Rewizje w PRL

5/5 - (3 votes)

Jedną z tych wypróbowanych form zmuszenia społeczeństwa do trzymania się z daleka od polityki było nachodzenie i rewizje. Służba Bezpieczeństwa w dniu 24 kwietnia 1987 roku przeprowadziła akcje przeszukań w mieszkaniach osób z Kielc: Alicji Twarowskiej, Ryszarda Gawalika, Ryszarda Maja, Ryszarda Cichego i Antoniego Jabłońskiego i rozmów ostrzegawczych z Feliksem Zagrodzkim, Zdzisławem Zającem i Jerzym Drożdałem oraz osób mieszkających w Skarżysku Kamiennej: Dariusza Figarskiego, Mariana Kuleckiego, Józefa Sokołowskiego i Ryszarda Tomtasa. U A. Twarowskiej, R. Gawlika i R. Maja znaleziono pojedyncze egzemplarze książek drugiego obiegu, takie jak: „Arkusz” Z. Herberta, „Gdzie słońce wschodzi i kędy zapada” Cz. Miłosza, „Piękni dwudziestoletni” M. Hłaski, tomik poezji B. Sadowskiej oraz znaczki Poczty Solidarność.

Następnego dnia – po spędzeniu nocy w areszcie – funkcjonariusz WUSW W. Brych oskarżył te osoby przed kolegium do spraw wykroczeń (w składzie kolegium zasiadał jako przewodniczący A. Palmowski, oraz jako członkowie M. Warych i A. Osman). Kolegium potwierdzając zasadność oskarżenia – że w dniu 24 kwietnia 1987 roku osoby te podjęły działania zmierzające do wywołania niepokoju publicznego lub rozruchów – wydało wyroki skazujące. Ryszarda Gawlika i Alicję Twarowską ukarano grzywną w wysokości 40 tysięcy złotych i 1 tysiąca kosztów postępowania oraz przypade zakwestionowanych materiałów. W uzasadnieniu przewodniczący Palmowski zapewnił, że materiały te „ na pewno były przeznaczone do rozpowszechniania” a „z treści zakwestionowanych wynika, że obwiniony zbierał je (…) po to by je rozpowszechniać wywołując niepokoje, szkalując ustrój i państwo”.[1]

Dariuszowi Figarskiemu, Marianowi Kuleckiemu i Ryszardowi Tomtasowi postawiono podobne zarzuty, jak osobom w Kielcach. Przed kole-gium do spraw wykroczeń przy w Skarżysku-Kamiennej, gdzie sprawy odbyły się w trybie przyspieszonym, D. Figarskiego obciążało posiadanie: książki T. Torańskiej „Oni”, „Zapiski oficera Armii Czerwonej”, ośmiu pojedynczych kartek świątecznych – Wielkanoc’87, dwóch klaserów pojedynczych znaczków Poczty Solidarności, egzemplarz pisma NURT. Na niekorzyść działało również odnalezienie podczas przeszukania proporczyka III Pułku Piechoty Legionów AK Radoszyce-Trzewniki oraz kilka pojedynczych znaków metalowych.[2]

Ryszarda Tomtasa w niekorzystnym świetle wobec prawa stawiała cała lista dziesięciu zakwestionowanych u niego przedmiotów. Wymienić trzeba przynajmniej kilka, a były to zaproszenie przez grupę, której przewodził Tadeusz Nowak na mszę w intencji Ojczyzny, portret Kardynała Wyszyńskiego, mandat delegata na I Zjazd NSZZ Solidarność Regionu Świętokrzyskiego, dwa zaproszenia na zebranie sprawozdawczo-wyborcze z okresu legalnej „Solidarności”, książka – Kościół, państwo, władza oraz książka – Ustrój komunistyczny w Polsce i dwie ulotki.[3]

Mieszkanie Mariana Kuleckiego obstawione zostało czterema funkcjonariuszami SB i jednym milicjantem w stopniu młodszego chorążego. Prowadzili oni przez dwie godziny przeszukanie uzasadnione wystawionym na funkcjonariusza SB Zbigniewa Gibeszewskiego, wykazując się zdolnościami w wykrywaniu materiałów obciążających. Znaleźli a następnie zakwestionowali: sześć egzemplarzy komunikatu o rekolekcjach (3-8 kwietnia 1987 r.) w Kielcach, kalendarz kieszonkowy wydany przez „Dom Książki”, zaproszenie na sesję „Eucharystia a uświęcenie świata przez świeckich” organizowaną przez Komisję Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Świeckich na Jasnej Górze dnia 21 marca 1987 roku, obrazek z podobizną Matki Bożej z nadrukiem „Protest głodowy – Bieżanów 85”.

Co ciekawe, Marianowi Kuleckiemu zabrano również osobiste notatki zwrócone przez Prokuraturę Rejonową w Kielcach 20 maja 1985 roku, które były przedmiotem dochodzenia w sprawie, która objęta została amnestią z 1984 roku. Te notatki zostały ponownie użyte jako argument oskarżenia. Przed kolegium na poparcie tezy, że Mariana Kuleckiego należy ukarać grzywną w wysokości czterdziestu tysięcy złotych z zamianą na osiem dni aresztu z klauzulą natychmiastowej egzekucji. Gdy obrońca M. Kuleckiego Edward Rzepka dociekając kwintesencji oskarżenia zwrócił się z zapytaniem o konkretne fakty, oskarżający funkcjonariusz powiedział, że „podjęcie działań przez obwi-nionego polegało na tym, że w określonym dniu podjął działania”.[4]

Ryszard Tomtas zbulwersowany obrotem spraw wystosował list do generała Czesława Kiszczaka, szefa MSW z datą 30 kwietnia 1987 roku, w którym po obszernym przedstawieniu przebiegu wydarzeń zapytuje w jaki sposób między innymi zakwestionowany portret Prymasa Tysiąclecia może wywołać niepokoje publiczne a „nie podwyżki cen maskujące żałosny stan gospodarki”. Ryszard Tomtas wyraził ubolewanie, że prawo jest łamane przez pracowników resortu, na czele którego stoi generał Czesław Kiszczak jako przewodniczący Komitetu Przestrzegania Prawa i Praworządności.[5]

Marian Kulecki kierowany podobnymi pobudkami przesłał obszerny artykuł do prasy drugiego obiegu. W tym samym czasopiśmie podziemnym Piotr Lipski podjął się komentarza do zaistniałych wydarzeń opatrując go wiele mówiącym tytułem – Kompromisu nie będzie. Wyraził w nim przekonanie, że „ogólnopolska akcja represyjna z 24 kwietnia bieżącego roku obaliła przekonanie niektórych działaczy Solidarności, szczególnie tych , którzy „zaklinali się prawie w oficjalnym jej nurcie, o dobrej woli władz i o kompromisach mających wkrótce nastąpić. (…) procesy za posiadanie przedmiotów bez żadnych znamion przestępstwa, ośmieszające polskie prawodawstwo, tak opacznie interpretowanie i wystawiające żałosne świadectwo reklamowanej praworządności. Procesy te stanowiły niebezpieczny precedens dający możliwość pogrążenia każdego za – choćby tylko – przeczytanie i zachowanie ulotki (…) lub jak w przypadku R. Tomtasa – za portret Kardynała Wyszyńskiego, jeśli tylko nie był kupiony w kiosku (…)”.[6]

