Międzynarodowa Konferencja Praw Człowieka w roku 1988

5/5 - (3 votes)

Idea zorganizowania Międzynarodowej Konferencji Praw Człowieka zrodziła się w początkach roku 1988. Pierwsze decyzje organizacyjne zapadały pod koniec lutego. Zanim doszło do zorganizowania konferencji w Polsce miały miejsce dwie fale strajków: jedna z przełomu maja i kwietnia, druga z sierpnia trwała jednocześnie z obradami Konferencji. W sierpniowych strajkach uczestniczyło kilkanaście kopalń ze Śląska, stocznia Gdańska, Port Szczeciński i kilka innych zakładów. Dlatego też niektórzy działacze związkowi nie mogli przybyć na obrady. Ustalono, że konferencja odbywać się będzie w Mistrzejowicach, w dniach 25-28 sierpnia 1988 roku. Obrady miały odbyć się w budynkach kościelnych. Zofia i Zbigniew Romaszewscy byli głównymi organizatorami, wspomagali ich działacze KIiP, zwłaszcza z Krakowa J. Maria Rokita i Zbigniew Fijek. Znaczący udział mieli przedstawiciele ruchu Wolność i Pokój, którzy niejednokrotnie byli również działaczami KIiP, jak np. J.M. Roki-ta. Swój wkład w przygotowanie miał również Komitet Helsiński w Polsce, który niezależnie od tego wykonując swoją pracę przekazał Rzecznikowi Praw Obywatelskich raport „Prawa człowieka i obywatela w PRL” wraz z informacją, że takie raporty powstają regularnie w celach informowania opinii publicznej w kraju i zagranicą (szczególnie KBWE).[1]

Już 16 sierpnia wyłączono telefon w mieszkaniu Romaszewskich. W tym samym dniu „wizytę” złożyli funkcjonariusze SB. Płk Marian Godlewski dał wyraz zaniepokojenia faktem nie wystąpienia o pozwolenie na Konferencję, aby następnie zapewnić, że SB nie będzie przeszkadzać. Marian Godlewski w wyniku tej rozmowy został oficjalnym gościem. Istotnie, mimo, że organy MO i SB czujnie obserwowały całe przedsięwzięcie, od początku do końca, oszczędziły sobie incydentów w postaci interwencji. Oficjalne zaproszenie wystosowano również do Ministra Sprawiedliwości, który delegował 4 sędziów na obrady, do gen. Czesława Kiszczaka, jako Przewodniczącego Komitetu Przestrzegania Prawa i Porządku Publicznego przy URM, a także do Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Łętowskiej, która nie zareagowała na zaproszenie.

Zaproszeni zagraniczni goście przyjechali do Polski z bardzo odległych nieraz zakątków ziemi. Obecni byli przedstawiciele ruchów praw człowieka i związków zawodowych z Japonii i Chile, USA i Gujany. Przybyli również przedstawiciele organizacji europejskich, Parlamentu Europejskiego, Heliński Watch. Zjawili się również liczni przedstawiciele ambasad. Sumie ponad 200 gości zagranicznych. Zaproszone osoby, które nie mogły przybyć przysłały listy (uczynił tak m. in. Lech Wałęsa), bądź utrzymywali kontakt telefoniczny. Zaproszenie nie dotarło do Moskwy do prof. Sacharowa, Timofijewa, Grigianca i innych. Oni również nawiązali kontakt telefoniczny.[2]

Najważniejszym celem konferencji zorganizowanej w 40 rocznicę uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, była wymiana informacji na temat skutecznego wprowadzania w życie i przestrzegania tych postanowień. Podkreślano, że tylko stworzenie państwa prawa gwarantuje wolność obywateli, którą, jak wyjaśniał J. M. Rokita jest „(…) nie tylko system norm uznawanych przez państwo, ale i system instytucji ustrojowych, gwarantujących poprawność i skuteczność ich stosowania (…) ustanowienie rządów prawa stanowi jedynie skuteczną gwarancję ochrony praw jednostki, tak efektywne rządy prawa są nie do pomyślenia poza ustrojem opartym na kontroli społecznej. Ludzie niestety nie są dobrzy z natury, a sprawowanie władzy sprzyja nadużyciom. Problem więc skutecznej egzystencji praw człowieka jest w istocie problemem ustrojowym gwarancji kontroli społecznej.”[3]

