Najczęstsze przykłady naruszeń dóbr osobistych

5/5 - (1 vote)

Nie ulega wątpliwości, że obecnie prym w sprawach związanych z naruszeniami dóbr osobistych wiodą media. Jest to zapewne związane z jednej strony z rozwojem techniki przekazu, z drugiej zaś – z faktem, że o ile osoba poszkodowana może pogodzić się z faktem , że jej cześć została naruszona np. w obrębie zakładu pracy, o tyle spokojne przyjęcie opublikowanego w poczytnym piśmie zawierającego pomówienie artykułu lub wyemitowanego zniesławiającego programu wydaje się być – dla człowieka o przeciętnej nawet wrażliwości – niemożliwym. Stąd rozgłos związany z naruszaniem dóbr osobistych przez media.

Swojego czasu wielkie kontrowersje wzbudziła słynna sprawa powództwa Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wytoczona redakcji czasopisma „Życie”. Prezydent zarzucał redakcji opublikowanie artykułu zawierającego treści niezgodne z prawdą i przez to naruszające dobra osobiste. Mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem zarzutu pomówienia o właściwości, czy też zachowanie, które poddaje w wątpliwość moralny aspekt zajmowania przez określoną osobę określonego stanowiska. Sprawa ta stała się dla A. Goszczyńskiego i B. Kordasiewicza pretekstem do rozważań nad wysokością żądań wysuwanych przez osoby uważające, że ich dobra zostały naruszone, oraz sposobnością dla wyrażenia troski czy występowanie z tego rodzaju pozwami przez osoby pełniące funkcje publiczne nie stanie się aby zaporą tamującą swobodę działań prasy. Trudno jednakże znaleźć powód dla którego pełnienie funkcji publicznych uzasadniałoby konieczność znoszenia zniewag i odbierało – nawet głowie państwa – możliwość dochodzenia swoich roszczeń. Wprawdzie warunkiem pełnienia wielu funkcji publicznych jest posiadanie nieskazitelnego charakteru, trudno jednakże tę cechę utożsamiać z niewrażliwością wobec zarzutów.

Powodem do wytoczenia procesu o ochronę dóbr osobistych może się stać także publikacja „przypadkowej” fotografii w tygodniku. Dwaj młodzi mężczyźni, których zdjęcia opublikowano w tygodniku „Poznaniak” jako ilustrację do reportażu o środowisku homoseksualistów zażądali od redakcji i wydawcy pisma zapłaty na rzecz każdego z nich 20 tys. zł wraz z odsetkami od dnia wniesienia powództwa. Powodowie twierdzili, że zdjęcia opublikowano bez ich zgody i mimo że tygodnik dwukrotnie przepraszał ich za niefortunny dobór zdjęcia, skierowali jednak oni sprawę do sądu o odszkodowanie za doznane krzywdy moralne.

Sąd starał się ustalić, czy rzeczywiście publikacja odbiła w środowisku powodów tak szerokim echem, jak twierdzą, i wywołała tak przykre dla nich i ich rodzin skutki. Naruszenie dobra osobistego polega tu na rozpowszechnieniu wizerunku bez zgody osoby uprawnionej. Można zaryzykować stwierdzenie, że linia obrony opierałaby się na zakwestionowaniu obraźliwego charakteru zaliczenia kogoś do środowiska homoseksualistów, wobec jednak panujących uprzedzeń trudno nie zrozumieć reakcji powodów. Również fotografia była przedmiotem procesu, jaki Krzysztof Komornicki, prezes Polskiej Agencji Prasowej, wytoczył spółce Urma, wydawcy tygodnia „Nie”. Domaga się on publicznego przeproszenia i zapłaty 200 tys. zł. zadośćuczynienia za krzywdę wyrządzoną opublikowaniem fotografii przedstawiającej go zupełnie nago.

Oprócz naruszenia wizerunku można tu też mówić o naruszeniu czci. Fotografia może stać się pretekstem do wytoczenia sprawy o naruszenie dóbr osobistych nawet wtedy, gdy sama w sobie nie jest ani obraźliwa ani krępująca dla osoby na niej przedstawionej. Tak też było w wypadku pozwu Józefa Oleksego, który to pozew został skierowany przeciwko stacji telewizyjnej TVN. Polityk żądał od stacji publicznego przeproszenia za wyemitowanie w „Faktach” z 8 października 1998 r. fragmentu programu wyborczego Komitetu „Ojczyzna”, w którym pokazano zdjęcie Oleksego (wśród kilku innych polityków) w kontekście mocno nieprzychylnego komentarza. W programie tym zestawiono fotografie kilku polityków, w tym Oleksego, z komentarzem jednoznacznie pejoratywnym. Pomawiano w nim Oleksego – pisze w pozwie jego pełnomocnik – o zdradę, sprzedajność, nieuczciwość i działanie niezgodne z prawem.

Problem ochrony nazwiska poruszony został przy okazji zawarcia ugody przez Magdalenę Jasińską, spadkobierczynię ostatniego męskiego potomka rodziny Fukierów ze wspólnikami spółki cywilnej „Słodki Fukier”, w tym Piotrem Gesslerem, znanym warszawskim restauratorem, od których w procesie o ochronę dóbr osobistych domagała się zaniechania używania w ich działalności gospodarczej nazwiska Fukier. „Piotr Gessler będzie mógł nadal prowadzić restaurację i winiarnię w historycznej kamienicy Fukierów na warszawskiej Starówce pod firmą Restauracja u Fukiera sp. cywilna. Będzie też mógł pod tą firmą organizować poza siedzibą restauracji jakieś szczególne imprezy restauratorskie. Poza tym spadkobierczyni zobowiązała się nie udzielać nikomu innemu zgody na posługiwanie się w działalności gospodarczej nazwiskiem Fukierów.”

„Sąd Wojewódzki w Warszawie zakazał Stowarzyszeniu Civitas Christiana rozpowszechniania ulotki „Krytycznie o Hare Kryszna”, czego domagało się w pozwie o ochronę dóbr osobistych Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny. Pozwany ma też opublikować przeproszenie oraz oświadczenie, że niektóre dane z ulotki nie odpowiadały

prawdzie.” Ten spór z kolei wynikł na tle konfliktu między prawem do krytyki (ze strony Stowarzyszenia Civitas Christiana) a protestu, przeciwko pomówieniu o działalność przestępczą, czy szkodliwą społecznie ( ze strony Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny). Sąd uznał za uzasadnione powództwo Towarzystwa i nie podzielił stanowiska pełnomocnika Civitas Christiana. Na temat dozwolonej krytyki traktuje m.in. artykuł Jolanty Zarembiny, zamieszczony w tygodniku „Rzeczpospolita” : ” Ludzie nadużywają wolności słowa i błędnie rozumieją demokrację – ocenia Ewa Frąckiewicz, rzecznik prasowy Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, zapytana, skąd tak duża liczba spraw o dobra osobiste. – Uważają, że jak mówią prawdę, to mogą ją wykrzyczeć publicznie, nawet w obelżywej formie. A nie zawsze wolno mówić prawdę głośno. Ważne, jak się ją podaje, z jakimi intencjami.” W kwestii uzasadnionej krytyki wypowiada się również orzecznictwo, podając, że krytyka jest działaniem pożądanym i społecznie pożytecznym, pod warunkiem jednakże, że jej celem nie jest dokuczanie innej osobie a samo działanie nosi cechy rzetelności i rzeczowości.