Takie postanowienie organów ścigania udowadnia, że właściwie potrzebują oni czegokolwiek, aby danego człowieka oskarżyć. Wobec tego wspaniałymi wynikami mogą się pochwalić funkcjonariusze, którzy znajdują u Dariusza Skrzyneckiego z Końskich kilka naboi i niezdatnej do użycia rakietnicy. Aresztowany 8 czerwca 1987 roku pod zarzutem magazynowania broni umieszczony w areszcie śledczym Kielce Piaski. Zostawia w domu dwudziestoletnią żonę i jednoroczną córkę oraz ciężko chorą matkę. Emerytura matki w wysokości 10 600 złotych była źródłem przetrwania wobec niemożności uzyskania pomocy instytucjonalnej. Pogorszony stan zdrowia spowodował, że umieszczono go pod obserwacją psychiatryczną oraz przesuwano kolejne terminy rozpraw.[7]


[1] „NURT” 1987, 9maja, s.1.

[2] Tamże.

[3] Tamże, s.3.

[4] Tamże, s.1.

[5] Tamże, s.3.

[4] Tamże.

[7] Informacje KIiP 1987, 27 października, nr 3.

Źródła prawa powszechnie obowiązującego

5/5 - (3 votes)

praceŹródłami prawa powszechnie obowiązującego, a więc takiego, które wiąże wszystkich – zarówno podmioty państwowe (organy, instytucje, funkcjonariuszy itd.), jak również obywateli i wszystkie znajdujące się pod jurysdykcją RP osoby oraz podmioty prawne, wg art. 87 Konstytucji są:

– konstytucja,

– ustawy,

–  ratyfikowane umowy międzynarodowe,

–  rozporządzenia,

–  akty prawa miejscowego (na obszarze działania organów, które je ustanowiły).

W Konstytucji zrealizowano od dawna zgłaszany postulat, by koniecznym wymogiem obowiązywania aktów powszechnie obowiązujących było ich ogłaszanie, co jest warunkiem ich wejścia w życie. Zarówno zasady, jak i tryb ogłaszania tych aktów określone mają być przez ustawę. Chodzi o to, by akty te publikowane były przez odpowiedni organ, z zachowaniem stosownych terminów i w przeznaczonym do tego publikatorze urzędowym (z  wyjątkiem prawa miejscowego – w „Dzienniku Ustaw”)[1].

Konstytucja

Konstytucja – jako akt uznany za źródło ustalania podstawowych zasad  mających wyznaczać reguły systemu stanowienia prawa – stoi na czele całego systemu prawnego. Jej nadrzędność została wyraźnie podkreślona w tekście Konstytucji RP poprzez wymienienie jej na pierwszym miejscu w art. 87 oraz stwierdzenie w art. 8, że: „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”.

Szczególna treść Konstytucji wynika z zakresu i wagi zagadnień, które są  regulowane przez przepisy konstytucyjne. Należą do nich[2]:

–  określenie suwerena (artykuł 3 Konstytucji z 2 kwietnia 1997 r.),

– podanie fundamentalnych zasad ustroju politycznego, społecznego i gospodarczego, w tym zasad budowy systemu źródeł prawa (rozdział I i III),

– podstawowe wolności, prawa i obowiązki obywateli (rozdział II),

– określenie podstawowych kompetencji, wzajemnych stosunków, budowy i sposobu wyłaniania naczelnych organów państwa oraz samorządu terytorialne­go (rozdział IV-XI),

– tryb zmiany Konstytucji (rozdział XII).

Konstytucja jako ustawa zasadnicza w państwie jest w szczególny sposób uchwalana i zmieniana. Uchwalenie Konstytucji może następować bezpośre­dnio w drodze referendum, bądź pośrednio przez organ specjalnie powołany do  stanowienia o sprawach ustrojowych (co miało miejsce np. przy uchwalaniu Kon­stytucji Stanów Zjednoczonych w 1787 r.) lub przez parlament specjalnie wy­posażony w prawo uchwalania Konstytucji (czyli konstytuantę). Obowiązująca  Konstytucja powstała w sposób łączący te możliwości. Zgromadzenie Narodo­we uchwaliło ją 2 kwietnia 1997 r., a 25 maja 1997 r. została przyjęta w referen­dum.

Zgodnie z art. 8 ust. 2 Ustawy Zasadniczej przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej. W nauce prawa konstytucyjnego podkreśla się, że bezpośrednie stosowanie – czyli proces  ustalania przez organ państwa konsekwencji (skutków) prawnych w sposób wiążący dla określonych podmiotów na podstawie norm prawa obowiązującego  konstytucji jest możliwe jedynie w przypadku jej norm samowykonalnych, a więc takich, które zostały sformułowane w sposób  jednoznaczny i wystarczający do zastosowania, bez potrzeby odwoływania się  do innych przepisów[3].

Przymiot „samowykonalności” można przyznać tym normom konstytucyj­nym, które są dostatecznie precyzyjne, by jednoznacznie określić treść decyzji stosowania prawa. Odesłanie pewnych materii do regulacji ustawowej pozbawia (lub ogranicza) samowykonalność jej postanowień. Odstępstwo od zasady bezpośredniego stosowania Konstytucji musi wyraźnie wynikać z jej posta­nowień (np. art. 81) i nie można go domniemywać.

O ile w stosunku do konstytucyjnych organów państwa bezpośrednie stosowanie Konstytucji (pod wskazanymi wyżej warunkami) nie rodzi poważniejszych problemów (ewentualne wątpliwości rozstrzygać będzie wyposażony w prawo rozstrzygania sporów  kompetencyjnych Trybunał Konstytucyjny), to bezpośrednie jej stosowanie w stosunkach między organami państwa a obywatelem czy między obywatelami, a więc przede wszystkim przez sądy, rodzi pytanie o zakres uprawnień tych ostatnich tam, gdzie pojawi się wątpliwość co do konstytucyjności norm niższego rzędu stanowiących podstawę orzekania. Poza sporem jest prawo sądów do uznania niekonstytucyjności norm podstawowych oraz prawo zwra­cania się do Trybunału Konstytucyjnego w trybie pytania prawnego o ustalenie zgodności aktu prawnego  Konstytucją (art. 193). Także obywatele, na zasadach określonych w art. 79, uzyskali prawo wnoszenia do Trybunału tzw. skargi  konstytucyjnej.

