Źródła prawa pracy

5/5 - (2 votes)

Polska należy do krajów prawa stanowionego wywodzącego się z decyzji organów państwowych wyposażonych w moc wydawania norm ogólnych, powszechnie obowiązujących w państwie, czyli w tzw. kompetencje prawodawcze. Kompetencje te przyznaje najwyższym organom państwowym Konstytucja, która jest pierwotnym źródłem wszelkich praw obowiązujących w państwie, a więc również prawa pracy. Konstytucja jest ustawą zasadniczą w której zapisane są pewne zasady ogólne, z którymi powinny być zgodne szczegółowe normy prawa ustanawiane przez parlament i władzę wykonawczą. Akty wydawane przez te organy stanowią źródła powszechnego prawa pracy w tym sensie, że obowiązują wszystkich uczestników procesów pracy podporządkowanej, do których są adresowane.

Obok cech wspólnych z innymi gałęziami prawa, system źródeł prawa pracy ma swoje odrębności, powstałe głównie na tle zakresu podmiotowego uprawnień prawotwórczych. Odrębności te powodują, że normy, z których konstruowana jest treść stosunku pracy, pochodzą nie tylko od państwa, ale także od innych podmiotów prawnych jak zakładowe czy ponadzakładowe organizacje związkowe, organizacje pracodawców czy pojedynczy pracodawca – właściciel zakładu pracy. Należy jednak podkreślić, że – analogicznie jak ma to miejsce w innych dyscyplinach prawa – normy pochodzące od podmiotów innych niż państwo, choć ilościowo dość liczebne, nie mają charakteru zasadniczego. Państwo nie jest skore wyposażać inne podmioty w funkcję prawodawczą, co ogranicza przecież zakres jego imperium.

Formalną definicję prawa pracy (katalog źródeł tej gałęzi prawa) zawiera art. 9 kp. Nie wspomina on jednak o Konstytucji, stawiając na pierwszej pozycji kodeks pracy. Nie ulega jednak wątpliwości, że do systemu źródeł prawa pracy należy zaliczyć również ustawę zasadniczą. Normy konstytucyjne są bowiem takimi samymi normami prawa jak wszystkie inne, a co więcej zaopatrzonymi w najwyższą moc prawną. Uwzględniając te uwagi można wskazać na następującą klasyfikację źródeł prawa pracy[1]:

  1. Konstytucja.
  2. Kodeks pracy jako podstawowy akt prawny tej gałęzi prawa, regulujący zwłaszcza sferę indywidualnych stosunków pracy.
  3. Ustawy regulujące prawa i obowiązki pracowników i pracodawców. Znajdzie się tutaj cały szereg aktów pranych, jak np. pragmatyki służbowe, ustawy normujące sferę zbiorowego prawa pracy, prawo zatrudnienia i bezrobocia.
  4. Akty wykonawcze (rozporządzenia) wydawane na podstawie szczegółowego upoważnienia, delegacji zawartej w kodeksie pracy lub innej ustawie i w celu jej wykonania .
  5. Autonomiczne (swoiste) źródła prawa pracy, które zostaną szerzej omówione w dalszej części tej pracy.
  6. Akty międzynarodowego prawa pracy (umowy międzynarodowe, konwencje MOP, etc.).

[1] E. Chmielek, Źródła prawa pracy (zagadnienia hierarchii norm prawnych), ZNUJ Prace prawnicze, z. 90, Warszawa – Kraków 1980.

Zakończenie pracy dyplomowej

5/5 - (2 votes)

Powtarzający się w dzieciństwie uraz osobowość kształtuje i zniekształca. Dziecko uwięzione w wykorzystującym je środowisku staje przed przerażającym zadaniem adaptacji. Musi znaleźć sposób na zachowanie zaufania do ludzi, którzy nie są tego zaufania godni, poczucie bezpieczeństwa w sytuacji, która stanowi zagrożenie, poczucie kontroli w warunkach całkowicie nieprzewidywalnych, siły – w obliczu swej zupełnej bezradności. Nie będąc jeszcze w stanie zadbać o swoje potrzeby, ani się bronić, dziecko musi kompensować sobie brak opieki i ochrony ze strony dorosłych za pomocą jedynego narzędzia którym dysponuje – niedojrzałego systemu obrony psychicznej.

Wiele dzieci wykorzystywanych seksualnie czepia się nadziei, że gdy dorosną, będą mogły uciec i zdobyć wolność. Ale osobowość ukształtowana w warunkach kontroli przez przymus nie jest dobrze przystosowana do dorosłego życia. Ofiara przenosi swoje doświadczenia w dorosłość i traci zdolność troszczenia się o siebie we właściwy sposób. Pozostając więźniem własnego dzieciństwa próbuje rozpocząć nowe życie, lecz doznaje ponownych urazów.