Każdy z uczestników miał możliwość aby wnieść swoje własne spojrzenie na cel konferencji . Na przykład Raynold Flynn członek Amnesty International i jednocześnie burmistrz Bostonu (USA) podkreślił, że „(…) powinna być okazja (…), żeby wypowiadać swoje opinie na temat prześladowań – wszędzie, gdziekolwiek mają one miejsce – a więc nie tylko w Polsce, nie tylko wśród stoczniowców i górników, ale także wśród Czarnych w Afryce oraz pracowników prasy. Musimy się wszyscy połączyć jako ludzie dobrej woli i wykazać nasze poparcie strajkującym w Polsce, ponieważ ich walka jest naszą walką. Ich walka z niesprawiedliwością jest naszą walką z niespra-wiedliwością.”[4]

Odwołując się do filozofii i teologii starano się znaleźć odpowiedź na pytanie o miejsce człowieka w świecie. Jerzy Turowicz powiedział, że „(…) z natury człowieka płynie potrzeba, konieczność tworzenia państwa, ustanowienia władzy i praw. Ich celem jest zapewnienie, dążenie do dobra wspólnej, zorganizowanej w państwo społeczności. To dobro wspólne zawiera w sobie także dobro poszczególnych jednostek. A więc państwo, formy ustroju społeczno-politycznego, jest tworzone przez człowieka dla człowieka, winno temu człowiekowi służyć. Bywa tak, że państwo, to jest ludzie sprawujący władzę, przestają służyć, ich działanie nie służy dobru ogólnemu, czy nawet jest tym, co jest z tym dobrem sprzeczne. Wówczas człowiek na zasadzie prawa naturalnego ma prawo , winien mieć zagwarantowaną instytucjonalnie możność korekty sytuacji, a więc wpływania na sposób sprawowania władzy, nawet możliwość modyfikacji, zmiany form ustrojowych.”[5]

W kolejnych dyskusjach głos zabierali m.in. przedstawiciele Chilijskiej Ligi Praw Człowieka Maximo Pacheco oraz Abdul Assadi pochodzący z Afganistanu, nakreślając sytuację w swoich krajach. Przemawiał również przedtsawiciel kolorowych Mike Mc Cormack, który zwrócił uwagę na to, że ruchu praw człowieka nie można utożsamiać tylko z rasą białą. Jako przedstawiciel Stowarzyszenia Praw Człowieka w Gujanie podkreślił, że przywódcy krajów w jego regionie odbierają apele o przestrzeganie praw człowieka jako ingerencję w wewnętrzne sprawy.[6]

Oprócz sesji plenarnych prowadzono także dyskusje w grupach tematycznych. Omawiano takie tematy, jak problem praw człowieka, jako przedmiot polityki międzynarodowej. W grupie tej uwzględniono zagadnienia przestrzegania międzynarodowego ustawodawstwa humanitarnego w kontekście zasady suwerenności państw oraz egzekucje przestrzegania praw człowieka przez instytucje międzynarodowe i opinię publiczną. Uzupełnieniem tematu była kwestia praw człowieka w rokowaniach dotyczących uzbrojenia, zadłużenia i handlu międzynarodowego. W kolejnych grupach próbowano znaleźć odpowiedzi na pytania, jak działać na rzecz likwidacji represji i prześladowań państwowych w różnych krajach? Oraz gdzie leżą granice ingerencji i kontroli państwa nad życiem obywateli? Szukając odpowiedzi na te pytania uwzględniono zagadnienia walki o zmniejszenie kary śmierci, zakaz tortur, oraz o nadużyciach psychoterapii do celów represyjnych. Pytano o zakres kontroli państwa nad nauka i edukacją, a także nad działalnością ekonomiczną. Dyskutowano także o warunkach zachowania tożsamości kulturowej każdego narodu, o prawach mniejszości, o znaczeniu ruchów pokojowych w procesie demilitaryzacji współczesnego życia. Ważkie znaczenie miał problem wolności zrzeszania się oraz prawa związkowe.[7]


[1] „KOS”, 1988, nr 2/132, s.7.

[2] „Informacja KIiP” 1988 sierpień – 1989 styczeń, nr 37-55, s.129-126.