Rezultatem świadomej decyzji ustrojodawcy, nadającej konstytucji  najwyższą moc prawną, którą implikuje szczególny tryb uchwalenia  i zmiany oraz szczególna treść, jest przyznanie jej szczególnej, indywidualnej nazwy, jakiej nie posiada żaden inny akt prawny w całym systemie prawa – konstytucja czy też ustawa zasadnicza. Dlatego akt prawny, nawet przyjęty  trybie przewidzianym dla uchwalenia kon­stytucji, nie jest konstytucją, jeśli wprost nie wskazuje na to jego nazwa.

Ustawa

Kolejnym aktem prawnym wymienionym w art. 87 Konstytucji jest ustawa. Konstytucja posługuje się tym terminem w sposób jednolity, dla oznaczenia aktu o jednorodnie określonych cechach prawnych.

Ustawa jest aktem najściślej związanym z funkcją tworzenia prawa, właściwym do stanowienia norm o charakterze generalnym (kierowanym do pewnej klasy adresatów, wyróżnionych z uwagi na ich wspólną cechę) i abstrakcyjnym (czyli ustanawiającym pewne wzorce zachowań). Ta forma prawotwórstwa nie może służyć jedynie do stanowienia norm indywidualnych  i konkretnych. Ustawa definiowana jest najczęściej jako akt normatywny,  ustanawiający normy generalne i abstrakcyjne, uchwalany przez parlament  szczególnym trybie, wzbogacając ją niekiedy o inne konstytucyjne cechy  nieograniczonym zakresie przedmiotowym i najwyższej, po Konstytucji  mocy prawnej[4].

Z punktu widzenia przedmiotu regulacji ustawa jest aktem nieograniczonym. Konstytucja nie ustanawia granic ani dla „szerokości” ustawodaw­stwa, ani też dla jego szczegółowości. W tej formie mogą być regulowane wszelkie dziedziny stosunków społecznych. Konstytucja takich materii expressis verbis nie wymienia (zawierały je niektóre z projektów), natomiast z konstytucyjnej zasady państwa prawnego oraz przepisów odsyłających pewne sprawy do uregulowania w drodze ustawy  wynika, że są takie sfery, które zaliczyć można do kręgu wyłączności ustawy. Należą do nich szczególnie ważne dla obywatela i państwa materie dotyczące  określenia pozycji obywatela (i niepaństwowych osób prawnych) w państwie, jego praw, wolności i obowiązków oraz powołania, zakresu i trybu działania organów państwowych oraz samorządu terytorialnego. Konstytucyjne odesłania  do ustawy są nader liczne, wskazując na wolę ustrojodawcy rozszerzenia katalogu spraw określanych wyłącznie za pomocą ustaw i ograniczenie możli­wości regulowania ich przez inne akty prawne.

Nieograniczony zakres materialny ustawy nie oznacza pełnej dowolności  ustawodawcy przy stanowieniu ustaw i określaniu ich materialnej treści. Ustawa jest podporządkowana Konstytucji, ta zaś jest aktem bezpośrednio obowiązującym, co wymaga aby zarówno treść, jak i materialny zakres ustawy mieściły się w granicach przez nią dopuszczonych. W konsekwencji, np. w odniesieniu do wolności jednostki, rola ustawy zostaje ograniczona do określenia granic oraz gwarancji korzystania z wolności i wszelkie regulacje ustawowe  niezgodne np. z art. 31 ust. 2 są – z mocy Konstytucji – zakazane, podczas gdy ustawa dotycząca praw i obowiązków kształtuje ich  treść, a nie tylko warunki i gwarancje realizacji. Również i ten typ regulacji zostaje jednak ograniczony w ten sposób, że prawa i obowiązki obywateli w ich wzajemnych stosunkach określać mogą zawierane przez nich umowy. Inne, także o charakterze materialnym, ograniczenia zakresu regulacji ustawowej wynikają np. z konstytucyjnych przepisów dotyczących ustawy budżetowej.

Ustawa jest aktem prawnym o najwyższej, po Konstytucji, mocy prawnej. Wskazują na to te przepisy Konstytucji, które dotyczą kompetencji prawotwór­czych innych organów państwowych (ich podporządkowanego względem ustawy  stosunku), oraz przyjęcie zasady kontroli legalności aktów prawnych sprawo­wanej przez Trybunał Konstytucyjny. Normy ustawowe mogą być zmieniane, uchylane lub zawieszane tylko przez inną normę ustawową, same zaś mogą zmieniać, uchylać lub zawieszać każdą inną normę. Jednocześnie ustawa jest aktem podporządkowanym Konstytucji, co oznacza wymóg zgodności jej norm z wartościami, zasadami i normami konstytucyjnymi. Gwarancją zgodności ustaw z konstytucją jest prawo Trybunału Konstytucyjnego do kontroli tej zgodności.

Ustawa jest aktem prawnym uchwalonym przez Sejm z udziałem Senatu (organy „władzy ustawodawczej”) w specjalnej procedurze, określanej mianem trybu ustawodawczego. W systemie prawnym przyjętym w Konstytucji RP parlament ma w zasadzie wyłączność stanowienia ustaw (norm prawnych o randze ustawy).

Mimo, że Konstytucja przewiduje sprawowanie władzy przez suwerena w formie demokracji bezpośredniej, to z art. 125 dotyczącego referendum nie wynika wprost, że dotyczy ono możliwości uchwalenia w tej formie ustawy. Jego, analogicznie jak w Małej Konstytucji, niewyraziście sformułowany zakres przedmiotowy („w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa”), brak kon­stytucyjnego określenia przynajmniej niektórych elementów procedury uchwa­lania ustaw w referendum – skłaniają przedstawicieli nauki do daleko idącego sceptycyzmu wobec dopuszczalności stanowienia ustaw w tej formie[5]. Wy­powiedź obywateli w referendum, jeśli dotyczyłoby ono rzeczywiście konkretnie  określonych problemów lub rozwiązań projektu ustawy, mogłaby przesądzać o zasadach (treści) przyszłych regulacji ustawowych.

Konstytucja odstąpiła od przyjętego w Małej Konstytucji rozwiązania,  przyznającego Radzie Ministrów, w konstytucyjnie określonym zakresie, prawa do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy na podstawie ustawowego upoważnienia udzielanego rządowi przez parlament. Jedyny przypadek stanowienia tego typu norm ma charakter wyjątkowy i niejako pozasystemowy. Art. 234 Konstytucji przyznaje Prezydentowi, w czasie stanu wyjątkowego i to jedynie wówczas, gdy Sejm nie może zebrać się na posiedzenie, prawo wydawania ­na wniosek Rady Ministrów – rozporządzeń z mocą ustawy. Ich przedmiotowy zakres jest ograniczony (art. 228 ust. 3-5).

Nie mogą zmieniać Konstytucji,  ordynacji wyborczej do Sejmu, Senatu i organów samorządowych oraz ustawy o wyborze Prezydenta RP i ustawy o stanach nadzwyczajnych. Ich pozytywny  przedmiotowy zakres określa art. 228 ust. 3-5. Rozporządzenia z mocą ustawy mogą dotyczyć zasad działania organów władzy publicznej oraz zakresu ograniczeń wolności i praw człowieka i obywatela w czasie stanu wojennego, a także określić podstawy, zakres i tryb wyrównywania strat majątkowych wynikających z wprowadzonych ograniczeń. Działania podjęte w tym przypadku muszą odpowiadać stopniowi zagrożenia i powinny zmierzać do jak naj­szybszego przywrócenia normalnego funkcjonowania państwa.