Swojego czasu głośna była sprawa plakatu reklamującego film Milosza Formana „Skandalista Larry Flynt”. Mirosław Lewandowski wniósł pozew do Sądu Wojewódzkiego w Krakowie, twierdząc, że plakat ten obraża uczucia religijne katolików. „Kontrowersyjny plakat przedstawiał na tle kobiecych bioder nagiego mężczyznę z rozkrzyżowanymi rękami. Obrazę uczuć religijnych miała wywołać jego wymowa: skojarzenie z postacią ukrzyżowanego Chrystusa.

W związku z tą sprawą prowadzone były dwa postępowania: karne w prokuraturze, która umorzyła śledztwo, uznając że plakat nie mógł obrazić niczyich uczuć, oraz cywilne o ochronę dóbr osobistych. Sąd uznał, że pozwana firma Filmotechnika, plakatująca Kraków, nie naruszyła prawa w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.” Warto przypomnieć, że jakiś czas wcześniej z podobnych powodów (obrażenie uczuć religijnych) zażądano zaprzestania wyświetlania filmu „Ksiądz” Agnieszki Holland. O ile jednak można zrozumieć, że wiszący w miejscu publicznym i szeroko kolportowany plakat może być przykry dla bardziej wrażliwych odbiorców, to przesadą wydaje się żądanie usunięcia filmu z ekranów. Najprostszym bowiem sposobem chronienia w takim wypadku swojego dobra osobistego będzie po prostu ignorowanie danej produkcji, nie ma bowiem żadnego powodu, aby osoba która obawia się, że dany film naruszy jej uczucia religijne właśnie na ten film wybierała się do kina.

Można nawet zaryzykować twierdzenie, że ten kto znając treść danego dzieła (a musi ją znać, skoro uważa za kontrowersyjną i domaga się usunięcia) wybiera się specjalnie, aby obejrzeć je w kinie – sam narusza swoje dobro osobiste na szwank, a taka okoliczność może wszak stać się przesłanką do odmówienia mu ochrony prawnej.

Coraz częstsze ostatnio stają się procesy o plagiaty prac magisterskich. Niechęć do sprawdzenia własnych sił w tej materii wydaje się być większa od odstraszającego przykładu choćby Andrzeja Anusza, któremu Sąd Wojewódzki w Warszawie nakazał „opublikowanie w kilku gazetach przeproszenia Marka Rymszy, obecnie pracownika naukowego Uniwersytetu Warszawskiego, za zamieszczenie w książce „Niezależne Zrzeszenie Studentów 1980-1989 r.” obszernych fragmentów z pracy magisterskiej Rymszy bez jego zgody i bez stosownego zaznaczenia owych cytatów.” Praca posła AWS nosiła wszelkie cechy plagiatu, w sposób nie budzący wątpliwości przekroczono w niej określone przez prawo autorskie zasady cytowania w swoich dziełach cudzych wypowiedzi, szczególnie wobec faktu, że „Praca magisterska z natury rzeczy powinna być osobistym wkładem studenta”.

Odnośnie zadośćuczynienia poprzez przeproszenie osoby poszkodowanej – interesującą innowacją wydaje się być pomysł umieszczania takich przeprosin w Internecie – jakiekolwiek zastrzeżenia wobec tej metody wysuwaliby konserwatyści – niewątpliwie gwarantuje ona, że przeprosiny dotrą do szerokiego grona odbiorców, a wszak o to chodzi poszkodowanemu. Publikacje w Internecie stały się już niejednokrotnie przyczyną kontrowersji – rzecznik praw obywatelskich zaprotestował przeciwko publikacji w sieci listów gończych, twierdząc, że narusza to dobra osobiste osób poszukiwanych. Tadeusz Kaczmarek, rzecznik Komendy Wojewódzkiej w Radomiu nie wydaje się podzielać tego poglądu.

Orzecznictwo i ustawy – niebezpodstawnie – stawiają surowe wymagania autorom artykułów i programów telewizyjnych. Według orzecznictwa dziennikarz nie jest wprawdzie odpowiedzialny, za wypowiedzi, jakie padają w jego programie nadawanym „na żywo” natomiast, jeżeli audycja jest najpierw nagrywana a dopiero potem nadawana, to za jej treść jak najbardziej odpowiadają redaktorzy. Kolejne orzeczenie przypomina, że na opublikowanie informacji, chociażby obiektywnie prawdziwych, niezbędne jest uzyskanie wprost zgody zainteresowanej osoby. W jej braku zachowanie dziennikarza nie spełniło wymogu szczególnej staranności zawodowej. Jak widać z powyższego – na osobach zatrudnionych w mediach ciąży szczególna odpowiedzialność i wymóg staranności przy jednoczesnym obowiązku rzetelnego wykonywania swojego zawodu.

Zgoda małżeńska jako osobowy akt człowieka

5/5 - (2 votes)

podrozdział pracy magisterskiej z prawa kanonicznego

Istnieją dwie grupy poglądów, dotyczących małżeństwa* . Pierwszy z nich mówi o ewolucji małżeństwa, w którym od jakiegoś nieładu płciowego /heteryzm/ poprzez wielomęstwo /poliandria/ i wielożeństwo /poligamia/ doszło dopiero do związku jednożeńskiego /monogamia/. ”

Drugi pogląd, którego przedstawicielem był już Arystoteles, uważał, że kierunek rozwoju instytucji małżeństwa był odwrotny. Od początku było ono monogamiczne, a dopiero później, przez różne zniekształcenia, przybrało inne formy. Już na pierwszych stronach Pisma św. znajdujemy tę prawdę. W drugim opisie stworzenia natchniony autor pisze: „Dlatego mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” /Rdz 2,24/.W Ewangeliach Jezus Chrystus odwołuje się do tej prawdy, która była od początku i mówi: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było”./Mt 19,8/. Widać z tego jasno, że pierwsza wersja ewolucji instytucji małżeństwa jest nie do przyjęcia w wierze chrześcijańskiej. Papież Pius XI w encyklice „Castii connubi” /1930/ porusza ten temat i podkreśla Boże pochodzenie małżeństwa, jak również, że nie jest ono zależne od zapatrywań ludzkich *. Również Sobór Watykański II podobnie stwierdził: „Ten święty związek…,nie jest uzależniony od ludzkiego sądu” /KDK 47 n.1/. To całe dowodzenie wskazuje jasno o potędze zgody małżeńskiej i niemożliwości jej unieważnienia lub zmiany podmiotów tego zobowiązania.   ”

Kodeks ściśle określa, że „małżeństwo stwarza zgoda stron między osobami prawnie do tego zdolnymi”, /kan.1057 & 1/ oraz że „małżeństwo mogą zawrzeć wszyscy, którym prawo tego nie zabrania” /kan.1058/. odstawą do zawarcia małżeństwa chrześcijańskiego jest chrzest, przez który dana osoba otrzymuje prawa i obowiązki właściwe chrześcijanom./kan.96/. Jednak korzystanie z praw w pełnym wymiarze przysługuje tylko osobie pełnoletniej, która ukończyła osiemnaście lat. /kan.98/. Kodeks podaje właściwą interpretację zgody małżeńskiej stwierdzając, że jest ona „aktem woli”/kan.1057 ő 2/. Sobór Watykański II również mówi, że: „małżeństwo powstaje przez nieodwołalną osobistą zgodę /KDK 48 n.1./ Ażeby zgoda w/g kanonu 1057 § 1 była aktem prawnym, czyli pociągała za osobą właściwe skutki powinna zawierać:

  1. zgodę,
  2. powinna być wyrażona przez osoby prawnie do tego zdolne,
  3. nie może być uzupełniona żadnym innym aktem prawnym.