Jedynie dzięki właściwej terapii ofiary przemocy seksualnej mają szansę na odzyskanie poczuci własnej godności i siły. Nie jest to jednak łatwy krok. Należy pamiętać, że rozpoznanie problemu i poszukiwanie pomocy przez ofiarę jest oznaką nie tylko jej zdrowia, ale przede wszystkim jej wielkiej odwagi.

 Czy naprawdę chciałam otworzyć puszkę Pandory, stojącą pod łóżkiem mojego ojca? Jak będę się czuła, jeśli odkryję, że nagrodą za czterdzieści lat tropienia śladów i rozwiązywania zagadek jest świadomość, że ojciec wykorzystywał mnie seksualnie?

 Czy będę potrafiła bez goryczy pogodzić się ze zmarnowaniem całej tej życiowej energii, którą zużyłam na ukrywanie przestępstwa?[…] Jestem przekonana, że do wielu nieoczekiwanych zgonów dochodzi wtedy, gdy człowiek kończy jedną fazę życia i aby przetrwać, musi stać się inną osobą. Feniks spada w płomienie pragnąc powstać z popiołów, ale potem nie potrafi się podnieść. Kiedy przyszedł czas zmiany, o mało ,, nie umarłam razem z moim dawnym ,,ja’’(J.L.Herman 1998, s.125).

Wolność, własność, prawa człowieka – spojrzenie przekrojowe

5/5 - (2 votes)

Z pewnością można stwierdzić, że koncepcja wolności, jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech liberalizmu. Koncepcja wolności stopniowo zmieniała się z ubiegiem lat, dostosowując się do nadchodzących czasów. Można zauważyć, że koncepcja wolności przyjęta przez klasycznych liberałów jest koncepcją negatywną, natomiast liberałowie od wieku XIX w coraz większym stopniu afirmowali pozytywne rozumienie wolności. Niektórzy liberałowie rozróżniają dwa nurty w liberalizmie, które różnią się interpretacją koncepcji wolności.

Pierwszy nurt to nurt racjonalistyczny, typowy zwłaszcza dla liberalizmu francuskiego. Francuscy liberałowie uznawali rozum i wolność za nieograniczone możliwości człowieka. Drugi nurt to nurt antyracjonalistyczny – typowy dla liberalizmu brytyjskiego. Rozwój teorii wolności dokonał się głównie w XVIII wieku w Anglii i Francji i w związku z tym, powstały dwa rożne nurty i tradycje. W Anglii tradycja wolności powstała spontanicznie, we Francji natomiast powstała teoria wolności zmierzająca do zbudowania utopii.[1]

Wolność indywidualna jest wartością najwyższą, dlatego i twórcy liberalizmu, jak i jego bardziej współcześni kontynuatorzy, widzą w wolności niezbywalny atrybut człowieka, oraz najbardziej istotny element jego osobowości. John Locke uznał, że wolność jest stanem pierwotnym i naturalnym dla człowieka. Dlatego też, człowiek powinien być niezależny od wszelkich autorytetów, a w życiu kierować się jedynie własnym rozumem.[2]

Isaiah Berlin przedstawił różnicę pomiędzy wolnością negatywną i pozytywną w prostej formie. Według tego myśliciela, jest różnica pomiędzy niezależnością i nieingerencją z jednej strony, a prawem do uczestniczenia w kolektywistycznym podejmowaniu decyzji – z drugiej. Określa on wolność negatywną jako tę, która umożliwia znalezienie odpowiedzi na pytanie : „Jak daleko sięga obszar, w granicach, którego podmiot ma lub powinien mieć całkowitą swobodę działania i bycia wedle własnej woli, bez wtrącania się innych osób?” Druga koncepcja wolności – wolności pozytywnej – wiąże się z pytaniem: „Co lub kto jest źródłem władzy albo ingerencji, która może przesądzić, że ktoś ma raczej zrobić to niż tamto?”[3].

Pojęcie wolności negatywnej, przedstawianej przez Hayeka czy Berlina wiąże się z indywidualizmem. Koncepcja ta jest związana z istnieniem osobistej, nieskrępowanej sfery działań. Działania takiej jednostki nie są skrępowane przez jakiekolwiek siły zewnętrzne.

Ciekawą teorią, którą możemy przeczytać u Hayeka, jest ta mówiąca o tym, że lepsze są zakazy niż nakazy. Nakazy według filozofa bardziej ograniczają wolność. Zakaz jakiegoś postępowania pozostawia człowiekowi całą gamę innych możliwości poza tą jedną zabronioną, a przy nakazie człowiek musi zachowywać się w jeden określony sposób.