Umowy międzynarodowe

Nowością, na tle dotychczasowych polskich konstytucji, jest ujęcie i określenie w konstytucyjnym katalogu źródeł prawa miejsca umów między­narodowych. Zagadnienia te uregulowane zostały następująco:

  1. Ratyfikowane umowy międzynarodowe są źródłem powszechnie obowiązującego prawa RP (art. 87 ust. 1). W artykule 91 ust. 1 zawarto przepis generalnie transformujący umowę międzynarodową do wewnętrznego porządku  prawnego, co oznacza, iż jest ona bezpośrednio stosowana, chyba że stosowanie owo uzależnione jest od wydania ustawy. Warunkiem transformacji jest nakaz opublikowanie umowy w „Dzienniku Ustaw”. Ten zaś wymóg zg­łaszania „w trybie wymaganym dla ustaw” – Konstytucja ustanawia jedynie względem umów ratyfikowanych za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie, odsyłając określenie zasad publikacji innych umów do ustaw (art. 88 ust. 3).
  2. W konstytucyjnym porządku prawnym umowy międzynarodowe usytu­owane są poniżej Konstytucji, z którą winny być zgodne. Do orzekania o zgodności z ustawą zasadniczą upoważniony został (jest to uprawnienienie) Trybunał Konstytucyjny, który czyni to na ogólnych zasadach przewidzianych dla tzw. kontroli następczej oraz na wniosek Prezydenta skierowany przed ratyfikacją (kontrola wstępna). Skuteczność umów międzynarodowych względem pozostałych aktów uzależ­niona jest od trybu ratyfikacji. Umowy międzynarodowe, które są ratyfikowane przez Prezydenta za uprzednią zgodą parlamentu wyrażoną w ustawie (art. 89 ust. 1), i które są ogłaszane  trybie wymaganym dla ustaw (art. 88
    ust. 3), mają moc prawną ustawy. Jednakże w przypadku, „jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową”, umowa ta, w myśl kolizyjnych przepisów Konstytucji (art. 91 ust. 2) – ma pierw­szeństwo przed ustawą. Prawo rozstrzygania o zgodności ustaw z tymi umowami należy – w ramach kontroli konstytucyjności – do Trybunału Konstytucyjnego. Natomiast umowy ratyfikowane bez upoważnienia ustawy, w przypadku kolizji norm „ustępują” swą skutecznością ustawie, ale mają „pierwszeństwo” przed innymi aktami prawnymi[6], o czym świadczy ogólne usytuowanie umów międzynarodowych w art. 87 (przed rozporządzeniem) i przyznanie Trybunałowi Konstytucyjnemu prawa badania zgodności przepisów prawa, wydawanych przez centralne organy państwowe, także z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi.
  3. Przewidując wydarzenia związane z procesem integracji Polski z Unią  Europejską Konstytucja wprowadza przepis deklarujący gotowość stosowania w kraju prawa stanowionego przez organizacje międzynarodowe (tzw. wtórne prawo wspólnotowe), gdy wynika to z umowy konstytuującej tę organizację.  Prawo to ma „pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami” (art. 91 ust. 3). Z uwagi na konsekwencje zawarcia tego typu umów (w sprawach, które regu­luje tzw. wtórne prawo wspólnotowe, organy krajowe stracą kompetencje prawotwórcze i część regulacji przeniesiona zostanie na szczebel wspólnoto­wy), ustrojodawca wprowadził szczególnie utrudniony tryb wyrażania zgody na ratyfikację tego typu umowy międzynarodowej.

Rozporządzenie

Jedynym aktem organów władzy wykonawczej uznanym w art. 87 za źródło powszechnie obowiązującego prawa jest rozporządzenie. Konstytucja, zgodnie z postulatami nauki i orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego[7], konstruuje rozporządzenie jako akt ściśle związany z ustawą: wydawany przez organ wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści tego aktu (art. 92 ust. 1).

W przepisach Konstytucji prawo do wydawania rozporządzeń przyznane  Prezydentowi RP (art. 142 ust. 1), Radzie Ministrów (art. 146 ust. 4 pkt 2),  Prezesowi Rady Ministrów (art. 148 pkt 3), ministrom kierującym działem administracji rządowej (art. 149 ust. 2), przewodniczącym określonych w ustawie komitetów powołanym w skład Rady Ministrów (art. 149 ust. 3) oraz  Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji (art. 213 ust. 2).

Konstytucyjne cechy rozporządzenia wskazują, że jest ono aktem wykonawczym do ustawy. Rozporządzenie może zatem wyjątkowo i z woli ustawy „wkraczać” w materię ustawy (ale nie w tzw. „materie zastrzeżone” dla ustawy) i regulować te  sprawy, które niezbędne są dla jej realizacji, a nie zostały w niej wyczerpując uregulowane. Toteż Konstytucja wskazuje na wymogi, jakim musi odpowiada treść upoważnienia ustawowego do wydania rozporządzenia. Do jego wydania  wymagana jest odrębna i wyraźna delegacja dla konkretnego organu, ustawa musi wskazywać, jakie sprawy – jednorodne z tymi, które reguluje ustawa ­ma ono regulować, oraz w jakim kierunku ta regulacja pójść powinna. Organ  upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swych kompetencji  innemu organowi (tzw. zakaz subdelegacji – art. 92 ust. 2), ani zaniecha wydania tzw. rozporządzenia obligatoryjnego. Badanie konstytucyjności i legalności rozporządzeń należy do Trybunału Konstytucyjnego, w pewnym zakresie kontrola ta przysługuje także sądom i Radzie  Ministrów.

Akty prawa miejscowego

Źródłem powszechnie obowiązującego prawa – ale o ograniczonym teryto­rialnie zasięgu – są akty prawa miejscowego (art. 87 ust. 2). Obowiązują one wyłącznie na obszarze działania organów, które je ustanowiły. Zakres swobody  lokalnego prawodawcy jest szerszy niż przy rozporządzeniu. Konstytucja nie wymaga, by były to akty „w celu wykonania ustawy” i na podstawie zawartego w niej „szczegółowego” upoważnienia, a jedynie „na podstawie i w granicach upoważnień zawartych w ustawie” (art. 94). Nie wskazuje też konkretnego podmiotu upoważnionego do ich stanowienia, ani formy prawnej tych aktów. Stwierdza jedynie, że stanowienie prawa miejscowego należy do „organów samorządu terytorialnego oraz terenowych organów administracji rządowej”, zaś z art. 184, dotyczącego kompetencji Naczelny Sąd Administracyjny do kontroli legalności prawa miejscowego, zdaje się wynikać, iż jedyną formą właściwą do stanowienia prawa przez organy samorządu terytorialnego jest uchwała. Regulacja po­zostałych kwestii została odesłana do ustawy.