[3] Tamże, s.139.

[4] Tamże, s.140.

[5] Tamże, s.141.

[6] Tamże, s.151.

[7] Tamże s.153-154.

Inne niż konstytucja źródła prawa

5/5 - (3 votes)

Pierwsze to: konstytucja, statuty, ratyfikowane umowy międzynarodowe, rozporządzenia z mocą ustawy i rozporządzeń tzw. zwyczajne (wykonawcze). Te ostatnie to zarządzania i uchwały. Ponadto źródłem prawa jest prawo miejscowe, ale tylko na terenie jednostki samorządu terytorialnego, która wydała prawo

Katalog aktów prawnych zawartych w Rozdziale III Konstytucji nie jest  wyczerpujący, nie zawsze jest też jasno określony charakter prawny tych aktów  które zostały wymienione poza tym rozdziałem. Zróżnicowany walor prawny będą mieć uchwały Sejmu i Senatu (art. 120) – część z nich nie ma charakteru normatywnego: w formie uchwał Sejm (Senat) podejmuje wszelkie rozstrzygnięcia o charakterze indywidualnym (np. wybór wewnętrznych organów, sędziów TK, RPO, uchwalanie wotum nieufności) lub wyraża swoje stanowisko w sprawach ogólnych (rezolucje, deklaracje, apele i oświadczenia).

Poza Rozdziałem III znajdują się także inne – obok rozporządzeń z mocą  ustawy – akty prawne Prezydenta. Organ ten upoważniony jest do wydawania  rozporządzeń i zarządzeń na zasadach określonych w art. 92 oraz postanowień  „w zakresie realizacji pozostałych kompetencji” (art. 142). Poza tym „Prezydent, korzystając ze swych konstytucyjnych i ustawowych kompetencji, wydaje akty  urzędowe” (art. 144 ust. 1). Może zatem powstać uzasadnione pytanie, czy  pod pojęciem „aktu urzędowego” mogą mieścić się także inne, wyraźnie nie  przewidziane Konstytucją formy prawotwórstwa.

Prawo naturalne

5/5 - (5 votes)

Nie ma jednej, powszechnie przyjętej definicji prawa natury[1]. Większość przedstawicieli nauki prawa nie traktuje go zresztą, jako katalogu norm, ale raczej jako zbiór zasad, sposób myślenia, uzasadnienia pew­nych działań lub wyników wykładni prawa pozytywnego. Różnie ujmu­je się też prawo naturalne. Oprócz jego religijnych uzasadnień widzą­cych jego źródło w woli Boga, występują też laickie dopatrujące się pod­stawy dla zasad prawa natury w racjonalnie rozpoznanych regułach (isto­cie, naturze) funkcjonowania przyrody, społeczeństwa bądź człowieka (np. antropologiczne lub psychologiczne teorie prawa natury). Proble­mami tym szczegółowo zajmuje się historia doktryn politycznych i prawnych oraz teoria prawa.

W kwestii miej­sca prawa naturalnego w systemie prawa wykształciły się, najogólniej  rzecz biorąc, dwa stanowiska:

  1. Stanowisko głoszące nadrzędność prawa naturalnego nad konstytucją.  Niektórzy autorzy uważają, że zasady prawa naturalnego stanowią do­robek pokoleń, są lex in corda scripta i określają treść każdej konstytu­cji, determinują każdą jej zmianę. Stanowią one zabezpieczenie przed zniewoleniem jednostki przez państwo. Ustrojodawca nie tyle ustanawia je w konstytucji, co uznaje, zapisuje. Istnieją one zanim ustrojodawca przystąpi do prac nad konstytucją i musi je mieć na uwadze przez cały czas. Normy i zasady prawa naturalnego mają w tym ujęciu treść zmienną  w tym sensie, że starają się pogodzić niezmienne wartości z bieżącymi potrzebami życia społecznego. Służą one ocenie istniejących konstytucji i systemów prawnych, u których podstaw leży konstytucja, wprowadza­jąc zewnętrzny wobec nich punkt odniesienia. Należy przy tym podkreślić, że normy prawa naturalnego nic stanowią jakiegoś jednego, spójnego systemu, a wręcz przeciwnie, można ustalić różne ich katalogi w za­leżności od przyjętych kryteriów. Ku stanowisku uznającemu nadrzędność prawa naturalnego wydają się przychylać niektóre konstytucje.
  2. Stanowisko odrzucające nadrzędność prawa naturalnego nad konstytucją. Stanowisko to przeważa wśród przedstawicieli nauk prawnych, a tak­że w praktyce ustrojowej demokratycznych państw prawa, o czym prze­konuje choćby orzecznictwo ich sądów konstytucyjnych. Prawo natu­ralne w tym ujęciu nie stanowi kryteriów oceny konstytucji i nie wyzna­cza granic jej zmian.