Klasyczni liberałowie, argumentowali, że tylko wolność negatywna może być rozpowszechniona, bo jest w stanie usunąć wszelkie ograniczenia działań ludzkich, dla każdego w równym stopniu. Taka „równość wolności” mówi również o tym, że wolność jednego człowieka nie może naruszać wolności drugiego człowieka. Jeśli by tak było to jedna osoba byłaby bardziej wolna od drugiej.

Druga koncepcja wolności – wolność pozytywna – wyrażana jest w kontekście zdolności i możliwości działania. Mówi o autonomii jednostki, o samostanowieniu, kierowaniu sobą a nie byciu kierowanym przez innych. U Kanta można odnaleźć dwa postulaty dobrze opisujące wolność pozytywną. Pierwszy mówiący, że powinniśmy każdego człowieka traktować jako istotę samą dla siebie, będącą samym w sobie celem a nie środkiem do celu. Drugi postulat mówi o tym, że wszelkie reguły powinny podlegać uniwersalizacji, czyli jeśli coś zostanie zastosowane w jednym przypadku, to może i powinno być stosowane w innych.[4]

Wielu klasycznych liberałów postrzega koncepcję wolności pozytywnej jako niebezpieczną. Pozytywna koncepcja wolności uznaje, że pewne zwyczaje czy style życia, wymagają wpływania na zachowanie niektórych jednostek, które są niezdolne do działania jako jednostki wolne.

Wolność oznacza samorealizację i wolność działania w sferze życia ekonomicznego. Opozycją wolności ekonomicznej jest interwencjonizm państwa i gospodarka oparta  na administracyjnym planowaniu. Współcześni neoliberałowie jak choćby Hayek są przekonani, że wolny rynek jest gwarantem wolności społeczno-politycznej, a wolność jednostki to nieograniczona wolność życia gospodarczego. Oczywiście nie może być tak do końca, bo człowiek aby się samorealizować musi mieć do tego stworzone warunki i mieć na to środki- dlatego np. liberał T. H. Green mówił, że pewien interwencjonizm państwowy oraz pewne formy wpływania na swobodę działania ludzi przyczyniają się do wzrostu wolności ogółu społeczeństwa.

Jeśli chodzi o wolność indywidualną – wszyscy myśliciele klasycznego liberalizmu są zgodni, co do tego, że popieranie wolności indywidualnej to również poparcie dla instytucji własności prywatnej i wolnego rynku. Własność prywatna to podstawowy warunek i składnik wolności indywidualnej. Można zauważyć, że wolny rynek to instytucja jedyna w swoim rodzaju, ponieważ w całym skomplikowanym społeczeństwie przemysłowym jest środkiem koordynującym działalność ekonomiczną, nie opartą na żadnym przymusie.[5]

Bezpośrednio z wolnością u liberałów jest również związana inna cecha – wiara w postęp. Liberałowie wierzą, że w warunkach wolności i swobody działania, jednostka jest w stanie samodoskonalić siebie i warunki w jakich żyje. Jednak nie oznacza to, dążeń liberałów do stanu idealnego. Wręcz przeciwnie, nie wierzą w osiągnięcie ostatecznej doskonałości, a ideologie, które oparte są na takiej wierze, liberałowie traktują wrogo. Liberalna wiara w postęp zakłada empiryczny stosunek do zastanej rzeczywistości. Jest to skłonność do eksperymentowania poszukiwania coraz to lepszych rozwiązań.[6]

Rzymskie prawo dwunastu tablic stworzyło istotne gwarancje wolności jednostki, wpływając także na filozofię liberalną. Pierwsze z zawartych tu praw publicznych stanowi, że: „żadne przywileje albo kodeksy nie powinny być wprowadzane na korzyść osób prywatnych, z krzywdą dla innych, […] sprzeczne by to było z powszechnym prawem wszystkich obywateli, z którego jednostki niezależnie od stanu mają prawo robić użytek”[7] Na tej podstawie rozwinęło się w Rzymie doskonałe prawo cywilne. Mimo, że ta indywidualistyczna tradycja upadła później, wywarła duży wpływ na czasach nowożytnych. F. A. Hayek twierdzi, że od Cycerona „pochodzi koncepcja ogólnych zasad, którym jest podporządkowane prawodawstwo, koncepcja, że jesteśmy posłuszni prawu, aby być wolnymi, i myśl, że sędzia jest tylko głosem, którym przemawia prawo.”[8]

John Locke w swojej pracy pt: Traktat drugi pisał: „Naturalna wolność człowieka sprowadza się do bycia wolnym od jakiejkolwiek nadrzędnej władzy na ziemi i niepodlegania w zasadach swego postępowania woli bądź władzy ustawodawczej żadnego człowieka, a tylko prawu natury. Wolność człowieka w społeczeństwie sprowadza się do niepodlegania żadnej innej władzy ustawodawczej, a tylko tej powołanej na mocy zgody we wspólnocie, ani też panowaniu czyjejkolwiek woli, ani ograniczeniom jakiegokolwiek prawa innego, niż to, które uchwali legislatywa zgodnie z pokładanym w niej zaufaniem”[9]

Liberalizm koncentrując się na koncepcji wolności indywidualnej, postuluje jej maksymalizację w życiu społeczno- politycznym. Współcześni przedstawiciele liberalizmu przyznają, że jednostka musi włączyć się w życie społeczne. Dlatego wolności nie można w żadnym wypadku rozumieć jako anarchii czy samowoli.