[1] L. Garlicki, B. Szepetkowska, System źródeł prawa w Polsce, [w:] L. Garlicki (red.), Źródła prawa w RP, Warszawa 1997, s. 29-30.

[2] H. Zięba-Załucka (red.), Prawo konstytucyjne, Rzeszów 1998, s. 27.

[3] Ibidem, s. 27-28.

[4] R. Balicki, M. Jabłoński, Materiały do prawa konstytucyjnego, Warszawa 1999, s. 55-56.

[5] B. Banaszak, Prawo konstytucyjne…, op. cit., s. 136.

[6] R. Balicki, M. Jabłoński, Skrypty Becka. Materiały do prawa konstytucyjnego, Warszawa 1999, s. 55.

[7] Ibidem, s. 61-62.

Prawa człowieka w PRL

5/5 - (3 votes)

prace2W PRL w powództwach cywilnych opartych o przepisy kodeksu cywilnego mówiących o ochronie dóbr osobistych, zawarte były twierdzenia, że zatrzymania miały charakter bezprawny, godzący w ich dobro osobiste, jakim jest wolność. Domagano się w nich uznania działań SB za bezprawne oraz zobowiązania pozwanego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Kielcach, do przeproszenia powodów na łamach prasy katolickiej oraz zasądzenia od pozwanego na rzecz PCK po pięćdziesiąt tysięcy nawiązki w każdym przypadku.

Zastanawiając się nad powzięciem takiego kroku osoby zainteresowane powzięciem takich działań wiedziały zapewne o toczącej się od dłuższego czasu sprawie Jana M. Rokity, który ponad rok przed powyżej opisanymi zatrzymaniami w Krakowie w dniu 3 maja 1986 roku zatrzymany został na czterdzieści osiem godzin w areszcie śledczym przy ulicy Mogilskiej. Po wyjściu na wolność pozwał do Sądu Wojewódzkiego w Krakowie Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych domagając się uznania za czyn bezprawny zatrzymanie go w dniu 3 maja 1986 roku, a także przeproszenia za samo zatrzymanie, jak również za sposób potraktowania go przez funkcjonariuszy.

Otóż używając środków przymusu fizycznego zmuszono Jana Rokitę do pod-dania się pobraniu odcisków palców i fotografowaniu. Zamiarem Jana Rokity było również uzyskanie sądowego nakazu zaniechania naruszenia w przyszłości jego dóbr osobistych. W trakcie procesu od 14 czerwca 1986 roku do 3 marca 1987 roku odbyło się siedem rozpraw, przesłuchano siedemnastu świadków, z których dziewięciu było funkcjonariuszami MO i SB. Sąd zapoznał się z wieloma dokumentami, takimi jak: raportami o zatrzymaniu, nakazów osadzenia i zwolnienia z aresztu, książeczki dyżurnego, książki oddziału aresztu, notes służbowy funkcjonariusza.

W odpowiedzi na pozew funkcjonariusz krakowskiego WUSW kapitan Jerzy Solarski przekonywał, że intencją wytoczenia procesu było ujawnienie nazwisk oraz publiczne okazanie na rozprawach funkcjonariuszy, a cel udowodnienia naruszenia przepisów jest drugorzędny. Wyrok, jaki zapadł, nazywamy salomonowym, uznawał, iż zatrzymanie nie było bezprawne, dopatrzył się jednak naruszeń prawa w postępowaniu funkcjonariuszy.[1]

Sąd Wojewódzki w Krakowie w składzie: Piotr Lechowski – przewodniczący, B. Popiół i W. Fitczyk – ławnicy nakazał WUSW napisanie do J. Rokity listu następującej treści: „Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych Przeprasza obywatela Jana Rokitę za naruszenie dobra osobistego w związku z zasadnym zatrzymaniem w dniu 3 maja 1986 roku o godzinie 13.05 w charakterze osoby podejrzanej przez to, że nie został zawiadomiony o przyczynie zatrzymania oraz za połączone z naruszeniem nietykalności cielesnej usiłowania wykonania zdjęcia fotograficznego i pobrania odcisków palców, nie znajdujące oparcia w przepisach prawa względem powoda, jako osoby podejrzanej, której nie przedstawiono zarzutów w toku wszczętego już postępowania przygotowawczego, jak również za zaniechanie niezwłocznego zwolnienia powoda z zatrzymania po godzinie czternastej 5 maja 1986 roku wobec ustania przyczyny zatrzymania i braku przeszkód do zwolnienia, które nastąpiło dopiero z chwilą upływu czterdziestu ośmiu godzin od zatrzymania”.[2]

Od tego wyroku częściowo odwołał się Jan Maria Rokita oraz WUSW w Krakowie składając rewizję do Sądu Najwyższego. Kapitan Solerski w uzasadnieniu napisał, że członek nielegalnej organizacji, to jest Jan Rokita, wszczynając proces sądowy dąży do wywołania określonych nastrojów społecznych a orzeczenie Sądu Wojewódzkiego utrudnia pracę organów bezpieczeństwa i normalne funkcjonowanie, albowiem praca ta jest już oceniana przez kontrolę służbową resortu. Pełnomocnik Jana Rokity adwokat Jan Kosch powiedział „iż bezprawne naruszenie takich dóbr jak wolność czy też nietykalność cielesna mieści się w pojęciu moralnego funkcjonowania”.[3]

Wyrok pierwszej instancji Sąd Najwyższy utrzymał w mocy orzeczeniem z dnia 7 lipca 1987 roku,[4] a Prokurator Generalny wniósł do Sądu Najwyższego rewizję nadzwyczajną. W dniu 24 września 1987 roku Sąd Najwyższy, w składzie siedmiu sędziów pod przewodnictwem K. Piaseckiego, oddalił rewizję nadzwyczajną.[5]

W uzasadnieniu Sąd Najwyższy stwierdził, że art. 417 kc, na który powoływano się w rewizji w sprawie Jana Rokity nie miał zastosowania, albowiem dotyczy odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody majątkowe, natomiast Jan Rokita dochodził naprawienia szkody nie majątkowej, spowodowanej naruszeniem jego dóbr osobistych. Dalej w uzasadnieniu sąd przypomina „Wolność jest jednym z podstawowych praw człowieka, a jego ochrona zagwarantowana została zarówno przepisem konstytucyjnym jak i ustawami, między innymi art. 23 kc wymienia wolność jako jedno z dóbr osobistych, pozostających pod ochroną prawa cywilnego.