Jest to ujęcie syntetyczne, którego uzupełnieniem mogą być wymagania jakie podaje Bensch:

  1. Orientacja w dziedzinie stosunków prawno-społecznych.
  2. Umiejętność praktycznego zastosowania wiadomości i doświadczenia prawnego w konkretnym przypadku.
  3. Zdolność do samodzielnej decyzji .

Biskupski również podaje elementy, którymi powinna charakteryzować się zgoda jako akt prawny:

  1. wiadomość, czyli aspekt rozumu. Nie mogą zgody wyrazić osoby pozbawione używania rozumu na stałe lub przejściowo.
  2. Wolność, czyli aspekt woli. Determinacja zewnętrzna lub wewnętrzna uniezdalnia do wyrażenia zgody.
  3. Obejmuje cele małżeństwa .

Mówiąc o akcie zgody małżeńskiej trzeba również wspomnieć o podmiocie i przedmiocie tejże zgody. W kodeksie czytamy, że „mężczyzna i kobieta w nieodwołalnym przymierzu wzajemnie się sobie oddają i przyjmują w celu stworzenia małżeństwa” /kan.1057 § 2/. Widać tu jasno, że podmiotem tej umowy są sami nupturienci, którzy w tym jedynym przypadku są jednocześnie szafarzami sakramentu. Przedmiotem materialnym są również małżonkowie, a przedmiotem formalnym jest wspólne życie, które obejmuje wszystkie cele małżeństwa . Trzeba zaznaczyć, że przedmiotem nie jest prawo małżonka do ciała, lecz sama osoba i stąd bierze się ważność jego zdolności psychicznych i umysłowych. W dawnym prawie mówiło się raczej o biologicznej stronie przedmiotu małżeństwa w stwierdzeniu „ius in corpus”. W zgodzie wyrażonej według nowego kodeksu widzimy ujęcie raczej wspólnoty, która odznacza się wzajemnym oddaniem się małżonków. Zauważamy tu dwa aspekty dotyczące osobowości nupturientów:

  1. Ważna jest pełna zdolność małżonka.
  2. Osobowość jest koniecznym warunkiem do stworzenia wspólnoty, przez którą, jak wspomina Sobór Watykański II, powstaje „głębokie zjednoczenie, będące wzajemnym oddaniem się sobie dwóch osób” /KDK 48 n.1/ .

         Biskupski podkreśla kontakt osobowy nupturientów i konieczność zgody tych obojga do przedmiotu wyrażanego aktu . Widzimy zatem personalistyczny i duchowy charakter „umowy małżeńskiej”. W nauce Soboru Watykańskiego II małżeństwo stanowi rzeczywistość dogłębnie ludzką, która nie może się ograniczyć wyłącznie do sfery zewnętrzno-formalnej.   Małżeństwo winno angażować całego człowieka, ze wszystkimi przejawami jego bogactwa wewnętrznego oraz jego pełnym i autentycznym oddaniem się „Dlatego to moment zawarcia umowy małżeńskiej musi być aktem rzeczywiście dogłębnie ludzkim, nie zaś zwykłą formalnością”. Szczególną rolę w ustaleniu zdolności osób do wyrażenia zgody miała refleksja Papieskiej Komisji do Rewizji KPK. Weryfikowano ustalenia kodeksu Pio-Benedyktyńskiego. W pracy tej uwzględniono wypowiedzi Soboru Watykańskiego II i osiągnięcia w psychiatrii i psychologii. Pracę tej Komisji widać w Kodeksie Jana Pawła II w postaci nowych ustaleń. Refleksje te podejmowano, gdyż samo wypowiedzenie formuły zgody małżeńskiej nie wystarczy do ważności małżeństwa. Możemy mieć bowiem do czynienia z tzw. „zgodą pozorną”, która charakteryzuje się wypowiedzeniem formuły zgody, przy braku zgody wewnętrznej. Powstaje zatem trudność domniemania, czy zgoda wyrażona zewnętrznie, odpowiada rzeczywistej zgodzie wewnętrznej. Według Kodeksu „domniemywa się, że wewnętrzna zgoda odpowiada słowom lub znakom użytym przy zawieraniu małżeństwa” /kan.1101 § 1/.   Ustalenie tej zgodności jest bardzo ważne, gdyż zgoda sięga w głąb osobowości człowieka, co widać ze skutków jej wyrażenia. Dlatego tak ważnym jest uwzględnienie strony wewnętrznej aktu zgody, gdyż samo zachowanie formuły nie czyni małżeństwa. Wagę tego problemu podkreśla kanon 1057 § 1, gdy stwierdza, że żaden brak w tej sferze duchowej nie może być uzupełniony przez żadną władzę. Należy zatem rozważyć, czym charakteryzuje się akt w pełni ludzki, którego wagę widać w tych rozważaniach. W kanonistyce rozróżniamy dwa rodzaje aktów pełnionych przez człowieka i stąd różna jest jego odpowiedzialność za teakty.

