wszelkich mniej lub bardziej finezyjnych działań dłużnika zmierzających do umyślnego pomniejszenia swego majątku w obliczu grożącej mu upadłości.

Kolejną niedogodnością takiego systemu ochrony jest to, że roszczenia pracownicze mogą być zaspokojone dopiero po długotrwałym postępowaniu sądowym. Istotą ochrony roszczeń pracowniczych powinna być jak najszybsza realizacja tych należności, umożliwiająca pracownikom dalszą egzystencję. Pieniądze wypłacone po latach mają zupełnie inne znaczenie, niż te wypłacone natychmiast.

Taki sposób ochrony roszczeń pracowniczych ma też dwie negatywne konsekwencje dla pracodawców, a także dla gospodarki całego państwa. Po pierwsze przyznanie priorytetu wierzytelnościom pracowniczym oznacza zwiększenie ryzyka ponoszonego przez instytucje finansowe kredytujące przedsiębiorców. Oznacza to w pierwszej kolejności trudności z uzyskiwaniem kredytu przez pracodawców prowadzących działalność wymagającą większego zaangażowania pracy ludzkiej (w odróżnieniu od działalności bardziej kapitałochłonnej, o mniejszym zaangażowaniu pracy). Sytuacja taka skłania przedsiębiorców do inwestowania w nowoczesne technologie umożliwiające utrzymanie niższego zatrudnienia. To z kolei prowadzi do znaczących zmian na rynku pracy. Powstaje zapotrzebowanie na stosunkowo wąską grupę wykwalifikowanych pracowników, przy jednoczesnym utrwalaniu bezrobocia wśród pracowników niewykwalifikowanych.

Drugą negatywną konsekwencją są następstwa pośrednie jakie dla pracodawcy powoduje wywołanie u pracowników poczucia niepewności. W obliczu grożącego bankructwa pracodawcy będą oni starali się znaleźć nowe miejsce zatrudnienia. Najbardziej skłonni do takich zachowań będą pracownicy, którzy bez trudu znajdą nową pracę, czyli pracownicy wysoko wykwalifikowani. Sytuacja taka, połączona z trudnościami finansowymi może tylko pogorszyć pozycję pracodawcy. Odejście wykwalifikowanej kadry pracowniczej może oznaczać utratę ostatniego atutu przemawiającego za dalszym istnieniem zakładu pracy i utrzymaniem produkcji.

Ochrona roszczeń pracowniczych w drodze przyznania im przywileju zakłada z samej definicji konieczność likwidacji przedsiębiorstwa i sprzedaż jego składników. Jest to wyraz tradycyjnego pojmowania postępowania upadłościowego, którego jedynym celem jest uzdrowienie gospodarki poprzez eliminację niedochodowych przedsiębiorstw. Obecnie odchodzi się od takiego pojmowania upadłości. Nowoczesne prawodawstwo w tym zakresie zmierza raczej w kierunku utrzymania sprawności produkcyjnej przedsiębiorstwa i jego uzdrowienia finansowego. Uzasadnieniem tego jest stwierdzenie, że likwidacja zakładu pracy powoduje większe problemy niż utrzymanie jego dalszego funkcjonowania. Prowadzi do zwiększonego bezrobocia, może powodować pogorszenie sytuacji w innych zakładach uzależnionych. Nieuzasadnione może okazać się likwidowanie potencjalnie wydolnej ekonomicznie jednostki z powodu błędów w jej zarządzaniu.


[2] Na przykład w Stanach Zjednoczonych do czasu zmiany prawa upadłościowego (w 1978 roku) przyznającej roszczeniom pracowniczym pierwszeństwo przed roszczeniami skarbu państwa, pracownicy uzyskiwali w postępowaniu upadłościowym zaledwie 1,4 % należnych im roszczeń. Zob. A. S. Bronstein The protection of workers’ claims in the event of the insolvency of their employer, International Labour Review, Vol. 126, nr 6 z 1987 r., s. 722.

[3] W latach siedemdziesiątych (przed powstaniem instytucji gwarancyjnych) we Francji, dzięki uprzywilejowanej pozycji, pracownicy mogli zaspokoić swe roszczenia w wysokości ok. 40% należnych im świadczeń, w Austrii do ok. 17%. Zob. A. S. Bronstein, op. cit., s. 723.

Przywilej egzekucyjny roszczeń pracowniczych w prawie polskim

5/5 - (2 votes)

Jak już wspomniano, polski system prawny tradycyjnie przewiduje ochronę roszczeń pracowniczych. Materia ta została uregulowana w przepisach k.p.c., w dziale dotyczącym egzekucji. Artykuł 1025 k.p.c. określa kolejność w jakiej zaspokajane są należności przypadające od dłużnika. Należności za pracę, zamieszczone w drugiej kategorii, poprzedzane są jedynie kosztami egzekucyjnymi[20] i należnościami alimentacyjnymi.

Jak z powyższego wynika, polski system prawny od lat nader przychylnie traktuje roszczenia pracownicze w toku egzekucji. W szczególności warte podkreślenia jest to, że w Polsce należności pracownicze zaspokajane są przed należnościami podatkowymi Skarbu Państwa. Jest inną sprawą, że przyjmowanie takich rozwiązań w warunkach socjalistycznych, kiedy to cała praktycznie gospodarka pozostawała w rękach państwa, było niezmiernie łatwe i nie łączyło się z pogorszeniem ekonomicznej pozycji budżetu państwa.

Dla określenia zakresu przyznanej pracownikom ochrony istotne znaczenie ma zdefiniowanie pojęcia “należności za pracę”. W znaczeniu wąskim termin ten może oznaczać jedynie wynagrodzenie za pracę. Wskażmy, że taką wąską interpretację można spotkać w przeważającej liczbie krajów Unii Europejskiej[21] . W Polsce jednakże od dawna ugruntowała się wykładnia szeroka. Podstawowe znaczenie w tym zakresie odegrała Uchwała Pełnego Składu Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego[22], w myśl której za należności za pracę uważa się wszystkie należności wynikające ze stosunku pracy, bez względu na to, jaka była podstawa ich przyznania. Należności za pracę obejmują oprócz wynagrodzenia inne składniki, m.in.: roszczenia z tytułu niewykorzystanego urlopu, odszkodowanie związane z odwołaniem z urlopu, premie regulaminowe, przyznane premie uznaniowe, odprawy pośmiertne.