Ochrony wolności obywatela dotyczy także artykuły kodeksu postępowania karnego nakazujące bezzwłoczne zwolnienie osoby zatrzymanej”.[6] Na wszelkie zarzuty, że stawianie funkcjonariuszy SB przed sądem jest bezprawne przypomniał uchwałę siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 10 listopada 1986 roku[7] – „w sprawach o ochronę dobra osobistego w postaci wolności, naruszonego na skutek lub w związku z zatrzymaniem obywatela przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej lub Służby Bezpieczeństwa zakresem badania sądu objęte są także kwestie dotyczące okoliczności zatrzymania i prawidłowości stosowania przepisów prawnych regulujących instytucję zatrzymania, a zatem w procesie o ochronę dóbr osobistych sąd winien badać, czy naruszenie przepisów dotyczących instytucji zatrzymania jest ewidentne i jaki wywarł skutek dla dotkniętej nim osoby (…) powód nakłaniany był przy użyciu przymusu bezpośredniego, naruszającego jego nietykalność cielesną, do poddania się czynnościom nie znajdującym oparcia w przepisach prawa w stosunku do niego, jako osoby zatrzymanej. Uchybień tych nie można uznać za drobne o charakterze wyłącznie proceduralnym, bowiem rażąco naruszyły przepisy regulujące instytucję zatrzymania i jednocześnie naruszyły dobra osobiste powoda w sposób istotny.[8]

Odpis wyroku wraz z uzasadnieniem otrzymał z akt Sądu Najwyższego adwokat Edward Rzepka. Podobnie jak w sprawie Jana Rokity w Krakowie głównym celem pozywających było uzyskanie przeprosin ze strony WUSW w Kielcach. Przeproszenie na łamach prasy katolickiej, a także zasądzenie nawiązki po pięćdziesiąt tysięcy złotych na rzecz PCK miałoby według pozywających w przyszłości zapobiec podobnym bezprawnym działaniom.

Prawnicy podejmujący się reprezentować poszkodowanych nie przypominali sobie wówczas, aby wcześniej prowadzone były podobne sprawy. Istotnie na terenie województwa kieleckiego takich spraw nigdy nie było. Nie było możliwe, aby złożyć skargę na funkcjonariusza, bo natychmiast takiemu śmiałkowi wytyczana była sprawa karna pod byle jakim pretekstem. Tu w trybie cywilnym, który przynajmniej formalnie zakładał obu stron funkcjonariusz SB, którzy do tego czasu nie musieli tłumaczyć się dlaczego łamią przepisy dla nich przecież skonstruowane i im bardzo przychylne. W tym przypadku zobligowani byli do odpowiedzenia na pozew w formie pisemnej. Musieli w takiej odpowiedzi zawrzeć podstawę prawną i faktyczną zatrzymania oraz rozliczyć się z całego okresu zatrzymania pod kątem zgodności z przepisami.

Radca prawny Małgorzata Pater reprezentująca WUSW włożyła w to nie mały wysiłek intelektualny. Argumenty rozpisano aż na sześć stron maszynopisu. Wywody WUSW poparte były zeznaniami świadków funkcjonariuszy RUSW. Byli to dla miasta Skarżyska-Kamiennej: Zbigniew Gibaszewski, Lech Ciok i Adam Cepila. Utrzymywano, że zatrzymanie Mieczysława Woźniaka na czas od godziny 20.30 dnia 13 czerwca 1987 roku do godziny 16.30 dnia 14 czerwca było uzasadnione, ponieważ: „Powód uwagę organów Służby Bezpieczeństwa zwrócił na siebie po wprowadzeniu stanu wojennego. (…) utrzymywał kontakty z działaczami byłej „Solidarności” (…), regularnie uczestniczył w dotyczących „Solidarności” uroczystościach organizowanych przy kościele św. Józefa w Skarżysku, zaś pielgrzymki do Częstochowy wykorzystał do manifestowania istnienia zdelegalizowanego związku „Solidarność” oraz swojej do niego przynależności (…)”.[9]

Natomiast bezpośrednią przyczyną zatrzymania było to, że „ w dniu 9 marca 1987 roku z udziałem powoda odbyło się spotkanie członków byłej „Solidarności”, na którym postanowiono, by zgromadzenie podczas uroczystości z udziałem papieża wykorzystać do zamanifestowania istnienia „Solidarności”.[10] Służba Bezpieczeństwa tak bardzo obawiała się, że Mieczysław Woźniak rozwinie jakiś transparent, że konieczne było w jej mniemaniu osadzenie go w areszcie.


[1] „Prawo i Bezprawie”, 1987, nr 8-10, s.25.

[2] Tamże.

[3] Tamże.

[4] Decyzja Sądu Najwyższego III CR 155/87.

[5] Decyzja Sądu Najwyższego III CRN 246/87.

[6] Tamże.

[7] Decyzja Sądu Najwyższego III CZO 17/86.

[8] Tamże.

[9] Decyzja Sądu Wojewódzkiego w Kielcach, I 113/87.

[10] Tamże.

Manifestowanie obywatelskiego niezadowolenia w PRL – walka o prawa człowieka

5/5 - (1 vote)

Działania manifestujących niezadowolenie z rządów komunistycznych przybierały różnorodne formy. Po wprowadzeniu stanu wojennego były raczej mało widoczne. Z czasem były one coraz śmielsze. Przejawiały się malowaniem haseł na ścianach i nawoływaniem do różnorodnych form indywidualnego i zbiorowego protestu.[1]

Nauczyciel historii Krzysztof Marek Obratański działał w Końskich, Stąporkowie i Sierosławicach (województwo kieleckie), umieszczając na murach napisy antykomunistyczne, co oczywiście według organów ścigania miało na celu wywołanie niepokoju publicznego. Obratański działał wraz z Tomaszem Krzaczyńskim, Piotrem Stefańczykiem, Lechem Zięcikiem. Swoją niechęć do MO, PZPR i PRL ubierali w rozmaite słowa, umieszczane w miejscach, w których łatwo można było je przeczytać.[2]

Cała sprawa zaczęła się w sposób dość niewinny. Obratański, który studiował historię na WSP w Kielcach był jednocześnie najstarszym członkiem grupy. W rozmowach z kolegami wyjaśniał im błędy w polityce państwa. Informował ich również o istnieniu opozycji. Akcje, które uzgadniali, a następnie wykonywali, to oprócz czytania bibuły, głównie malowanie napisów na murach, w których namawiali do oporu wobec władzy, np. bojkotu wyborów. Przenosili również ulotki i rozsypywali je w dogodnych miejscach. Ulotki o wiele mówiących tytułach, takich jak: „Wybory precz”, „Wyborco nie daj się oszukiwać”, „Jesteś Polakiem – nie idź na wybory”, wędrowały do mieszkańców Końskich, Stąporkowa i Sierosławic. Doradzano w nich, że jeśli już ktoś znajdzie się w lokalu wyborczym, to powinien kartę do głosowania zabrać ze sobą lub zniszczyć.[3]

Upamiętniali również rocznicę wkroczenia wojsk radzieckich do Polski 17 września 1939 roku. Już więc 6 września 1984 roku mieszkańcy Stąporkowa czytali na murach napisy „Katyń pomścimy” i „Śmierć ZSRR”. 6 grudnia 1984 roku Krzysztof Obratański wraz z Tomaszem Krzaczyńskim, wybili szybę w oknie budynku Komitetu Miejsko-Gminnego PZPR w Końskich w województwie kieleckim, a następnie wrzucili do pomieszczenia kwas masłowy. Przez okres trzech miesięcy panował tam odór, którego nie można było zlikwidować.[4] Milicja ustaliła sprawców tego czynu i dokonała aresztowania. Podejrzanym przedstawiono zarzut nawoływania do niepokojów publicznych i rozruchów.