  1. Akt człowieka /actus hominis/.Są to czynności odruchowe, bezwarunkowe, spontaniczne, wykonywane fizycznie przez każdego człowieka i charakteryzujące się brakiem używania przez człowieka rozumu i woli.
  2. Akt ludzki /actus humanus/. „Czynności, które są właściwe człowiekowi i zostały dokonane w sposób odpowiadający jego godności tzn. nie tylko z pełnym rozeznaniem rozumowym, ale także z dobrowolną decyzją, świadomą wartości spełnionego czynu i przewidującą konsekwencje, czyli jak to zwyczajnie się określa dokonane rozważnie, odpowiedzialnie”. W pełnym akcie ludzkim występują zatem dwa podstawowe elementy:
    • Ø Intelektualne rozpoznanie. Prawodawca, podając definicję zgody małżeńskiej, ma również na myśli uprzednie poznanie w stosunku do aktu woli. Cały etap przedwolitywny jest niejako fundamentem dla wyrażanej zgody. Jest to myślenie tomistyczne, w którym uważa się, że wola winna być kierowana do działania przez rozumne poznanie dobra, czyli celu działania.
    • Ø Wolna i nieskrępowana decyzja woli. Góralski twierdzi, że aktem ludzkim jest taki, który ma wolną wolę od wewnętrznych czy zewnętrznych okoliczności skłaniających ją do określonego wyboru . Według Benscha decyzję woli można nazwać wolną wtedy, gdy poprzedza ją zastanowienie, odważenie motywów. Nie chodzi tu jednak o tzw. wybór doskonały, lecz „wystarczy istnienie wolności w jej istocie, tak aby wola rozumnie mogła decydować, czy zawrzeć małżeństwo, czy też nie”. Oba czynniki są niezastąpione w wyrażeniu właściwej zgody małżeńskiej. Są wzajemnie się uzupełniającymi elementami. Pierwszym warunkiem np. używalności wolnej woli jest używalność rozumu. Wolna wola pozostawiona sama sobie jest ślepą władzą. Musi być oświecona przez rozum. Jeżeli zaś rozum doznaje przeszkód w działaniu to i wolność woli jest zakłócona. Te wszystkie czynniki, które tu zostały podane, dają naturalną zdolność do korzystania z praw podmiotowych. Obejmują one bowiem całość tego aktu, a wiec nie tylko świadomość i wolność, ale także znajomość znaczenia aktu i zamiar osiągnięcia jego skutków. Ta zdolność jest jednak względna, gdyż zależy od złożoności sprawy i stąd różna jest zdolność podmiotu do działań prawnych. Nie jest ona zatem ściśle określona w stosunku do aktów prawnych w ogólności. Dla określenia zgodności do danego aktu prawnego, trzeba zawsze podać podstawowe czynniki, które dany podmiot musi spełniać. Istnieją również takie czynniki w stosunku do nupturientów. Starano się wskazać właściwe dla aktu zgody małżeńskiej wymagania. W dalszej części tejże pracy będą bliżej określone podane tu już warunki oraz przedstawiono czynniki mogące zakłócić wyrażenie aktu zgody.

Przetwarzanie danych osobowych w Internecie

5/5 - (2 votes)

[informacje podane w tej pracy magisterskiej mogą być już nieaktualne – zmienił się stan prawny]

  1. Uwagi ogólne

Przetwarzanie danych osobowych w sieciach komputerowych nie jest obecnie przedmiotem odrębnych przepisów. W związku z tym zastosowanie znajdują przepisy ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r. (Dz. U. z 1997 r., nr 133, poz. 883). Sytuacja ta ulegnie zmianie wraz z wejściem w życie ustawy – prawo telekomunikacyjne, która w pewnym zakresie regulować będzie również i przetwarzanie danych osobowych w sieciach komputerowych. Ustawa ta (wzorowana na Dyrektywie DE nr 97/66), mająca charakter przepisów szczególnych w stosunku do ustawy o ochronie danych osobowych, jedynie w ograniczonym jednak zakresie odnosi się do przetwarzania danych osobowych. W związku z tym, w przypadku przetwarzania danych osobowych w Internecie, do zdecydowanej większości praw przyznanych podmiotom danych osobowych, jak i obowiązków nałożonych na administratorów danych nadal odnosić się będą przepisy ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r.

  1. Adres e-mail jako kategoria danych osobowych

Pojęcie „danych osobowych” zostało zdefiniowane w art. 6 ustawy o ochronie danych osobowych. Zgodnie z tym przepisem, rozróżnić należy dwie kategorie danych osobowych:

  1. informacje, dzięki którym, dana osoba może zostać zidentyfikowana,
  2. informacje dotyczące osoby, która jest już (lub może być) zidentyfikowana dzięki innym posiadanym przez podmiot przetwarzający, informacjom odnoszącym się do danej osoby.

Innymi słowy, ustawa swoim zakresem obejmuje zarówno informacje niezbędne do identyfikacji (imię, nazwisko, miejsce zamieszkania), jak i informacje wzmacniające stopień identyfikacji (np. wiek, wykształcenie etc.). Adres e-mail, co do zasady, może stanowić obie wskazane powyżej kategorie danych osobowych. Przykładem adresu e-mail, dzięki któremu można dokonać identyfikacji jego właściciela, jest adres: wojciech.kowalski@citibank.com.pl. W adresie tym podane jest imię, nazwisko, pracodawca oraz fakt, że domena jest zarejestrowana w Polsce. Należy przy tym podkreślić, że charakteru takiego nie będzie miał ten sam adres zapisany w postaci numerycznej (adres IP). Adres IP umożliwia bowiem identyfikację komputera, a nie osoby użytkownika (ten sam komputer podłączony do sieci może być używany przez kilka osób). O tym, że powyżej wskazany adres wojciech.kowalski@citibank.com.pl zawiera dane osobowe, przesądza więc użycie w domenie słownych informacji. Innymi słowy, choć adres internetowy identyfikuję formalnie komputer podłączony do sieci, to równocześnie identyfikuję użytkownika (podmiot danych osobowych) poprzez odwołanie się do jego imienia, nazwiska, miejsca pracy etc. Przykładem drugiej z kategorii adresów e-mail, będących danymi osobowymi, jest adres: xawery@kr.onet.pl. Sama treść tego adresu nie pozwala na identyfikację osoby – brak jest wskazania nazwiska, z jego treści wynika jedynie imię danej osoby oraz informacja o dostawcy usług poczty elektronicznej. Aby powyższy adres uzyskał charakter danych osobowych, konieczne jest posiadanie przez podmiot przetwarzający dane osobowe (np. właściciela strony WWW) dodatkowych informacji takich jak np. adresu zamieszkania etc. W takim przypadku, możliwa będzie w oparciu o powyższe informacje, przyporządkowanie danego adresu konkretnej (i identyfikowalnej) osobie.

  1. Cookies

„Cookie” jest zapisem informacji wykonanym przez serwer w formie pliku tekstowego na komputerze klienta, w ten sposób, że informacja ta może być następnie przez ten sam serwer (i wyłącznie przez niego) odczytana oraz zmieniona. Technika „cookies” jest oparta na protokole HTTP, to jest na protokole sieciowym. Z tego względu jedynie serwery sieciowe mogą wysyłać tego rodzaju pliki. Ujmując rzecz bardziej szczegółowo, „cookies” składają się ze zbioru zmiennych lub macierzy, które klient oraz serwer wymieniają w ramach protokołów HTTP podczas dokonywanych operacji, przy czym zmienne te są przechowywane na komputerze klienta w postaci plików tekstowych. „Cookie” jest często przyporządkowany do nazwy domeny i oraz zbioru URL w taki sposób, że jedynie sygnał nadchodzący z tego samego serwera może uzyskać do niego dostęp. Z punktu widzenia ustawy o ochronie danych osobowych, ocena „cookies” zależy od rodzaju informacji, które dzięki tej technice są zbierane – jeżeli są to dane osobowe (por. punkt 1 powyżej), to wówczas, przepisy ustawy znają zastosowanie.