Przeciwnicy nadrzędności prawa naturalnego nad konstytucją słusz­nie nie odrzucają jednak w ogóle jego jako źródła prawa i podnoszą, że  „krytyczna ocena prawa z punktu widzenia elementów ius – jeżeli nie  można uwzględnić ich w procesie wykładni i stosowania prawa (…) ­uzasadniać może zasadniczo tylko zmianę ustaw.

Konstytucja RP nie zawiera wprost wzmianki o prawie naturalnym, ani tym bardziej nic określa jego miejsca w polskim porządku prawnym.  Nie oznacza to jednak, że z jej postanowień nic można wyprowadzić żadnych wniosków w tym zakresie.

Niewątpliwie odwołaniem do prawa naturalnego jest dwukrotne  wskazanie przez Konstytucję na godność człowieka, właśnie w aspekcie  prawno-naturalnym. W końcowych słowach wstępu Konstytucja zawie­ra wezwanie ustrojodawcy do wszystkich, którzy będą ją stosować „aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi, a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej”.

W artykule 30 Konstytucja stanowi natomiast: „Przyrodzona i niezbywalna  godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiąz­kiem władz publicznych”.

Upoważnia to do stwierdzenia, że prawo naturalne zostało  jednak uznane przez Konstytucję za źródło prawa, ale o randze podkonstytucyjnej. Jego zasady mają być uwzględniane w trakcie stosowania postanowień konstytucyjnych i w trakcie ich wykładni. Zawierają one  także konkretne, skierowane do ustawodawcy nakazy i zakazy. Stąd też  uznać je należy za możliwe kryterium dla badania konstytucyjności ustaw,  przy czym działają tu one nie samoistnie, ale w powiązaniu z normą  konstytucyjną odwołującą się do nich. Takie traktowanie prawa natural­nego występuje zresztą w niektórych państwach demokratycznych (np. w Niemczech).


[1] B. Banaszak, Prawo konstytucyjne…, op. cit., s. 163.

Uchwały Sejmu i Senatu

5/5 - (3 votes)

W formie uchwał Sejm i Senat podejmują wszelkie rozstrzygnięcia czy decyzje dotyczące spraw o indywidualnym charakterze. W formie uchwały dokonywany jest więc wybór marszałka Sejmu i Senatu, sędziego Trybu­nału Konstytucyjnego czy rzecznika praw obywatelskich; w formie uchwały wyrażana jest zgoda Sejmu (Senatu) na pociągnięcie posła (senatora) do odpowie­dzialności karnej, w formie uchwały wyrażane jest przez Sejm wotum nieufności ministrowi czy całej Radzie Ministrów. We wszystkich tych wypadkach mamy jednak do czynienia z aktami o charakterze konkretnym, tzn. dotyczącym konkretnych sytuacji jednostkowych i adreso­wanych do konkretnie nazwanego jednostkowego adresata.

W formie uchwał podejmowane są również przez Sejm i Senat (ich kolegialne organy) różnego rodzaju wypowiedzi w sprawach o charakterze ogólnym. Regulamin Sejmu (art. 55) wyróżnia tu m.in. rezolucje, deklara­cje, apele i oświadczenia: wspólną ich cechą jest to, że wyrażają one  stanowisko Sejmu w kwestiach wykraczających poza decyzje jedno­stkowe. Zarazem jednak ograniczają się one do wskazania pewnego sposobu działania, zdaniem Sejmu najwłaściwszego, nie wprowadzają natomiast zmian w stanie prawnym. Wskazują one raczej na sposób wykonywania obowiązującego prawa czy cele, jakie przy tym należy osiągnąć. Mogą też one wywierać pewne skutki prawne, np. obowiązek ustosunkowania się przez adresata. Mogą też one mieć określone skutki polityczne, wynikające z autorytetu Sejmu i Senatu oraz ich organów. Nie ingerują one jednak w obowiązujący stan prawny – nie można ich zatem uznać za akty normatywne. Czasem spotkać można jednak przypadki graniczne, gdy uchwała Sejmu łączy postanowienia o charakterze indywidualnym z pewnymi wskazaniami ogólniejszymi, a nawet ze stanowieniem pewnych norm prawnych. Znakomitym przykładem była tzw. uchwała lustracyjna z 28 ma­ja 1992 r., oceniona w swej normatywnej części przez Trybunał Kon­stytucyjny w orzeczeniu U.6/92 z 19 czerwca 1992 r.