W ujęciu ugruntowanym przez polski SN pojęcie należności za pracę, stało się zatem w zasadzie synonimem wszelkich świadczeń majątkowych przypadających pracownikom od pracodawcy. Jeżeli ponadto weźmie się pod uwagę, że przywilej egzekucyjny dotyczy wszystkich pracowników, uzasadniona staje się teza, że omawiana forma ochrony wynagrodzeń pracowniczych ujęta została w Polsce w sposób szeroki i wysoce korzystny dla pracowników. Pewne wątpliwości mogły co najwyżej budzić zasady, na jakich została ukształtowana subrogacja Funduszu. Stosownie do art. 10 ust. 1 i 2 ustawy wypłata świadczeń powoduje przejście na Fundusz z mocy samego prawa roszczeń wobec pracodawcy odpowiadających wypłaconej kwocie. Przy dochodzeniu tych roszczeń Fundusz korzysta z tych samych przywilejów egzekucyjnych, co pracodawcy. Powyższe zasady oznaczają, że dochodząc swoich roszczeń Fundusz może przyczyniać się do obniżenia kwot, jakie pracownicy uzyskają bezpośrednio od pracodawcy. Jak się wydaje funkcję ochronną lepiej spełniałoby rozwiązanie, w którym Fundusz mógłby dochodzić swoich należności przed innymi wierzycielami, ale dopiero po zaspokojeniu roszczeń samych pracowników. Negatywne dla pracowników konsekwencje subrogacji mogą jednak zostać usunięte w wyniku dobrowolnego odstąpienia przez Fundusz od dochodzenia zwrotu wypłaconych świadczeń (art. 10 ust. 3).

Zakres ochrony wynagrodzenia poprzez przywilej egzekucyjny uległ w ostatnim okresie istotnemu ograniczeniu. Uchwalona w grudniu 1996 r. ustawa o zastawie rejestrowym i rejestrze zastawów[23] przewiduje odmienną niż w k.p.c. kolejność zaspokajania wierzytelności z przedmiotów objętych zastawem rejestrowym. Należności za pracę korzystają z pierwszeństwa przed wierzytelnością zastawnika wpisaną do rejestru, jedynie za okres nie dłuższy niż 3 miesiące (art. 20 § 1). Unormowanie to harmonizuje wprawdzie z zarysowaną tendencją rozwojową w państwach wysoko rozwiniętych, bowiem niewątpliwie zwiększa zdolność kredytową pracodawców. Jednakże zwiększenie tej zdolności następuje ewidentnie kosztem pracowników. Przypomnijmy, że Fundusz wypłaca świadczenia pracownikom z tytułu wynagrodzenia jedynie za okres trzech miesięcy. Jeśli weźmie się pod uwagę, że po zaspokojeniu wierzyciela zastawnego na ogół dłużnikowi nie pozostanie żaden majątek, jasne staje się, że ustawa o zastawie rejestrowym i rejestrze zastawów znacząco zredukowała praktyczne szanse pracowników dochodzenia roszczeń za okres dłuższy, niż trzy miesiące. Problem ten może okazać się bardzo istotny, tym bardziej w sytuacji, w której wierzyciele dążyć będą do objęcia zastawem rejestrowym wszystkich składników mienia ruchomego pracodawcy.


[20] Ustawa nie wskazuje co należy do kategorii kosztów egzekucyjnych; w literaturze wymienia się jednak m.in.: koszty niezbędne do celowego przeprowadzenia egzekucji, koszty doręczeń, ogłoszeń, dozoru ruchomości czy zarządu nieruchomością, koszty uzyskania klauzuli wykonalności. Zob. Kodeks postępowania cywilnego. Komentarz, tom II, pod red. K. Piaseckiego, C. H. Beck, Warszawa 1997, s.1138.

[21] Zob. W. Holzer, op. cit. s. 270.

[22] Uchwała z 29 września 1966 w sprawie wytycznych wymiaru sprawiedliwości i praktyki sądowej dotyczących ochrony uprawnień pracowniczych w postępowaniu odrębnym (III PZP 28/66), OSN 1967,nr 1, poz. 1.

[23] Ustawa z dnia 6 grudnia 1996 r o zastawie rejestrowym i rejestrze zastawów (Dz.U. nr 149, poz. 703).

Najczęstsze przykłady naruszeń dóbr osobistych

5/5 - (1 vote)

Nie ulega wątpliwości, że obecnie prym w sprawach związanych z naruszeniami dóbr osobistych wiodą media. Jest to zapewne związane z jednej strony z rozwojem techniki przekazu, z drugiej zaś – z faktem, że o ile osoba poszkodowana może pogodzić się z faktem , że jej cześć została naruszona np. w obrębie zakładu pracy, o tyle spokojne przyjęcie opublikowanego w poczytnym piśmie zawierającego pomówienie artykułu lub wyemitowanego zniesławiającego programu wydaje się być – dla człowieka o przeciętnej nawet wrażliwości – niemożliwym. Stąd rozgłos związany z naruszaniem dóbr osobistych przez media.

Swojego czasu wielkie kontrowersje wzbudziła słynna sprawa powództwa Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wytoczona redakcji czasopisma „Życie”. Prezydent zarzucał redakcji opublikowanie artykułu zawierającego treści niezgodne z prawdą i przez to naruszające dobra osobiste. Mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem zarzutu pomówienia o właściwości, czy też zachowanie, które poddaje w wątpliwość moralny aspekt zajmowania przez określoną osobę określonego stanowiska. Sprawa ta stała się dla A. Goszczyńskiego i B. Kordasiewicza pretekstem do rozważań nad wysokością żądań wysuwanych przez osoby uważające, że ich dobra zostały naruszone, oraz sposobnością dla wyrażenia troski czy występowanie z tego rodzaju pozwami przez osoby pełniące funkcje publiczne nie stanie się aby zaporą tamującą swobodę działań prasy. Trudno jednakże znaleźć powód dla którego pełnienie funkcji publicznych uzasadniałoby konieczność znoszenia zniewag i odbierało – nawet głowie państwa – możliwość dochodzenia swoich roszczeń. Wprawdzie warunkiem pełnienia wielu funkcji publicznych jest posiadanie nieskazitelnego charakteru, trudno jednakże tę cechę utożsamiać z niewrażliwością wobec zarzutów.