Sąd Wojewódzki uznał wszystkich za winnych zarzucanych im czynów. Rozprawie, która odbyła się 7 i 28 lutego 1986 roku, przewodniczyła L. Chutarzyńska. Udział brali również ławnicy J. Dulęba i A. Niebiałek, oskarżycielem był wice prokurator rejonowy Zbigniew Kupis. Dla Obratańskiego sąd orzekł karę 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata oraz zakaz wykonywania zawodu nauczyciela na okres 3 lat. Ponadto obciążono go grzywną w wysokości 130 tysięcy złotych z zamianą na wypadek nie uiszczenia na 130 dni aresztu. Ponieważ oskarżony siedział w areszcie od 14 września do 20 grudnia 1985 roku, uznano, że grzywna została wyegzekwowana w wysokości 98 tysięcy złotych. Pozostali oskarżeni otrzymali kary po 1,5 do 1 roku pozbawienia wolności. W stosunku do wszystkich zawieszono odbywanie kary na okres do 3 lat. Orzeczone w stosunku do nich grzywny były w wysokości od 50 do 100 tysięcy złotych. Ważną kwestią jest to, że sąd kosztami postępowania obciążył Skarb Państwa zwalniając z tego obowiązku skazanych. Zasądzono również zniszczenie dowodów rzeczowych, m.in. broszu-ry Czesława Miłosza „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada”, dwóch proporczyków, wyciętego z papieru orła w koronie i innych.[5]


[1] Np. do noszenia znaczka „Solidarność” lub raz w tygodniu bojkotowania oficjalnej prasy. J. Holzer, K. Lesk, „Solidarność”…, s. 40-60.

[2] Decyzja Sądu Wojewódzkiego w Kielcach, II K.6/86, kopia w zbiorach autora.

[3] Tamże.

[4] Tamże.

[5] Tamże.

Media katolickie a prawa człowieka

5/5 - (3 votes)

Zmiany ustrojowe po 1989 r., demokratyzacja życia publicznego, atmosfera wolności i gwałtowna pogoń za pieniądzem spowodowały m.in. niepokojące zjawisko odrzucania przez niektórych ludzi wraz z balastem przeszłości tego wszystkiego, co – w ich pojęciu – ograniczało przestrzeń wolności. Zjawiska te były jedną z przyczyn selektywnych postaw wobec wartości chrześcijańskich, które często bywały przedstawiane w mediach jaka przeszkody tamujące korzystanie z pełnej wolności.

Ów przełom oznaczał więc dla Kościoła potrzebę podjęcia na nowo dialogu z człowiekiem, a w konsekwencji – podjęcie nowej ewangelizacji kształtującej w ludziach chrześcijaństwo na miarę wyzwań obecnej epoki. Winno się to dokonywać także i poprzez radio, które w sposób najbardziej powszechny i zarazem intymny dociera do słuchaczy, wszak jego głos stanowi swoiste tło życia i pracy dla wielu ludzi.

Potrzebę powołania rozgłośni diecezjalnej uzasadniały ponadto opolskie uwarunkowania regionalne i potrzeby społeczne.

Ożywający oficjalnie po 1989 r. pluralizm kulturowy na Opolszczyźnie niósł wyzwanie również i dla Kościoła na tym terenie. Wymagał on podjęcia żmudnej pracy pozytywnej w duszpasterstwie, polegającej m.in. na kształtowaniu w społeczeństwie posttotalitarnym (homo sovieticus) nowego europejskiego myślenia w duchu chrześcijańskim. Oznaczało to tworzenie ekumenicznego klimatu tolerancji i akceptacji dla ludzi o odmiennych opcjach narodowych czy przekonaniach religijnych, co dla Opolszczyzny, z uwagi na jej mieszkańców, ma niewątpliwie kluczowe znaczenie.

I to głównie przyczyniło się do przyjęcia przez rozgłośnię nazwy Diecezjalne Radio Góra Św. Anny, gdyż religijny symbol Śląska Opolskiego, jakim jest ta właśnie góra ufnej modlitwy i nadziei – będąca dla ludu śląskiego tym, czym Jasna Góra jest dla wszystkich Polaków, ponieważ łączy ona w wierze katolickiej różne pokolenia, kultury i języki właściwe od wieków mieszkańcom śląskiej ziemi – zawiera w sobie takie właśnie ideowe przesłanie, którego diecezjalne radio pragnie być wyrazicielem. Annogórskie sanktuarium znalazło się również w przyjętym znaku graficznym (logo) rozgłośni, a motyw muzyczny zaczerpnięty z pieśni pątniczej: Ja sobie wybrałem za obronę Babkę Chrysta Pana, Świętą Annę stał się dźwiękiem rozpoznawczym (jinglem) radia diecezjalnego.

Jak już wspomniano, sprawę zasad zakładania katolickich radiowych stacji nadawczych uregulowało porozumienie z dnia 15 października 1990 roku zawarte pomiędzy Sekretariatem Episkopatu Polski a Ministerstwem Łączności. Z szansy tej skorzystała m.in. diecezja opolska.

Na podstawie bowiem tego porozumienia w dniu 18 października 1991 r. Sekretariat Episkopatu Polski wystąpił do Ministra Łączności również z opolskim wnioskiem diecezjalnym o przydzielenie pasma emisyjnego UKF dla kościelnej radiowej stacji nadawczej w Opolu. Wyraził tym samym swoją aprobatę na założenie rozgłośni radiowej w diecezji opolskiej. Diecezji przyznano wkrótce częstotliwość w tzw. górnym zakresie fal ultrakrótkich – 107,9 MHz na podstawie wydanego w dniu 21 stycznia 1993 r. przez Ministra Łączności zezwolenia na używanie częstotliwości i wykorzystanie urządzeń radiokomunikacyjnych do emisji programu katolickiego dla rozgłośni diecezjalnej w Opolu. Zezwolenie to zostało zamienione dnia 15 lipca 1994 r. przez KRRiTV w formalną koncesję na rozpowszechnianie programu radiofonicznego, przy czym koncesja Nr 0010/94-R została udzielona diecezji opolskiej dla rozgłośni pod nazwą Diecezjalne Radio Góra Św. Anny.

Równolegle w latach 1991-1992 zostały podjęte prace koncepcyjne, dotyczące przyszłego radia diecezjalnego, które zaczął prowadzić ks. Piotr Tarliński. Jednakże po kilku miesiącach wyjechał on na zagraniczne stypendium naukowe.