W formie uchwały podejmowane są przez Sejm (a także przez Senat) pewne akty normatywne, tzn. akty wprowadzające zmiany do obowiązującego systemu prawa. Procedura uchwalania uchwał jest unormowana analogicznie do sejmowej procedury ustawodawczej, z tym że  projekty uchwał rozpatruje się w dwóch czytaniach (art.. 33 ust. 1 Regulaminu Sejmu), a uchwalenie uchwały w drugim czytaniu przez Sejm oznacza jej ostateczne dojście do skutku.

Choć przepisy konstytucyjne nie dają do tego wyraźnej podstawy, to jednak uważa się, że uchwały Sejmu mogą w każdym razie przybierać postać aktów wykonawczych do ustaw, tzn. aktów wydawanych na podstawie ustawy i w celu jej wykonania[1]. Punktem wyjścia musi być jednak wyraźne udzielenie odpowiedniego upoważnienia przez ustawę, co  w praktyce zdarza się rzadko, bo z reguły wykonywanie ustaw należy do innych organów państwowych. Tytułem przykładu można wskazać przepis ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, powierzający Sejmowi uregulowa­nie (w drodze uchwały) szczegółowego trybu postępowania przed Trybu­nałem. Tego typu „uchwały wykonawcze” Sejmu podlegają rygorem analogicznym do instytucji rozporządzenia, a więc m.in. muszą być  zgodne z ustawami, muszą pozostawać w granicach upoważnienia ustawo­wego itp. Nie można też, moim zdaniem, wykluczyć możliwości wydawa­nia przez Sejm tzw. normatywnych „uchwał samoistnych”, tzn. wydawa­nych w ramach ogólnych kompetencji konstytucyjnych Sejmu i nie znajdujących oparcia w żadnym szczególnym upoważnieniu ustawy. Taki charakter miała, częściowo, wspomniana już uchwała lustracyjna, i na tym  tle Trybunał Konstytucyjny wskazał generalne ograniczenia, jakie kon­stytucja stawia przed uchwałami normatywnymi Sejmu. Nie tylko więc muszą one pozostawać w zgodzie z obowiązującymi ustawami, ale też nie mogą regulować spraw, które należą do zakresu wyłączności ustawy. Tym samym, uchwały normatywne Sejmu zaliczają się do grupy tzw. aktów podstawowych, to znaczy niższych – pod względem mocy prawnej ­od ustaw (rozporządzeń z mocą ustawy). Kontroli podlega zatem nie tylko zgodność tych uchwał z przepisami konstytucyjnymi, ale i z ustawami  (rozporządzeniami z mocą ustawy).

Odrębną podstawę konstytucyjną mają szczególne akty normatywne – regulaminy Sejmu i Senatu. W związku z zasadą autonomii izb parlamentarnych tradycyjnie stanowione są one w formie uchwały (tak, by ich treść kształtowana była wyłącznie przez izbę, której dotyczy). Konstytucyjnie okre­ślonym przedmiotem jego regulacji (obok materii wewnętrznych) może być „określenie sposobu wykonywania konstytucyjnych i ustawowych obowiązków organów państwowych wobec Sejmu” (art. 112), co może wskazywać na powszechnie obowiązujący (a nie tylko wewnętrzny) charakter przynajmniej niektórych jego przepisów, natomiast regulamin Zgromadzenia Narodowego (art. 114 ust. 2) winien pozostać wewnętrznym aktem tego organu. W systemie źródeł prawa regulaminy izb zajmują szczególne miejsce, znajdując się niejako „poza” generalną hierarchią norm. Są to akty postawione poniżej Konstytucji, stąd muszą być z nią zgodne. Ich stosunek do ustaw charakteryzuje rozdzielność zakresu normowania: z jednej strony regulamin ma wyłączność regulacji spraw konstytucyjnie zastrzeżonych do jego zakresu, a ustawy nie mogą w ten zakres wkraczać, z drugiej zaś regulamin nie może normować materii zarezerwowanych dla ustawy. Kontrola nad należytym po­działem zakresu unormowania regulaminu i ustaw należy do Trybunału Kon­stytucyjnego, który jest też właściwy do badania zgodności regulaminu z  przepisami konstytucyjnymi.