Powodem do wytoczenia procesu o ochronę dóbr osobistych może się stać także publikacja „przypadkowej” fotografii w tygodniku. Dwaj młodzi mężczyźni, których zdjęcia opublikowano w tygodniku „Poznaniak” jako ilustrację do reportażu o środowisku homoseksualistów zażądali od redakcji i wydawcy pisma zapłaty na rzecz każdego z nich 20 tys. zł wraz z odsetkami od dnia wniesienia powództwa. Powodowie twierdzili, że zdjęcia opublikowano bez ich zgody i mimo że tygodnik dwukrotnie przepraszał ich za niefortunny dobór zdjęcia, skierowali jednak oni sprawę do sądu o odszkodowanie za doznane krzywdy moralne.

Sąd starał się ustalić, czy rzeczywiście publikacja odbiła w środowisku powodów tak szerokim echem, jak twierdzą, i wywołała tak przykre dla nich i ich rodzin skutki. Naruszenie dobra osobistego polega tu na rozpowszechnieniu wizerunku bez zgody osoby uprawnionej. Można zaryzykować stwierdzenie, że linia obrony opierałaby się na zakwestionowaniu obraźliwego charakteru zaliczenia kogoś do środowiska homoseksualistów, wobec jednak panujących uprzedzeń trudno nie zrozumieć reakcji powodów. Również fotografia była przedmiotem procesu, jaki Krzysztof Komornicki, prezes Polskiej Agencji Prasowej, wytoczył spółce Urma, wydawcy tygodnia „Nie”. Domaga się on publicznego przeproszenia i zapłaty 200 tys. zł. zadośćuczynienia za krzywdę wyrządzoną opublikowaniem fotografii przedstawiającej go zupełnie nago.

Oprócz naruszenia wizerunku można tu też mówić o naruszeniu czci. Fotografia może stać się pretekstem do wytoczenia sprawy o naruszenie dóbr osobistych nawet wtedy, gdy sama w sobie nie jest ani obraźliwa ani krępująca dla osoby na niej przedstawionej. Tak też było w wypadku pozwu Józefa Oleksego, który to pozew został skierowany przeciwko stacji telewizyjnej TVN. Polityk żądał od stacji publicznego przeproszenia za wyemitowanie w „Faktach” z 8 października 1998 r. fragmentu programu wyborczego Komitetu „Ojczyzna”, w którym pokazano zdjęcie Oleksego (wśród kilku innych polityków) w kontekście mocno nieprzychylnego komentarza. W programie tym zestawiono fotografie kilku polityków, w tym Oleksego, z komentarzem jednoznacznie pejoratywnym. Pomawiano w nim Oleksego – pisze w pozwie jego pełnomocnik – o zdradę, sprzedajność, nieuczciwość i działanie niezgodne z prawem.

Problem ochrony nazwiska poruszony został przy okazji zawarcia ugody przez Magdalenę Jasińską, spadkobierczynię ostatniego męskiego potomka rodziny Fukierów ze wspólnikami spółki cywilnej „Słodki Fukier”, w tym Piotrem Gesslerem, znanym warszawskim restauratorem, od których w procesie o ochronę dóbr osobistych domagała się zaniechania używania w ich działalności gospodarczej nazwiska Fukier. „Piotr Gessler będzie mógł nadal prowadzić restaurację i winiarnię w historycznej kamienicy Fukierów na warszawskiej Starówce pod firmą Restauracja u Fukiera sp. cywilna. Będzie też mógł pod tą firmą organizować poza siedzibą restauracji jakieś szczególne imprezy restauratorskie. Poza tym spadkobierczyni zobowiązała się nie udzielać nikomu innemu zgody na posługiwanie się w działalności gospodarczej nazwiskiem Fukierów.”

„Sąd Wojewódzki w Warszawie zakazał Stowarzyszeniu Civitas Christiana rozpowszechniania ulotki „Krytycznie o Hare Kryszna”, czego domagało się w pozwie o ochronę dóbr osobistych Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny. Pozwany ma też opublikować przeproszenie oraz oświadczenie, że niektóre dane z ulotki nie odpowiadały

prawdzie.” Ten spór z kolei wynikł na tle konfliktu między prawem do krytyki (ze strony Stowarzyszenia Civitas Christiana) a protestu, przeciwko pomówieniu o działalność przestępczą, czy szkodliwą społecznie ( ze strony Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny). Sąd uznał za uzasadnione powództwo Towarzystwa i nie podzielił stanowiska pełnomocnika Civitas Christiana. Na temat dozwolonej krytyki traktuje m.in. artykuł Jolanty Zarembiny, zamieszczony w tygodniku „Rzeczpospolita” : ” Ludzie nadużywają wolności słowa i błędnie rozumieją demokrację – ocenia Ewa Frąckiewicz, rzecznik prasowy Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, zapytana, skąd tak duża liczba spraw o dobra osobiste. – Uważają, że jak mówią prawdę, to mogą ją wykrzyczeć publicznie, nawet w obelżywej formie. A nie zawsze wolno mówić prawdę głośno. Ważne, jak się ją podaje, z jakimi intencjami.” W kwestii uzasadnionej krytyki wypowiada się również orzecznictwo, podając, że krytyka jest działaniem pożądanym i społecznie pożytecznym, pod warunkiem jednakże, że jej celem nie jest dokuczanie innej osobie a samo działanie nosi cechy rzetelności i rzeczowości.

Swojego czasu głośna była sprawa plakatu reklamującego film Milosza Formana „Skandalista Larry Flynt”. Mirosław Lewandowski wniósł pozew do Sądu Wojewódzkiego w Krakowie, twierdząc, że plakat ten obraża uczucia religijne katolików. „Kontrowersyjny plakat przedstawiał na tle kobiecych bioder nagiego mężczyznę z rozkrzyżowanymi rękami. Obrazę uczuć religijnych miała wywołać jego wymowa: skojarzenie z postacią ukrzyżowanego Chrystusa.