  1. Administrator danych a podmiot przetwarzający dane na zlecenie

Zgodnie z ustawą, każdy z podmiotów przetwarzających dane osobowe może być albo administratorem danych albo podmiotem przetwarzającym dane na zlecenie (ang. processor). Rozróżnienie pomiędzy „administratorem danych osobowych” a processorem ma podstawowe znaczenie dla firm reklamowych świadczących usługi w Internecie. Wiele z nich korzysta bowiem z danych osobowych – a więc je przetwarza – nie na własne potrzeby a na zlecenie administratorów danych. Zgodnie z konstrukcją przyjętą w polskiej ustawie, podmioty przetwarzające dane na zlecenie (processor) nie podlegają szeregowi obowiązków nałożonych w ustawie na administratora danych osobowych (poza obowiązkiem podjęcia środków zabezpieczających zbiór danych, o których mowa w dziale 5 ustawy). Do najbardziej „uciążliwych” z tych obowiązków zaliczyć należy obowiązek informacyjny (art. 24 i 25) oraz obowiązek zgłoszenia do rejestracji zbioru danych osobowych (art. 40 i n.). Z punktu widzenia firm marketingowych, dużo korzystniejsze jest więc by zostały one potraktowane jako processorzy a nie „administratorzy danych osobowych”. Definicja administratora danych zawarta jest w art. 7 punkt 4 ustawy – zgodnie z którym administratorem jest podmiot „decydujący o celach i środkach przetwarzania danych osobowych”. W związku z tym dla rozróżnienia, czy dany podmiot jest administratorem danych, czy processorem kluczowa jest wykładnia zwrotu „decyduje o celach i środkach przetwarzania danych osobowych”.

Przede wszystkim należy podkreślić, że decydowanie o celach i środkach nie może być interpretowane – jak to się często błędnie przyjmuje – jako decydowanie o środkach finansowych. Dany podmiot nie staje się więc administratorem danych osobowych np. przez sam fakt finansowania akcji reklamowej w trakcie której wykorzystywane są dane osobowe. Będzie nim natomiast wówczas, gdy dokona wyboru treści przetwarzanych danych oraz sposobu korzystania z danych. Pojęcie „treści danych” oznacza kategorie danych osobowych, które są przetwarzane (np. imię, nazwisko, adres e-mail etc.). Bez znaczenia jest natomiast okoliczność faktycznego dysponowania bazą danych osobowych. Administratorem danych będzie więc i podmiot, który bazą co prawda nie dysponuje („nie posiada jej”), ale podejmuje decyzje co do treści danych i sposobu ich wykorzystania. Z uwagi na postanowienie art. 31 ust. l ustawy, kwestia wyboru treści i sposobu korzystania powinna być przedmiotem stosownych postanowień umowy zawartej na piśmie. Z obowiązkiem pisemnej umowy pomiędzy administratorem danych a podmiotem przetwarzającym dane na zlecenie wiąże się kontrowersyjne zagadnienie powierzania przez processorów dalszego przetwarzania danych innym podmiotom. Chodzi tu np. o sytuacje, gdy agencja reklamowa działając w stosunku do swojego klienta jako podmiot przetwarzający dane na zlecenie, chce korzystać z usług zewnętrznych podwykonawców, z czym wiąże się przekazanie kopii bazy danych osobowych. Tym co najistotniejsze z punktu widzenia ustawy to okoliczność, że podwykonawcy prawie zawsze są dysponentami baz danych, dokonując czynności które niewątpliwie mieszczą się w pojęciu „przetwarzania danych osobowych” (art. 7 pkt 2). W związku z tym powstaje pytanie, czy należy ich traktować jako administratorów danych osobowych, czy też jako podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratorów. Odpowiedź na to pytanie ma kluczowe znaczenie dla całej grupy firm, a to z racji szeregu obowiązków nałożonych przez ustawę na administratorów, które czyniłyby działalność podwykonawców praktycznie niewykonalną (np. obowiązek informacyjny z art. 25).

Rozwiązanie powyższego problemu sprowadza się do ustalenia, kiedy – mimo faktycznego dysponowania danymi przez podwykonawcę – administrator „decyduje o celach i środkach ich przetwarzania” (art. 7 pkt 4). W Niemczech i w Wielkiej Brytanii powstała w związku z tym określona – zatwierdzona przez Generalnych Inspektorów Danych Osobowych – praktyka zgodnie z którą uważa się, że przy spełnieniu pewnych warunków podwykonawca jest processorem w rozumieniu art. 2e dyrektywy (art. 31 polskiej ustawy). Warunkiem tym jest przede wszystkim zawarcie umowy pisemnej pomiędzy administratorem danych osobowych a podmiotem przetwarzającym dane na zlecenie. W umowie takiej poza m.in. kwestiami dotyczącymi wyboru treści przetwarzanych danych i sposobu korzystania z nich, powinno się znaleźć również sformułowanie, zgodnie z którym przed każdym udostępnieniem danych innemu podmiotowi (podwykonawcy), podmiot przetwarzający dane na zlecenie musi uzyskać wcześniejszą zgodę administratora danych a podwykonawca powinien zobowiązać się do przetwarzania danych wyłącznie w celu i zakresie ustalonym przez administratora danych. Przyjmuje się, że w takiej sytuacji spełniona jest w stosunku do tego ostatniego przesłanka „decydowania o celach i środkach przetwarzania danych”.

  1. Podmioty przetwarzające dane osobowe w Internecie

Dane osobowe są przetwarzane w sieciach  komputerowych przez następujące kategorie podmiotów:

  1. a) dysponent sieci telekomunikacyjnej
  2. b) dostawca dostępu do sieci (ang. access provider)
  3. c) dostawca usług w sieci (ang. service provider)
  4. d) dostawca zawartości sieci (ang. content provider)

Często ten sam podmiot występuje w dwóch rolach – np. jako dysponent sieci telekomunikacyjnej oraz access provider. Organizacje telekomunikacyjne lub dostawcy sieci nie są administratorami danych, jeśli chodzi o informacje osobowe (kategorie danych osobowych) przekazywane w sieci przez ich klientów. Wynika to przede wszystkim z faktu, że te podmioty nie decydują o celach i środkach przetwarzania danych (tak też przypis 47 do preambuły Dyrektywy UE nr 95/46). Z tego samego powodu, podmioty te będą natomiast administratorami, jeśli chodzi o np. o dane zebrane w związku z wystawieniem rachunku za świadczone usługi. W przypadku service providera jest on administratorem w stosunku do danych osobowych przez niego dostarczanych. To samo dotyczy danych przetwarzanych w związku z świadczeniem danych usług (np. dane niezbędne do wystawienia faktury). W przypadku przesyłania danych osobowych pocztą elektroniczną, administratorem danych osobowych jest podmiot, który wysłał e-mail. W przypadku, gdy e-mail jest używany w związku z listą dyskusyjną, administratorem jest podmiot, który „organizuje” daną listę.