[1] L. Garlicki, B. Szepetkowska, System źródeł prawa w Polsce…, op. cit.,  s. 23.

Etnocentryzm. Ksenofobia

5/5 - (4 votes)

Etnocentryzm jest światopoglądem, według którego ostateczną i fundamentalną podstawą życia społecznego, kryterium oceny otaczającego świata jest dychotomiczny podział na „swoich” i „obcych”. Jest to podział manichejski – „swoi” są grupa wyidealizowaną, lepszą, zaś „obcy” są uosobieniem wszelkiego zła, zagrożenia. Etnocentryzm zakłada z góry agresywność „obcych”, nakazuje obronę i walkę z obcymi, a co najmniej całkowite odrzucenie ich świata. Podstawowe relacje grup z perspektywy etnocentrycznej to obronna izolacja i konflikt.

Pojęcie etnocentryzmu stosować można do funkcjonowania grup, tu etnocentryczne mogą być środowiska różnych zawodów czy środowiska polityczne. Dla zrozumienia genezy i niezwykłej powszechności zjawiska polskiego antysemityzmu należy przyjąć węższe znaczenie etnocentryzmu – etnocentryzm narodowy. Przykłady dowodzące narastania etnocentryzmu są niewątpliwe, pojawiają się dwie tendencje, jedna to ksenofobia, deprecjonowanie wartości (jawiących się jako pseudowartości) europejskiej cywilizacji, chęć zamknięcia się we własnej, swojskiej twierdzy ; druga tendencja to jeszcze nie sformułowana wtedy w sposób jasny definicja narodu homogenicznego, pozbawionego kulturowej i etnicznej różnorodności.

Etnocentryzm, typowy dla wszystkich zamkniętych społeczności generalnie kieruje się przeciw wszystkim obcym, to znaczy „nie swoim”. Jeżeli ci obcy wykazują się większą od miejscowych ruchliwością społeczną, zapobiegliwością, przedsiębiorczością, wyższymi umiejętnościami, i z tego tytułu zaczynają dystansować „tutejszych”, zagrażać ich interesom, aspiracjom to dystans, uprzedzenia przekształcają się w otwartą wrogość. Wrogość pogłębia sytuacja braku zintegrowania obcych ze „swojakami”, posługiwanie się innym językiem.

Walka o język narodowy zwolna przekształcała się w obsesyjne żądanie całkowitej etnicznej czystości. Prowadziło to do ataków wymierzonych w cudzoziemszczyznę, obce naleciałości. (Dzisiejsze ataki na funkcjonowanie w polszczyźnie zwrotów anglosaskich, które nie mają swoich polskich odpowiedników mają swój rodowód w wieku XIX i jego obsesji etnocentrycznej.)

Narody walczące o swą kulturę, w sytuacji niszczenia jej przez naród dominujący są skazane na agresywność, oparcie swej narodowej mentalności na antynomii swój – obcy. Niszczenie narodowej kultury jest postrzegane jako zagłada narodu, represje polityczne nie są tak dotkliwe. Walka polityczna narodu jest tylko walką o instytucjonalną ochronę narodowej kultury, represje godzące w samą kulturę wywołują niezwykle silne reakcje obronne. Wszelka obcość, bez znaczenia, czy rzeczywiście zagraża narodowi, czy nie, jest dla niego wroga. Każdy naród wschodnioeuropejski dążyć będzie do jej eliminacji.