W związku z tą sprawą prowadzone były dwa postępowania: karne w prokuraturze, która umorzyła śledztwo, uznając że plakat nie mógł obrazić niczyich uczuć, oraz cywilne o ochronę dóbr osobistych. Sąd uznał, że pozwana firma Filmotechnika, plakatująca Kraków, nie naruszyła prawa w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.” Warto przypomnieć, że jakiś czas wcześniej z podobnych powodów (obrażenie uczuć religijnych) zażądano zaprzestania wyświetlania filmu „Ksiądz” Agnieszki Holland. O ile jednak można zrozumieć, że wiszący w miejscu publicznym i szeroko kolportowany plakat może być przykry dla bardziej wrażliwych odbiorców, to przesadą wydaje się żądanie usunięcia filmu z ekranów. Najprostszym bowiem sposobem chronienia w takim wypadku swojego dobra osobistego będzie po prostu ignorowanie danej produkcji, nie ma bowiem żadnego powodu, aby osoba która obawia się, że dany film naruszy jej uczucia religijne właśnie na ten film wybierała się do kina.

Można nawet zaryzykować twierdzenie, że ten kto znając treść danego dzieła (a musi ją znać, skoro uważa za kontrowersyjną i domaga się usunięcia) wybiera się specjalnie, aby obejrzeć je w kinie – sam narusza swoje dobro osobiste na szwank, a taka okoliczność może wszak stać się przesłanką do odmówienia mu ochrony prawnej.

Coraz częstsze ostatnio stają się procesy o plagiaty prac magisterskich. Niechęć do sprawdzenia własnych sił w tej materii wydaje się być większa od odstraszającego przykładu choćby Andrzeja Anusza, któremu Sąd Wojewódzki w Warszawie nakazał „opublikowanie w kilku gazetach przeproszenia Marka Rymszy, obecnie pracownika naukowego Uniwersytetu Warszawskiego, za zamieszczenie w książce „Niezależne Zrzeszenie Studentów 1980-1989 r.” obszernych fragmentów z pracy magisterskiej Rymszy bez jego zgody i bez stosownego zaznaczenia owych cytatów.” Praca posła AWS nosiła wszelkie cechy plagiatu, w sposób nie budzący wątpliwości przekroczono w niej określone przez prawo autorskie zasady cytowania w swoich dziełach cudzych wypowiedzi, szczególnie wobec faktu, że „Praca magisterska z natury rzeczy powinna być osobistym wkładem studenta”.

Odnośnie zadośćuczynienia poprzez przeproszenie osoby poszkodowanej – interesującą innowacją wydaje się być pomysł umieszczania takich przeprosin w Internecie – jakiekolwiek zastrzeżenia wobec tej metody wysuwaliby konserwatyści – niewątpliwie gwarantuje ona, że przeprosiny dotrą do szerokiego grona odbiorców, a wszak o to chodzi poszkodowanemu. Publikacje w Internecie stały się już niejednokrotnie przyczyną kontrowersji – rzecznik praw obywatelskich zaprotestował przeciwko publikacji w sieci listów gończych, twierdząc, że narusza to dobra osobiste osób poszukiwanych. Tadeusz Kaczmarek, rzecznik Komendy Wojewódzkiej w Radomiu nie wydaje się podzielać tego poglądu.

Orzecznictwo i ustawy – niebezpodstawnie – stawiają surowe wymagania autorom artykułów i programów telewizyjnych. Według orzecznictwa dziennikarz nie jest wprawdzie odpowiedzialny, za wypowiedzi, jakie padają w jego programie nadawanym „na żywo” natomiast, jeżeli audycja jest najpierw nagrywana a dopiero potem nadawana, to za jej treść jak najbardziej odpowiadają redaktorzy. Kolejne orzeczenie przypomina, że na opublikowanie informacji, chociażby obiektywnie prawdziwych, niezbędne jest uzyskanie wprost zgody zainteresowanej osoby. W jej braku zachowanie dziennikarza nie spełniło wymogu szczególnej staranności zawodowej. Jak widać z powyższego – na osobach zatrudnionych w mediach ciąży szczególna odpowiedzialność i wymóg staranności przy jednoczesnym obowiązku rzetelnego wykonywania swojego zawodu.

Zgoda małżeńska jako osobowy akt człowieka

5/5 - (2 votes)

podrozdział pracy magisterskiej z prawa kanonicznego

Istnieją dwie grupy poglądów, dotyczących małżeństwa* . Pierwszy z nich mówi o ewolucji małżeństwa, w którym od jakiegoś nieładu płciowego /heteryzm/ poprzez wielomęstwo /poliandria/ i wielożeństwo /poligamia/ doszło dopiero do związku jednożeńskiego /monogamia/. ”

Drugi pogląd, którego przedstawicielem był już Arystoteles, uważał, że kierunek rozwoju instytucji małżeństwa był odwrotny. Od początku było ono monogamiczne, a dopiero później, przez różne zniekształcenia, przybrało inne formy. Już na pierwszych stronach Pisma św. znajdujemy tę prawdę. W drugim opisie stworzenia natchniony autor pisze: „Dlatego mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” /Rdz 2,24/.W Ewangeliach Jezus Chrystus odwołuje się do tej prawdy, która była od początku i mówi: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było”./Mt 19,8/. Widać z tego jasno, że pierwsza wersja ewolucji instytucji małżeństwa jest nie do przyjęcia w wierze chrześcijańskiej. Papież Pius XI w encyklice „Castii connubi” /1930/ porusza ten temat i podkreśla Boże pochodzenie małżeństwa, jak również, że nie jest ono zależne od zapatrywań ludzkich *. Również Sobór Watykański II podobnie stwierdził: „Ten święty związek…,nie jest uzależniony od ludzkiego sądu” /KDK 47 n.1/. To całe dowodzenie wskazuje jasno o potędze zgody małżeńskiej i niemożliwości jej unieważnienia lub zmiany podmiotów tego zobowiązania.   ”

Kodeks ściśle określa, że „małżeństwo stwarza zgoda stron między osobami prawnie do tego zdolnymi”, /kan.1057 & 1/ oraz że „małżeństwo mogą zawrzeć wszyscy, którym prawo tego nie zabrania” /kan.1058/. odstawą do zawarcia małżeństwa chrześcijańskiego jest chrzest, przez który dana osoba otrzymuje prawa i obowiązki właściwe chrześcijanom./kan.96/. Jednak korzystanie z praw w pełnym wymiarze przysługuje tylko osobie pełnoletniej, która ukończyła osiemnaście lat. /kan.98/. Kodeks podaje właściwą interpretację zgody małżeńskiej stwierdzając, że jest ona „aktem woli”/kan.1057 ő 2/. Sobór Watykański II również mówi, że: „małżeństwo powstaje przez nieodwołalną osobistą zgodę /KDK 48 n.1./ Ażeby zgoda w/g kanonu 1057 § 1 była aktem prawnym, czyli pociągała za osobą właściwe skutki powinna zawierać:

  1. zgodę,
  2. powinna być wyrażona przez osoby prawnie do tego zdolne,
  3. nie może być uzupełniona żadnym innym aktem prawnym.