  1. Zgoda na przesyłanie ofert pocztą elektroniczną (opt-in)

Bardzo istotną zmianę co do możliwości posługiwania się pocztą elektroniczną w działalności marketingowej wprowadza art. 6.3 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów, zgodnie z którym posłużenie się pocztą elektroniczną w celu złożenia propozycji zawarcia umowy, może nastąpić wyłącznie za uprzednią zgodą konsumenta.

Oznacza to, że inaczej niż w przypadku przetwarzania danych osobowych na cele marketingowe przy użyciu innych form porozumiewania się na odległość, gdzie wprowadzono prawo sprzeciwu (opt-out), przy poczcie elektronicznej przyjęto rygorystyczny wymóg zgody (opt-in).

  1. Obrót danymi osobowymi

Zgodnie z jednoznacznymi sformułowaniami zawartymi w preambule do dyrektywy (np. pkt 30 i 39), jak i w samej dyrektywie (art. 1.2) – obrót danymi osobowymi jest – generalnie – dozwolony. Wiąże się to z jednym z podstawowych celów dyrektywy, jak i polskiej ustawy, zgodnie z którym nacisk położony jest nie na wprowadzenie zakazu udostępniania danych (co byłoby np. sprzeczne z art. 7 ust. l Układu Europejskiego), ale na wprowadzeniu kontroli obrotu danymi („personal data law is a law for monitoring the lite cycle of personal data”) m.in. poprzez przyznanie podmiotowi którego dane dotyczą, szeregu uprawnień jak np. prawa do informacji, gdzie znajdują się jego dane, prawa do wyrażenia sprzeciwu na ich udostępnianie osobom trzecim.

Kwestia dopuszczalności udostępniania danych powinna być rozpatrywana przede wszystkim pod kątem zakazu przetwarzania danych w celu innym niż cel dla którego dane zostały. Ten wymóg w polskiej ustawie został ustalony w art. 26 ust. 2. Wykładnia tego przepisu budzi jednak zasadnicze wątpliwości. Po pierwsze – przy obecnym sformułowaniu tego artykułu – można bronić stanowiska, że zmiana celu przetwarzania jest – wbrew jednoznacznej treści art. 6.1 b) dyrektywy – dopuszczalna. Wynika to z treści art. 26 ust. 2 punkt 2, zgodnie z którym – pod warunkiem zachowania wymogów z art. 23 (wskazanie przesłanki dopuszczalności przetwarzania danych osobowych) oraz art. 25 (dochowanie obowiązku informacyjnego) – administrator danych może przetwarzać je w innym celu niż cel dla którego zostały zgromadzone. Moim zdaniem jednak z uwagi na treść w/w artykułu dyrektywy, należy przyjąć, że również i w polskiej ustawie niedopuszczalne jest przetwarzanie danych w celach niezgodnych z celami dla których zostały one zgromadzone. Za interpretacją taką przemawia fakt, że jest to jedna fundamentalnych zasad dyrektyw, do której to przecież wprost nawiązywali twórcy polskiej ustawy. Zarówno w dyrektywie, jak i w ustawach poszczególnych krajach Unii (czy w ustawie polskiej), brak jest jakiejkolwiek wskazówki co do sposobu, w jaki należy rozumieć zwrot „zmiana celu przetwarzania danych”. Wykładnia tego sformułowania ma podstawowe znaczenie dla przyjęcia dopuszczalności obrotu danymi osobowymi. Z porównania przepisów art. 6.1 b) dyrektywy oraz art. 26.2 ustawy należy przede wszystkim podkreślić, że w dyrektywie mowa jest o „celach” (purposes), a nie o jednym celu (jak to zostało ujęte w polskiej ustawie). Ponadto w dyrektywie – mowa jest o zakazie dalszego przetwarzania danych w sposób niezgodny z celami dla których dane zostały zebrane („…not further processed in a way incompatible with those purposes…”), gdy w ustawie polskiej przepis stanowi o „innym celu”.

W doktrynie krajów UE przyjmuje się w związku z tym, że przykładem takiej, niedopuszczalnej „niezgodności” (incompatibility) jest np. sytuacja, gdy dane zebrane w celach statystycznych (badań rynku) zostaną następnie użyte w celach marketingowych np. poprzez rozesłanie spersonalizowanego mailingu z ofertą handlową. Dopuszczalna jest natomiast np. sytuacja, gdy dane zebrane w celu promocji samochodów określonej marki, zostaną następnie wykorzystane przez innego administratora w celu promocji innego towaru np. sprzętu AGD. W tym przypadku o zgodności celów, dla których dane zostały zebrane i dla których mają zostać przetwarzane przesądza fakt, że w obydwóch sytuacjach chodzi o cel marketingowy pojmowany jako promocja towarów lub usług.

 

Ochrona wynagrodzenia w pracach Międzynarodowej Organizacji Pracy

5/5 - (1 vote)

rozdział pracy magisterskiej

Kwestia ochrony wynagrodzeń pracowniczych, jako niezwykle istotna, była również przedmiotem zainteresowania Międzynarodowej Organizacji Pracy, niemalże od samego początku jej istnienia. Pierwsze regulacje dotyczyły ochrony pracowników przed próbami uzależnienia ze strony pracodawców, a w szczególności przed wypłacaniem wynagrodzenia w formie niepieniężnej (np. w towarach czy bonach możliwych do zrealizowania tylko w wyznaczonych sklepach). Regulacje te miały na celu zagwarantowanie pracownikom jak najszybszego otrzymania w gotówce całości wynagrodzenia, przewidywały także ochronę wynagrodzenia za pracę w przypadku bankructwa pracodawcy. Dość ogólne rozwiązanie tej kwestii zawiera Konwencja MOP nr 95 z 1949 roku. Nakazywała ona uprzywilejowane traktowanie wierzytelności pracowniczych z tytułu wynagrodzeń za pracę wykonaną w określonym czasie poprzedzającym bankructwo (art. 11). Wyznaczenie okresu, za jaki powstałe należności mają być uprzywilejowane, rangę tego przywileju, jak też ograniczenie przywileju do odpowiedniej kwoty Konwencja pozostawiła ustawodawstwom krajowym.

Standardy przyjęte w Konwencji MOP nr 95 nie nadążały za rozwojem ustawodawstwa socjalnego wielu państw członkowskich. Jak wspomniano, już we wczesnych latach siedemdziesiątych coraz powszechniejsze w Europie stawały się instytucje gwarantujące pracownikom wypłaty należnych im świadczeń. Dlatego też MOP prowadziła badania i prace legislacyjne zmierzające do zapewnienia pracownikom bardziej skutecznej ochrony[6].

Pierwsza dyskusja nad projektem Konwencji o ochronie roszczeń pracowniczych w przypadku niewypłacalności pracodawcy odbyła się w trakcie 78 Sesji w 1991 roku. Postanowiono umieścić dalsze prace i ewentualne przyjęcie Konwencji i Zalecenia w harmonogramie prac kolejnej Sesji. Zwrócono się także do państw członkowskich o przeprowadzenie konsultacji z najbardziej reprezentatywnymi organizacjami pracodawców i pracowników, a także o nadsyłanie uwag i poprawek do tekstu Konwencji. Zdecydowana większość nadesłanych odpowiedzi uznała opracowane materiały za wystarczające do przeprowadzenia drugiej dyskusji i przyjęcia Konwencji i Zalecenia.