Greckie słowa przypominające, że kontakt z innymi ludźmi, z obcymi, związanymi z  inną kulturą nie jest doświadczeniem obojętnym, a przeciwnie – wikła nas w emocje, które bez względu na to, czy są pozytywne czy negatywne, przez sam fakt pojawienia się nadają temu kontaktowi wymiar  uczuciowy, ludzki. Ksenofobia to strach przed obcym (gr. ksenos 'obcy’ phobos 'strach’). Ksenofilia to „lubienie” obcych (gr. ksenos 'obcy’, phileo 'lubię’). Mamy zatem dwie przeciwstawne postawy wywołane przez spotkanie z obcym.

Czego więcej w historii narodów? Wydaje się, że jednak ksenofobii, choć zdarzają się związki między narodami oparte na wzajemnej (lub chociażby jednostronnej) sympatii. W  polskiej tradycji są okresy, gdy z prawdziwą przyjaźnią mówi się o Francuzach, gdy próbuje się zbudować braterską więź między Słowianami, do przysłowia przechodzi też pozytywnie postrzegana więź z  bratankiem Węgrem.

Jednak najczęściej kontakt z innym, obcym, należącym w pewnych kategoriach do innego świata, innego porządku kulturowego wywołuje niepokój i skutkuje postawą ksenofobiczną. Nienowe to zjawisko i właściwie możemy o nim mówić, przywołując przykłady już z epok najdawniejszych. Rzymianie nie przepadali za Grekami i tworzyli na ich temat rozmaite przysłowia w rodzaju Graeca fides, nulla fides (grecka wierność to żadna wierność). We wcześniejszych epokach sami Grecy także  musieli niechętnie myśleć o innych, skoro wszystkich nie mówiących po grecku nazwali  mamroczącymi, wydającymi dziwne dźwięki (bar-, bar-) barbarzyńcami (gr. barbaros). Podobnie i my postąpiliśmy z Niemcami, kładąc u podstawy ich polskiej nazwy przymiotnik niemy, co równało się  stwierdzeniu, że ten, kto nie potrafi porozumieć się z nami w naszym języku, jest niemy.

Przykładów takich i podobnych jest bardzo wiele. I nie te językowe zapamiętujemy najczęściej. Przede wszystkim pamiętamy te znane z historii i z naszego codziennego życia. Z jednej strony na przykład pogromy Żydów w XVI-wiecznej Europie, wojny religijne, szaleństwo XX-wiecznych eksterminacji narodów w Europie i Azji. Z drugiej – niechęć do Cyganek wróżących na ulicy,  żebrzących Rumunów,  dawniej i do Rosjan jako przedstawicieli gnębiącego Polaków  państwa (w wersji carskiej czy sowieckiej). W różnej skali i o różnych skutkach są to przejawy ksenofobii.  Przyczyną ksenofobii nie jest jednak tylko lenistwo intelektualne, które raczej każe odrzucić coś nowego niż nad  nim się zastanowić, zrozumieć, by w końcu – może – zaakceptować. To, co powoduje, że ksenofobia często  działa z niepowstrzymaną siłą, jest jej związek z najprostszymi odczuciami, a nawet instynktami.  Człowiek, żyjąc, próbuje zapewnić byt-przetrwanie sobie, swojej rodzinie, gromadzie, w której żyje. Zapewnić egzystencję w podstawowych wymiarach – materialnym i duchowym (wartości, wzorów postępowania, ciągłości tradycji, religii). Pojawienie się obcego stanowi zagrożenie. Może on chcieć wziąć udział w podziale dóbr materialnych, które bez jego obecności należałyby się tylko nam. Może on także przez wprowadzenie swoich norm zachowań, swojej kultury  zabrać nam pewność co do nieomylności, słuszności naszych ocen i wartości.  W jednym i drugim wypadku  może to doprowadzić do destrukcji, zniszczenia naszej własnej grupy.  To każe instynktownie bronić się przed obcym i bać się go.

Oczywistym jest, ze nasilenie postaw ksenofobicznych występuje w społecznościach, które uświadamiają sobie lub doświadczają  w jakimś stopniu rozpadu wartości lub słabości ekonomicznej czy politycznej. Skutkuje to  wówczas także chętnym posługiwaniem się figurą  obcego jako „kozła ofiarnego” obarczanego wino za zło, które nas dotyka, tworzeniem mitów o „złotym wieku”, czasach przeszłości, w których zarówno materialnie, jak i duchowo nasza społeczność była dość mocna, by przetrwać.