Jest to ujęcie syntetyczne, którego uzupełnieniem mogą być wymagania jakie podaje Bensch:

  1. Orientacja w dziedzinie stosunków prawno-społecznych.
  2. Umiejętność praktycznego zastosowania wiadomości i doświadczenia prawnego w konkretnym przypadku.
  3. Zdolność do samodzielnej decyzji .

Biskupski również podaje elementy, którymi powinna charakteryzować się zgoda jako akt prawny:

  1. wiadomość, czyli aspekt rozumu. Nie mogą zgody wyrazić osoby pozbawione używania rozumu na stałe lub przejściowo.
  2. Wolność, czyli aspekt woli. Determinacja zewnętrzna lub wewnętrzna uniezdalnia do wyrażenia zgody.
  3. Obejmuje cele małżeństwa .

Mówiąc o akcie zgody małżeńskiej trzeba również wspomnieć o podmiocie i przedmiocie tejże zgody. W kodeksie czytamy, że „mężczyzna i kobieta w nieodwołalnym przymierzu wzajemnie się sobie oddają i przyjmują w celu stworzenia małżeństwa” /kan.1057 § 2/. Widać tu jasno, że podmiotem tej umowy są sami nupturienci, którzy w tym jedynym przypadku są jednocześnie szafarzami sakramentu. Przedmiotem materialnym są również małżonkowie, a przedmiotem formalnym jest wspólne życie, które obejmuje wszystkie cele małżeństwa . Trzeba zaznaczyć, że przedmiotem nie jest prawo małżonka do ciała, lecz sama osoba i stąd bierze się ważność jego zdolności psychicznych i umysłowych. W dawnym prawie mówiło się raczej o biologicznej stronie przedmiotu małżeństwa w stwierdzeniu „ius in corpus”. W zgodzie wyrażonej według nowego kodeksu widzimy ujęcie raczej wspólnoty, która odznacza się wzajemnym oddaniem się małżonków. Zauważamy tu dwa aspekty dotyczące osobowości nupturientów:

  1. Ważna jest pełna zdolność małżonka.
  2. Osobowość jest koniecznym warunkiem do stworzenia wspólnoty, przez którą, jak wspomina Sobór Watykański II, powstaje „głębokie zjednoczenie, będące wzajemnym oddaniem się sobie dwóch osób” /KDK 48 n.1/ .

         Biskupski podkreśla kontakt osobowy nupturientów i konieczność zgody tych obojga do przedmiotu wyrażanego aktu . Widzimy zatem personalistyczny i duchowy charakter „umowy małżeńskiej”. W nauce Soboru Watykańskiego II małżeństwo stanowi rzeczywistość dogłębnie ludzką, która nie może się ograniczyć wyłącznie do sfery zewnętrzno-formalnej.   Małżeństwo winno angażować całego człowieka, ze wszystkimi przejawami jego bogactwa wewnętrznego oraz jego pełnym i autentycznym oddaniem się „Dlatego to moment zawarcia umowy małżeńskiej musi być aktem rzeczywiście dogłębnie ludzkim, nie zaś zwykłą formalnością”. Szczególną rolę w ustaleniu zdolności osób do wyrażenia zgody miała refleksja Papieskiej Komisji do Rewizji KPK. Weryfikowano ustalenia kodeksu Pio-Benedyktyńskiego. W pracy tej uwzględniono wypowiedzi Soboru Watykańskiego II i osiągnięcia w psychiatrii i psychologii. Pracę tej Komisji widać w Kodeksie Jana Pawła II w postaci nowych ustaleń. Refleksje te podejmowano, gdyż samo wypowiedzenie formuły zgody małżeńskiej nie wystarczy do ważności małżeństwa. Możemy mieć bowiem do czynienia z tzw. „zgodą pozorną”, która charakteryzuje się wypowiedzeniem formuły zgody, przy braku zgody wewnętrznej. Powstaje zatem trudność domniemania, czy zgoda wyrażona zewnętrznie, odpowiada rzeczywistej zgodzie wewnętrznej. Według Kodeksu „domniemywa się, że wewnętrzna zgoda odpowiada słowom lub znakom użytym przy zawieraniu małżeństwa” /kan.1101 § 1/.   Ustalenie tej zgodności jest bardzo ważne, gdyż zgoda sięga w głąb osobowości człowieka, co widać ze skutków jej wyrażenia. Dlatego tak ważnym jest uwzględnienie strony wewnętrznej aktu zgody, gdyż samo zachowanie formuły nie czyni małżeństwa. Wagę tego problemu podkreśla kanon 1057 § 1, gdy stwierdza, że żaden brak w tej sferze duchowej nie może być uzupełniony przez żadną władzę. Należy zatem rozważyć, czym charakteryzuje się akt w pełni ludzki, którego wagę widać w tych rozważaniach. W kanonistyce rozróżniamy dwa rodzaje aktów pełnionych przez człowieka i stąd różna jest jego odpowiedzialność za teakty.