Zgodnie z zasadą uniwersalizmu, jedną z głównych zasad MOP, działalność normotwórcza prowadzić ma do ujednolicenia podstawowych rozwiązań prawnych w skali ogólnoświatowej. Cel ten jest niezwykle trudny do zrealizowania ze względu na różnorodność poszczególnych państw. Dotyczy to nie tylko różnic w systemach prawnych, ale także zaawansowania rozwoju społeczno-gospodarczego, systemu politycznego, tradycji kulturalnych. W trakcie swego istnienia MOP wypracowała pewne skuteczne metody pozwalające na uchwalanie norm na wysokim poziomie, gwarantującym postęp społeczny, a jednocześnie możliwych do zaakceptowania także przez państwa słabiej rozwinięte. Takimi środkami mogą być przede wszystkim:

– pozostawienie państwom członkowskim możliwości ograniczenia zakresu zastosowania Konwencji tak podmiotowego jak i przedmiotowego[7];

– możliwość przyjęcia tylko części Konwencji lub wybór pomiędzy mniej a bardziej zaawansowanymi rozwiązaniami;

– możliwość elastycznego stosowania Konwencji wskutek samodzielnego określenia podstawowych definicji przez ustawodawstwo krajowe;

– uchwalanie równolegle z Konwencjami (wiążącymi państwa od momentu ratyfikacji) Zaleceń (nie wiążących i nie podlegających ratyfikacji) o znacznie bardziej rozwojowym charakterze.

Metodami takimi posłużono się również przy uchwalaniu Konwencji o ochronie roszczeń pracowniczych. Jej tekst został podzielony na dwie części, umożliwiając państwom członkowskim ratyfikację bądź całości bądź to poszczególnych części niezależnie od siebie. Możliwe jest też stopniowe ratyfikowanie poszczególnych części Konwencji (np. wraz ze zmianą warunków gospodarczych). Nic też nie stoi na przeszkodzie, by standardy wypracowane przez MOP traktować jako minimalne, umożliwiające wszystkim państwom przyjęcie w swych rozwiązaniach dalej idącej ochrony.

Rozwój systemu ochrony roszczeń pracowniczych w Polsce

Polski system prawny od dawna przewidywał pewne formy ochrony roszczeń pracowniczych. Unormowania te zawarte były pośród przepisów kodeksu postępowania cywilnego regulujących egzekucję. Zasady przewidziane w k.p.c. opierały się na klasycznej koncepcji przywileju egzekucyjnego. Przy tym warto podkreślić, że roszczeniom pracowniczym zapewniono wysoką rangę. W toku egzekucji wyprzedzały je tylko koszty egzekucji i należności alimentacyjne.

W poprzednim systemie gospodarczym, w którym przeważająca większość przedsiębiorstw należała do państwa, kwestia ochrony roszczeń pracowniczych nie była tak istotna. Przedsiębiorstwom nie groziła upadłość, bowiem ich sytuacja finansowa nie zależała bezpośrednio od wypracowanego zysku. Tak więc, pomimo istnienia rozwiązań teoretycznych, praktyczne zastosowanie tej ochrony było niewielkie. Ograniczało się do wąskiego marginesu życia gospodarczego.

Wraz ze zmianą systemu gospodarczego pilną potrzebą stało się zabezpieczenie pracowników przed skutkami niewypłacalności ich pracodawcy. Przemiany systemowe na początku lat 90-tych wiązały się przede wszystkim ze zmianami własnościowymi w gospodarce (prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych), przekształcaniem przedsiębiorstw, zwiększeniem udziału sektora prywatnego. Zmiany takie przyczyniały się w dużej mierze do destabilizacji stosunków panujących dotychczas na rynku pracy[8].

Dodatkowo zjawiska te pogłębiane były przez kryzys polskiej gospodarki w początkach lat dziewięćdziesiątych. Naturalnym i łatwym do przewidzenia efektem tych zmian była zwiększona liczba upadłości oraz związanej z niewypłacalnością likwidacji przedsiębiorstw.

Wtedy okazało się, że ochrona tradycyjna jest niewystarczająca. Wprawdzie, jak wspomniano, roszczenia pracownicze uzyskały w k.p.c. bardzo wysoką rangę zaspokojenia. Jednakże w praktyce znaczącą liczbę zakładów pracy likwidowano w sytuacji, w której pracodawca nie dysponował żadnymi środkami. Wówczas ochrona wynikająca z przywileju egzekucyjnego pozostawała w sferze czystej teorii.

Z wymienionych przyczyn w początkach lat dziewięćdziesiątych z całą ostrością uwidoczniła się konieczność stworzenia systemu lepiej chroniącego pracowników, niż przywileje egzekucyjne.

Ustawa z 29 grudnia 1993 r. o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy[9]stanowi część całego zespołu norm przekształcających istniejące dotychczas prawodawstwo dotyczące stosunków pracy. Jednym z celów tych zmian jest umożliwienie pracodawcom swobodniejszego rozwiązywania umów o pracę, o ile jest to uzasadnione sytuacją ekonomiczną zakładu pracy. Z drugiej strony zmiany te mają zapewnić zwalnianym pracownikom ochronę należnych im wynagrodzeń.

Ustawa tworząc Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, wprowadziła mechanizm ochrony roszczeń pracowniczych całkowicie niezależny od majątku upadłego pracodawcy. Pracownicy zyskali więc pewność, że ich roszczenia zostaną zaspokojone. FGŚP może być traktowany jako szczególna forma ubezpieczenia pracowników (inna niż ubezpieczenie społeczne czy gospodarcze) na wypadek niewypłacalności pracodawcy.


[6] Między innymi w 1985 r. odbyło się zorganizowane przez MOP spotkanie ekspertów z dziedziny ochrony roszczeń pracowniczych w przypadku niewypłacalności pracodawcy.

[7] Np. możliwość wyłączenia poszczególnych kategorii pracowników, gałęzi gospodarki lub określonego terytorium.

[8] Tak Małgorzata Gersdorf-Giaro: “Restrukturyzacja gospodarki a ochrona trwałości stosunku pracy i roszczeń pracowniczych” w: Praca i Zabezpieczenie Społeczne 1/1992, s. 17.

[9] Dz.U. 94, nr 1, poz. 1 ze zm.

Charakter prawny dóbr osobistych

5/5 - (2 votes)

podrozdział pracy magisterskiej z zeszłego wieku

Polskie prawo może poszczycić się dość rozbudowanym systemem ochrony dóbr osobistych. Poza artykułami 23 i 24 kodeksu cywilnego i przepisami zawartymi w innych gałęziach prawa (prawo karne, prawo autorskie) ochroną dóbr osobistych zajmuje się także Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Chodzi tu o artykuły które mówiąc o prawach i obowiązkach obywatelskich poruszają pośrednio problem dóbr osobistych. Według artykułu 23 k.c. ochrona prawa cywilnego zagwarantowana jest niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.