Oprócz koncesji przydzielającej częstotliwość UKF, kluczową sprawą od początku było pozyskanie odpowiednich środków finansowych, niezbędnych dla utworzenia i zorganizowania profesjonalnej rozgłośni radiowej.

Starania o środki finansowe nie mogły oprzeć się na budżecie diecezjalnym, który – będąc zaangażowany w sprawy charytatywne i budowę nowego gmachu Wyższego Seminarium Duchownego przy Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Opolskiego przy ul. Drzymały – nie mógł wziąć na siebie ciężaru realizacji jeszcze jednej poważnej inwestycji diecezjalnej.

Wówczas zwrócono uwagę na możliwość uzyskania dotacji na utworzenie radia w Fundacji Współpracy Polsko – Niemieckiej w Warszawie.

Fundacja ta jest – jak wiadomo – wspólną inicjatywą rządów Polski i Niemiec, powołaną do życia po Mszy św. Pojednania w Krzyżowej (12.11.1989 r.), i jej głównym celem jest konwersja wielomiliardowego zadłużenia Polski zaciągniętego wobec Niemiec w okresie gierkowskim na dotacje finansowe projektów służących porozumieniu i współpracy obu krajów.

Z uwagi na to, że śląsko – opolski teren zamieszkuje również mniejszość niemiecka, sprawa dotacji na mającą powstać radiostację kościelną, w założeniach ekumeniczną i ponad wszelkimi podziałami, otwartą na całe bogactwo kulturowe tej ziemi, mieściła się w statutowym zakresie działań, które ta właśnie fundacja wspiera finansowo.

W związku z tym w styczniu 1993 r. Ks. Biskup Ordynariusz zlecił swojemu sekretarzowi, ks. doktorowi Andrzejowi Hanichowi, podjęcie starań o uzyskanie środków finansowych z Fundacji Współpracy Polsko – Niemieckiej w Warszawie, a w konsekwencji powierzył mu misję organizacji oraz kierownictwo przyszłego radia diecezjalnego.

Trwające ponad rok trudne starania w Fundacji, wydałoby się niekiedy, że prawie beznadziejne, zakończyły się nieoczekiwanie pomyślnie. Dnia 22 marca 1994 r. – w kilka zaledwie dni po uchwaleniu przez Sejm historycznej ustawy o powołaniu Uniwersytetu Opolskiego z Wydziałem Teologicznym – diecezja opolska zanotowała na swoim koncie kolejny wielki sukces – uzyskano z Fundacji znaczną dotację finansową, która umożliwiała powołanie radia kościelnego w Opolu. Dlatego też w tym samym dniu, 22 marca 1994 r., dekretem Biskupa Opolskiego utworzone zostało formalnie Diecezjalne Radio Góra Św. Anny w Opolu, któremu została nadana kościelna osobowość prawna.

Otrzymane środki finansowe z FWPN miały przeznaczenie wyłącznie celowe, tzn. były przeznaczone na zakup sprzętu radiowego oraz na przygotowanie siedziby rozgłośni. Jakiekolwiek inne wykorzystanie tych pieniędzy było niemożliwe, gdyż powodowałoby ich całkowitą utratę.

Miejsce, w którym radio miało zaistnieć, nie było od początku ustalone. Przez krótki czas myślano o tym, by umieścić je na Górze Świętej Anny – z racji symbolicznego znaczenia tego miejsca, a także z powodu bliskości mających być tam umieszczonych nadajników. Jednak kwestia m.in. odległości od Opola i związane z tym niedogodności spowodowały zaniechanie tego pomysłu (warto tu dodać, iż wielu słuchaczy dzwoniących do radia w pierwszych miesiącach jego istnienia, błędnie przekonanych było – wnioskując z nazwy – że właśnie tam, na Górze Św. Anny, jest zlokalizowana siedziba radia).

Następnie pojawiła się możliwość umieszczenia radia w stylowej willi po opolskiej rozgłośni radia publicznego, przy ul. Piastowskiej w Opolu, skąd radio to przeniosło się do nowej siedziby przy ul. Strzelców Bytomskich 8. Lecz niedawna jeszcze siedziba rozgłośni opolskiej PR wymagała takich nakładów finansowych na zakup od skarbu państwa, remont i ponowną adaptację do potrzeb przyszłej rozgłośni diecezjalnej, że było to nieopłacalne wobec skali środków, jakie otrzymano z Fundacji Współpracy Polsko – Niemieckiej. I dlatego zrezygnowano z tej możliwości.

Z uwagi na to, że ostateczna koncepcja organizacji radia diecezjalnego przewidywała: umiejscowienie nadajnika radiowego na Górze Św. Anny, dokąd sygnał przesyłany byłby radiolinią z wieży katedralnej w Opolu, gdzie w pobliżu zlokalizowane zostałoby studio emisyjne ze względu na łatwą i ogólną dostępność, należało szukać odpowiednich pomieszczeń dla rozgłośni kościelnej w pobliżu katedry. Nie było to ani proste ani łatwe. Szukając wyjścia z sytuacji błąkano się początkowo od pomysłu zaadaptowania dla potrzeb radia wnętrza jednej z wież katedralnych, przez myśl częściowego przejęcia siedziby Wydawnictwa św. Krzyża, aż po zamysł kupna sąsiadującego z budynkiem drukarni diecezjalnej starego obiektu Cepelli.

Ostatecznie bp A. Nossol zaakceptował myśl o tymczasowym ulokowaniu radia w prowizorycznej siedzibie przy placu Katedralnym 4 w Opolu, w pomieszczeniach mieszkalnych katedralnego domu katechetycznego. Poprzednich lokatorów wykwaterowano i umieszczono w innych wyremontowanych na koszt radia mieszkaniach, zaś uzyskane dla radia pomieszczenia na placu Katedralnym gruntownie odnowiono i zaadaptowano do warunków funkcjonowania rozgłośni, aby można było z nich rozpocząć emisję programu w pierwszy dzień Wielkanocy, 16 kwietnia 1995 r.

Prowizoryczna siedziba rozgłośni mieściła się częściowo na parterze, częściowo zaś na drugim piętrze budynku i posiadała – poza pokojami administracyjnymi – jedno studio emisyjne z reżyserką, studio produkcyjne z reżyserką, dwa pokoje zaadaptowane do przygotowywania serwisów i materiałów reporterskich, pomieszczenia socjalne, pokój, gdzie odbywały się zebrania, będący równocześnie recepcją dla gości i jedno pomieszczenie, które służyło m.in. prezenterom do przygotowywania się do programu.

Pomimo niewielkiego metrażu praca nad programem i jego emisją była prowadzona dość sprawnie, a pobyt w domu katechetycznym, pracownicy radia mile wspominają.

Opuszczone przez rozgłośnię diecezjalną w czerwcu 1997 r. pomieszczenia w domu katechetycznym w związku z przeprowadzką radia do jego nowej siedziby, przypadły ponownie w udziale parafii katedralnej.