  1. Akt człowieka /actus hominis/.Są to czynności odruchowe, bezwarunkowe, spontaniczne, wykonywane fizycznie przez każdego człowieka i charakteryzujące się brakiem używania przez człowieka rozumu i woli.
  2. Akt ludzki /actus humanus/. „Czynności, które są właściwe człowiekowi i zostały dokonane w sposób odpowiadający jego godności tzn. nie tylko z pełnym rozeznaniem rozumowym, ale także z dobrowolną decyzją, świadomą wartości spełnionego czynu i przewidującą konsekwencje, czyli jak to zwyczajnie się określa dokonane rozważnie, odpowiedzialnie”. W pełnym akcie ludzkim występują zatem dwa podstawowe elementy:
    • Ø Intelektualne rozpoznanie. Prawodawca, podając definicję zgody małżeńskiej, ma również na myśli uprzednie poznanie w stosunku do aktu woli. Cały etap przedwolitywny jest niejako fundamentem dla wyrażanej zgody. Jest to myślenie tomistyczne, w którym uważa się, że wola winna być kierowana do działania przez rozumne poznanie dobra, czyli celu działania.
    • Ø Wolna i nieskrępowana decyzja woli. Góralski twierdzi, że aktem ludzkim jest taki, który ma wolną wolę od wewnętrznych czy zewnętrznych okoliczności skłaniających ją do określonego wyboru . Według Benscha decyzję woli można nazwać wolną wtedy, gdy poprzedza ją zastanowienie, odważenie motywów. Nie chodzi tu jednak o tzw. wybór doskonały, lecz „wystarczy istnienie wolności w jej istocie, tak aby wola rozumnie mogła decydować, czy zawrzeć małżeństwo, czy też nie”. Oba czynniki są niezastąpione w wyrażeniu właściwej zgody małżeńskiej. Są wzajemnie się uzupełniającymi elementami. Pierwszym warunkiem np. używalności wolnej woli jest używalność rozumu. Wolna wola pozostawiona sama sobie jest ślepą władzą. Musi być oświecona przez rozum. Jeżeli zaś rozum doznaje przeszkód w działaniu to i wolność woli jest zakłócona. Te wszystkie czynniki, które tu zostały podane, dają naturalną zdolność do korzystania z praw podmiotowych. Obejmują one bowiem całość tego aktu, a wiec nie tylko świadomość i wolność, ale także znajomość znaczenia aktu i zamiar osiągnięcia jego skutków. Ta zdolność jest jednak względna, gdyż zależy od złożoności sprawy i stąd różna jest zdolność podmiotu do działań prawnych. Nie jest ona zatem ściśle określona w stosunku do aktów prawnych w ogólności. Dla określenia zgodności do danego aktu prawnego, trzeba zawsze podać podstawowe czynniki, które dany podmiot musi spełniać. Istnieją również takie czynniki w stosunku do nupturientów. Starano się wskazać właściwe dla aktu zgody małżeńskiej wymagania. W dalszej części tejże pracy będą bliżej określone podane tu już warunki oraz przedstawiono czynniki mogące zakłócić wyrażenie aktu zgody.

Przetwarzanie danych osobowych w Internecie

5/5 - (2 votes)

[informacje podane w tej pracy magisterskiej mogą być już nieaktualne – zmienił się stan prawny]

  1. Uwagi ogólne

Przetwarzanie danych osobowych w sieciach komputerowych nie jest obecnie przedmiotem odrębnych przepisów. W związku z tym zastosowanie znajdują przepisy ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r. (Dz. U. z 1997 r., nr 133, poz. 883). Sytuacja ta ulegnie zmianie wraz z wejściem w życie ustawy – prawo telekomunikacyjne, która w pewnym zakresie regulować będzie również i przetwarzanie danych osobowych w sieciach komputerowych. Ustawa ta (wzorowana na Dyrektywie DE nr 97/66), mająca charakter przepisów szczególnych w stosunku do ustawy o ochronie danych osobowych, jedynie w ograniczonym jednak zakresie odnosi się do przetwarzania danych osobowych. W związku z tym, w przypadku przetwarzania danych osobowych w Internecie, do zdecydowanej większości praw przyznanych podmiotom danych osobowych, jak i obowiązków nałożonych na administratorów danych nadal odnosić się będą przepisy ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r.

  1. Adres e-mail jako kategoria danych osobowych

Pojęcie „danych osobowych” zostało zdefiniowane w art. 6 ustawy o ochronie danych osobowych. Zgodnie z tym przepisem, rozróżnić należy dwie kategorie danych osobowych:

  1. informacje, dzięki którym, dana osoba może zostać zidentyfikowana,
  2. informacje dotyczące osoby, która jest już (lub może być) zidentyfikowana dzięki innym posiadanym przez podmiot przetwarzający, informacjom odnoszącym się do danej osoby.

Innymi słowy, ustawa swoim zakresem obejmuje zarówno informacje niezbędne do identyfikacji (imię, nazwisko, miejsce zamieszkania), jak i informacje wzmacniające stopień identyfikacji (np. wiek, wykształcenie etc.). Adres e-mail, co do zasady, może stanowić obie wskazane powyżej kategorie danych osobowych. Przykładem adresu e-mail, dzięki któremu można dokonać identyfikacji jego właściciela, jest adres: wojciech.kowalski@citibank.com.pl. W adresie tym podane jest imię, nazwisko, pracodawca oraz fakt, że domena jest zarejestrowana w Polsce. Należy przy tym podkreślić, że charakteru takiego nie będzie miał ten sam adres zapisany w postaci numerycznej (adres IP). Adres IP umożliwia bowiem identyfikację komputera, a nie osoby użytkownika (ten sam komputer podłączony do sieci może być używany przez kilka osób). O tym, że powyżej wskazany adres wojciech.kowalski@citibank.com.pl zawiera dane osobowe, przesądza więc użycie w domenie słownych informacji. Innymi słowy, choć adres internetowy identyfikuję formalnie komputer podłączony do sieci, to równocześnie identyfikuję użytkownika (podmiot danych osobowych) poprzez odwołanie się do jego imienia, nazwiska, miejsca pracy etc. Przykładem drugiej z kategorii adresów e-mail, będących danymi osobowymi, jest adres: xawery@kr.onet.pl. Sama treść tego adresu nie pozwala na identyfikację osoby – brak jest wskazania nazwiska, z jego treści wynika jedynie imię danej osoby oraz informacja o dostawcy usług poczty elektronicznej. Aby powyższy adres uzyskał charakter danych osobowych, konieczne jest posiadanie przez podmiot przetwarzający dane osobowe (np. właściciela strony WWW) dodatkowych informacji takich jak np. adresu zamieszkania etc. W takim przypadku, możliwa będzie w oparciu o powyższe informacje, przyporządkowanie danego adresu konkretnej (i identyfikowalnej) osobie.