Jeżeli chodzi o samą definicję dóbr osobistych to jest ona płynna i zmienia się w zależności od przyjętej koncepcji. S. Grzybowski podaje, że charakterystyczną cechą wspólną wszelkich dóbr osobistych „są niemajątkowe, indywidualne wartości świata uczuć, stanu życia psychicznego człowieka.” Pogląd ten został skrytykowany w literaturze, jako podejście nazbyt subiektywistyczne. Polemikę z takim ujęciem problemu prowadziła J. Panowicz – Lipska, a także A. Szpunar. Właśnie A. Szpunar definiuje dobra osobiste jako wartości niemajątkowe, wiążące się z osobowością człowieka, uznane powszechnie w danym społeczeństwie, przy czym – opowiadając się za koncepcją obiektywistyczną – podkreśla, że „niepodobna zaprzeczyć, że granice poszczególnych dóbr osobistych są płynne” Również A. Cisek, zaznaczając, że doktryna zajmowała postawę sceptyczną co do możliwości stworzenia ścisłej i wyczerpującej definicji dóbr osobistych, optuje za ujmowaniem dóbr osobistych jako wartości o charakterze obiektywnym, podkreślając, że dobro osobiste powinno odpowiadać interesom przeciętnej jednostki ludzkiej, jako, że prawo nie może chronić osób zbytnio przewrażliwionych, pozostawiając jednocześnie poza wszelką ochroną te jednostki, które z jakichś powodów nie są zdolne do określonych przeżyć o charakterze pozytywnym bądź negatywnym.” Pogląd, że przy wyjaśnianiu istoty dóbr osobistych należy kierować się kryterium obiektywnym, odwołującym się do przyjętych w społeczeństwie ocen wydaje się zyskiwać uznanie w literaturze, a także w orzecznictwie. „Przy ocenie naruszenia czci należy mieć na uwadze nie tylko subiektywne odczucie osoby żądającej ochrony prawnej, ale także obiektywną reakcję w opinii społeczeństwa. Nie można też przy tej ocenie ograniczać się do analizy pewnego zwrotu w abstrakcji, ale należy zwrot ten wykładać na tle całej wypowiedzi.”

Dobra osobiste ponad wszelka wątpliwość mają charakter niemajątkowy. Jest to pogląd bezapelacyjnie uznany w literaturze i potwierdzany przez licznych autorów. Niemajątkowy charakter dóbr osobistych oznacza, że „dobra osobiste nie dają się wprost wyrazić w kategoriach ekonomicznych, co nie przekreśla jednakże faktu, że reperkusje ich naruszenia mogą się odbijać w sferze majątkowej.”

Kolejną cechą dóbr osobistych jest fakt ich związku z podmiotem, któremu służą przy czym należy dodać, że: „każda osoba jest podmiotem tych praw, które są wyrazem poszanowania osobowości i godności ludzkiej.” Konsekwencją powyższego jest fakt, że dobro osobiste określonego podmiotu może zaistnieć dopiero z chwilą powstania tego podmiotu (gdy idzie o osobę prawną) czy też jego przyjścia na świat (gdy w grę wchodzą dobra osobiste osoby fizycznej). W tym miejscu A. Cisek proponuje podział dóbr osobistych na te właśnie, które powstają z momentem zaistnienia podmiotu, czyli np. życie, zdrowie, wolność, cześć, oraz takie, które są nabywane przez podmioty w następstwie określonych działań – choćby dobra związane z przynależnością do rodziny, np. tajemnica przysposobienia. Według S. Grzybowskiego: „Prawa osobiste powstają z chwilą powstania podmiotu, którego dotyczą a następnie istnieją dopóty, dopóki istnieje ten podmiot.” Dobra osobiste wygasają z chwilą śmierci człowieka, aczkolwiek osoby najbliższe nieżyjącym mogą domagać się ochrony własnych dóbr osobistych związanych z np. kultem pamięci bliskiej im osoby zmarłego. Potwierdza to orzeczenie, w którym SN stwierdza, iż: „Sfera uczuciowa związana z kultem pamięci osoby najbliższej może stanowić przedmiot ochrony prawnej na podstawie art. 23 i 24 k.c.”

Należy podkreślić, że dobra osobiste są ściśle związane z podmiotem, któremu służą, i jako takie nie mogą być przenoszone. Nie można tez zrzec się ich. Grzybowski podkreśla, że przypadki takie, jak ochrona czci zmarłych, czy też ochrona autorskich dóbr osobistych po śmierci autora nie mogą być traktowane jako przeniesienie praw osobistych na spadkobierców, mamy tu bowiem do czynienia – jak już to zostało powiedziane – z ochroną własnych praw osobistych przez osoby, które z żądaniem ochrony występują.

Nie sposób omawiać kwestii związanych z ochroną dóbr osobistych nie poruszając zagadnienia praw podmiotowych osobistych. Prawo cywilne opiera bowiem ochronę dóbr osobistych na przyznaniu jednostce praw podmiotowych. Jak zatem należy rozumieć owo prawo podmiotowe, zwane

również niekiedy prawem osobistości? W swoim czasie definicja ta bywała przyczyną sporów między autorami, spośród nich niektórzy w ogóle zaprzeczali istnieniu takich praw. Samo pojęcie służy do opisu sytuacji prawnej jednego podmiotu wobec innych podmiotów. Jest to element stosunku prawnego, jego korelatem są obowiązki innych podmiotów. Wyznacznikiem prawa podmiotowego są normy prawne, będące źródłem stosunku cywilnoprawnego. Prawo podmiotowe służy ochronie uznanych przez prawo i społecznie akceptowanych interesów podmiotów prawa. Z kolei S. Grzybowski, cytując za A. Wolterem, definiuje prawo podmiotowe jako „przyznaną i zabezpieczoną przez normę prawną oraz wynikającą z konkretnego stosunku prawnego sferę możności postępowania w określony sposób.” Doktryna zgodna jest co do faktu, że na istnieniu praw podmiotowych opiera się konstrukcja instytucji ochrony dóbr osobistych. Do istoty praw podmiotowych należy ich niemajątkowy charakter, ścisły ich związek z podmiotem, oraz fakt, że są one prawami bezwzględnymi, a więc skutecznymi przeciw wszystkim innym osobom, na których ciąży obowiązek powstrzymania się od wszelkich działań naruszających prawa podmiotowe. A. Szpunar dodaje, że z faktem ścisłego związku tych praw z podmiotem któremu służą łączy się ich niezbywalność. Poza tym autor kwestionuje czysto bezwzględny charakter praw osobistości, podając, że zawierają one w sobie elementy względne, niemniej jednak uznaje kryterium skuteczności wobec wszystkich osób za słuszne, gdyż umożliwia ono uporządkowanie i systematyzację praw podmiotowych. Prawo podmiotowe daje możliwość (kompetencję) wystąpienia do odpowiedniego organu państwowego i zażądania udzielenia ochrony , czyli wymuszenia powinnego zachowania.