  1. Cookies

„Cookie” jest zapisem informacji wykonanym przez serwer w formie pliku tekstowego na komputerze klienta, w ten sposób, że informacja ta może być następnie przez ten sam serwer (i wyłącznie przez niego) odczytana oraz zmieniona. Technika „cookies” jest oparta na protokole HTTP, to jest na protokole sieciowym. Z tego względu jedynie serwery sieciowe mogą wysyłać tego rodzaju pliki. Ujmując rzecz bardziej szczegółowo, „cookies” składają się ze zbioru zmiennych lub macierzy, które klient oraz serwer wymieniają w ramach protokołów HTTP podczas dokonywanych operacji, przy czym zmienne te są przechowywane na komputerze klienta w postaci plików tekstowych. „Cookie” jest często przyporządkowany do nazwy domeny i oraz zbioru URL w taki sposób, że jedynie sygnał nadchodzący z tego samego serwera może uzyskać do niego dostęp. Z punktu widzenia ustawy o ochronie danych osobowych, ocena „cookies” zależy od rodzaju informacji, które dzięki tej technice są zbierane – jeżeli są to dane osobowe (por. punkt 1 powyżej), to wówczas, przepisy ustawy znają zastosowanie.

  1. Administrator danych a podmiot przetwarzający dane na zlecenie

Zgodnie z ustawą, każdy z podmiotów przetwarzających dane osobowe może być albo administratorem danych albo podmiotem przetwarzającym dane na zlecenie (ang. processor). Rozróżnienie pomiędzy „administratorem danych osobowych” a processorem ma podstawowe znaczenie dla firm reklamowych świadczących usługi w Internecie. Wiele z nich korzysta bowiem z danych osobowych – a więc je przetwarza – nie na własne potrzeby a na zlecenie administratorów danych. Zgodnie z konstrukcją przyjętą w polskiej ustawie, podmioty przetwarzające dane na zlecenie (processor) nie podlegają szeregowi obowiązków nałożonych w ustawie na administratora danych osobowych (poza obowiązkiem podjęcia środków zabezpieczających zbiór danych, o których mowa w dziale 5 ustawy). Do najbardziej „uciążliwych” z tych obowiązków zaliczyć należy obowiązek informacyjny (art. 24 i 25) oraz obowiązek zgłoszenia do rejestracji zbioru danych osobowych (art. 40 i n.). Z punktu widzenia firm marketingowych, dużo korzystniejsze jest więc by zostały one potraktowane jako processorzy a nie „administratorzy danych osobowych”. Definicja administratora danych zawarta jest w art. 7 punkt 4 ustawy – zgodnie z którym administratorem jest podmiot „decydujący o celach i środkach przetwarzania danych osobowych”. W związku z tym dla rozróżnienia, czy dany podmiot jest administratorem danych, czy processorem kluczowa jest wykładnia zwrotu „decyduje o celach i środkach przetwarzania danych osobowych”.

Przede wszystkim należy podkreślić, że decydowanie o celach i środkach nie może być interpretowane – jak to się często błędnie przyjmuje – jako decydowanie o środkach finansowych. Dany podmiot nie staje się więc administratorem danych osobowych np. przez sam fakt finansowania akcji reklamowej w trakcie której wykorzystywane są dane osobowe. Będzie nim natomiast wówczas, gdy dokona wyboru treści przetwarzanych danych oraz sposobu korzystania z danych. Pojęcie „treści danych” oznacza kategorie danych osobowych, które są przetwarzane (np. imię, nazwisko, adres e-mail etc.). Bez znaczenia jest natomiast okoliczność faktycznego dysponowania bazą danych osobowych. Administratorem danych będzie więc i podmiot, który bazą co prawda nie dysponuje („nie posiada jej”), ale podejmuje decyzje co do treści danych i sposobu ich wykorzystania. Z uwagi na postanowienie art. 31 ust. l ustawy, kwestia wyboru treści i sposobu korzystania powinna być przedmiotem stosownych postanowień umowy zawartej na piśmie. Z obowiązkiem pisemnej umowy pomiędzy administratorem danych a podmiotem przetwarzającym dane na zlecenie wiąże się kontrowersyjne zagadnienie powierzania przez processorów dalszego przetwarzania danych innym podmiotom. Chodzi tu np. o sytuacje, gdy agencja reklamowa działając w stosunku do swojego klienta jako podmiot przetwarzający dane na zlecenie, chce korzystać z usług zewnętrznych podwykonawców, z czym wiąże się przekazanie kopii bazy danych osobowych. Tym co najistotniejsze z punktu widzenia ustawy to okoliczność, że podwykonawcy prawie zawsze są dysponentami baz danych, dokonując czynności które niewątpliwie mieszczą się w pojęciu „przetwarzania danych osobowych” (art. 7 pkt 2). W związku z tym powstaje pytanie, czy należy ich traktować jako administratorów danych osobowych, czy też jako podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratorów. Odpowiedź na to pytanie ma kluczowe znaczenie dla całej grupy firm, a to z racji szeregu obowiązków nałożonych przez ustawę na administratorów, które czyniłyby działalność podwykonawców praktycznie niewykonalną (np. obowiązek informacyjny z art. 25).

Rozwiązanie powyższego problemu sprowadza się do ustalenia, kiedy – mimo faktycznego dysponowania danymi przez podwykonawcę – administrator „decyduje o celach i środkach ich przetwarzania” (art. 7 pkt 4). W Niemczech i w Wielkiej Brytanii powstała w związku z tym określona – zatwierdzona przez Generalnych Inspektorów Danych Osobowych – praktyka zgodnie z którą uważa się, że przy spełnieniu pewnych warunków podwykonawca jest processorem w rozumieniu art. 2e dyrektywy (art. 31 polskiej ustawy). Warunkiem tym jest przede wszystkim zawarcie umowy pisemnej pomiędzy administratorem danych osobowych a podmiotem przetwarzającym dane na zlecenie. W umowie takiej poza m.in. kwestiami dotyczącymi wyboru treści przetwarzanych danych i sposobu korzystania z nich, powinno się znaleźć również sformułowanie, zgodnie z którym przed każdym udostępnieniem danych innemu podmiotowi (podwykonawcy), podmiot przetwarzający dane na zlecenie musi uzyskać wcześniejszą zgodę administratora danych a podwykonawca powinien zobowiązać się do przetwarzania danych wyłącznie w celu i zakresie ustalonym przez administratora danych. Przyjmuje się, że w takiej sytuacji spełniona jest w stosunku do tego ostatniego przesłanka „decydowania o celach i środkach przetwarzania danych”.

  1. Podmioty przetwarzające dane osobowe w Internecie

Dane osobowe są przetwarzane w sieciach  komputerowych przez następujące kategorie podmiotów:

  1. a) dysponent sieci telekomunikacyjnej
  2. b) dostawca dostępu do sieci (ang. access provider)
  3. c) dostawca usług w sieci (ang. service provider)
  4. d) dostawca zawartości sieci (ang. content provider)

Często ten sam podmiot występuje w dwóch rolach – np. jako dysponent sieci telekomunikacyjnej oraz access provider. Organizacje telekomunikacyjne lub dostawcy sieci nie są administratorami danych, jeśli chodzi o informacje osobowe (kategorie danych osobowych) przekazywane w sieci przez ich klientów. Wynika to przede wszystkim z faktu, że te podmioty nie decydują o celach i środkach przetwarzania danych (tak też przypis 47 do preambuły Dyrektywy UE nr 95/46). Z tego samego powodu, podmioty te będą natomiast administratorami, jeśli chodzi o np. o dane zebrane w związku z wystawieniem rachunku za świadczone usługi. W przypadku service providera jest on administratorem w stosunku do danych osobowych przez niego dostarczanych. To samo dotyczy danych przetwarzanych w związku z świadczeniem danych usług (np. dane niezbędne do wystawienia faktury). W przypadku przesyłania danych osobowych pocztą elektroniczną, administratorem danych osobowych jest podmiot, który wysłał e-mail. W przypadku, gdy e-mail jest używany w związku z listą dyskusyjną, administratorem jest podmiot, który „organizuje” daną listę.

  1. Zgoda na przesyłanie ofert pocztą elektroniczną (opt-in)

Bardzo istotną zmianę co do możliwości posługiwania się pocztą elektroniczną w działalności marketingowej wprowadza art. 6.3 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów, zgodnie z którym posłużenie się pocztą elektroniczną w celu złożenia propozycji zawarcia umowy, może nastąpić wyłącznie za uprzednią zgodą konsumenta.

Oznacza to, że inaczej niż w przypadku przetwarzania danych osobowych na cele marketingowe przy użyciu innych form porozumiewania się na odległość, gdzie wprowadzono prawo sprzeciwu (opt-out), przy poczcie elektronicznej przyjęto rygorystyczny wymóg zgody (opt-in).

  1. Obrót danymi osobowymi

Zgodnie z jednoznacznymi sformułowaniami zawartymi w preambule do dyrektywy (np. pkt 30 i 39), jak i w samej dyrektywie (art. 1.2) – obrót danymi osobowymi jest – generalnie – dozwolony. Wiąże się to z jednym z podstawowych celów dyrektywy, jak i polskiej ustawy, zgodnie z którym nacisk położony jest nie na wprowadzenie zakazu udostępniania danych (co byłoby np. sprzeczne z art. 7 ust. l Układu Europejskiego), ale na wprowadzeniu kontroli obrotu danymi („personal data law is a law for monitoring the lite cycle of personal data”) m.in. poprzez przyznanie podmiotowi którego dane dotyczą, szeregu uprawnień jak np. prawa do informacji, gdzie znajdują się jego dane, prawa do wyrażenia sprzeciwu na ich udostępnianie osobom trzecim.

Kwestia dopuszczalności udostępniania danych powinna być rozpatrywana przede wszystkim pod kątem zakazu przetwarzania danych w celu innym niż cel dla którego dane zostały. Ten wymóg w polskiej ustawie został ustalony w art. 26 ust. 2. Wykładnia tego przepisu budzi jednak zasadnicze wątpliwości. Po pierwsze – przy obecnym sformułowaniu tego artykułu – można bronić stanowiska, że zmiana celu przetwarzania jest – wbrew jednoznacznej treści art. 6.1 b) dyrektywy – dopuszczalna. Wynika to z treści art. 26 ust. 2 punkt 2, zgodnie z którym – pod warunkiem zachowania wymogów z art. 23 (wskazanie przesłanki dopuszczalności przetwarzania danych osobowych) oraz art. 25 (dochowanie obowiązku informacyjnego) – administrator danych może przetwarzać je w innym celu niż cel dla którego zostały zgromadzone. Moim zdaniem jednak z uwagi na treść w/w artykułu dyrektywy, należy przyjąć, że również i w polskiej ustawie niedopuszczalne jest przetwarzanie danych w celach niezgodnych z celami dla których zostały one zgromadzone. Za interpretacją taką przemawia fakt, że jest to jedna fundamentalnych zasad dyrektyw, do której to przecież wprost nawiązywali twórcy polskiej ustawy. Zarówno w dyrektywie, jak i w ustawach poszczególnych krajach Unii (czy w ustawie polskiej), brak jest jakiejkolwiek wskazówki co do sposobu, w jaki należy rozumieć zwrot „zmiana celu przetwarzania danych”. Wykładnia tego sformułowania ma podstawowe znaczenie dla przyjęcia dopuszczalności obrotu danymi osobowymi. Z porównania przepisów art. 6.1 b) dyrektywy oraz art. 26.2 ustawy należy przede wszystkim podkreślić, że w dyrektywie mowa jest o „celach” (purposes), a nie o jednym celu (jak to zostało ujęte w polskiej ustawie). Ponadto w dyrektywie – mowa jest o zakazie dalszego przetwarzania danych w sposób niezgodny z celami dla których dane zostały zebrane („…not further processed in a way incompatible with those purposes…”), gdy w ustawie polskiej przepis stanowi o „innym celu”.

W doktrynie krajów UE przyjmuje się w związku z tym, że przykładem takiej, niedopuszczalnej „niezgodności” (incompatibility) jest np. sytuacja, gdy dane zebrane w celach statystycznych (badań rynku) zostaną następnie użyte w celach marketingowych np. poprzez rozesłanie spersonalizowanego mailingu z ofertą handlową. Dopuszczalna jest natomiast np. sytuacja, gdy dane zebrane w celu promocji samochodów określonej marki, zostaną następnie wykorzystane przez innego administratora w celu promocji innego towaru np. sprzętu AGD. W tym przypadku o zgodności celów, dla których dane zostały zebrane i dla których mają zostać przetwarzane przesądza fakt, że w obydwóch sytuacjach chodzi o cel marketingowy pojmowany jako promocja towarów lub usług.