Uważam, że wolność i równe traktowanie wobec prawa wszystkich członków społeczeństwa jest podstawowym warunkiem zachowania pokoju. Niemożliwe jest utrzymanie spokoju społecznego w długim okresie w społeczeństwie, w którym prawa i obowiązki poszczególnych grup są różne. Ktokolwiek odmawia praw, choćby początkowo niewielkiej grupie społecznej, musi być przygotowany na atak osób pozbawionych praw przeciwko tym, którzy je posiadają.

Posiadanie własności osobistej to podstawowy element indywidualnej wolności. Przede wszystkim własność prywatna pozwala być jednostce autonomiczną. Poza tym posiadanie prawa własności prywatnej sprawia, że posiadamy wiele innych podstawowych wolności liberalnych: wolność do zawierania umów, do pracy, do zrzeszania się, swobody poruszania się itd. Jeśli któraś z tych wolności jest ograniczana to jest wynikiem kompromisu i oddania pewnej części wolności na rzecz innego dobra.

Co w takim razie z tymi którzy nie posiadają swojej własności? Jednostka, której środki są uzależnione całkowicie od płac czy zarobków jest mniej autonomiczna na pewno od jednostki, która dysponuje swoją trwałą własnością. Dlatego właśnie klasyczni liberałowie popierali politykę podatkową, która umożliwiała upowszechnienie dobrobytu dla wszystkich, ale odrzucali takie działania, które powodowały redystrybucję środków od grup utrzymujących się z zarobków do grup posiadaczy.

Pojęcie własności jest głęboko zakorzenione w naturze ludzkiej od zarania dziejów. Rozwój koncepcji i pojęcia własności następował wraz z rozwojem społecznym. Kto może być właścicielem? Przede wszystkim osoba fizyczna. W społeczeństwach pierwotnych własność mogła przynależeć do plemion i klanów. Własność kolektywna lub spółdzielcza pojawiła się na początku XIX wieku i rozwinęła wraz z rozwojem idei socjalistycznych.

Inną formą własności jest własność rodzinna. Celem takiej własności rodzinnej jest po prostu zapewnienie środków do życia wszystkich członkom danej rodziny. Głowa rodziny jest „administratorem własności”. W momencie śmierci głowy rodziny, własność nie przechodzi na członków rodziny ale wybierany jest następca. Taka własność rodzinna nie wyklucza istnienia własności indywidualnej – obie te formy mogą istnieć obok siebie.

Własność prywatna to podstawowa zasada liberalizmu, gdyż dzięki niej może istnieć wolna konkurencja, jak i instytucja wolnego rynku. John Locke mówił, że wolność osobista to inaczej własność osoby ludzkiej. Własność prywatna gwarantuje porządek społeczny i postęp, dlatego należy chronić prawa prywatnej własności. Ścisły związek własności z wolnością mówi o tym, że posiadanie własności przez człowieka czyni go wolnym i niezależnym. Dzięki temu może on ignorować państwo i tym samym mieć prawo do swoich własnych wyborów. Żeby istniała własność prywatna, człowiek sam musi mieć prawo do kontrolowania własnego życia gospodarczego. Fridrich von Hayek mówił, że żeby posiadać prywatną sferę, której nie zagraża przymus stosowany przez państwo, trzeba mieć własność prywatną.[10]

Dzięki własności prywatnej rodzi się dobrobyt i w ogóle szeroko pojęty rozwój. Istnienie własności jest warunkiem funkcjonowania rynku, podaży i popytu. Rynek pozwala jednostkom, niezależnie od wartości jakie wyznają, w sposób pokojowy i zapewniający korzyści, kierować się własnymi interesami. Mechanizm rynku stanowi grę tworzącą bogactwo. To rynek jest w stanie skłonić uczestników transakcji rynkowych do konkurencji, która zaspokaja najlepiej potrzeby konsumentów.[11]

Ważnym aspektem posiadania własności jest ryzyko jej utraty. Ryzyko utraty czegoś, co posiadamy, mobilizuje nas do działania, które prowadzi do rozwoju. Nawet katolicka nauka społeczna od momentu swoich narodzin mówiła o tym, że własność wspólna zagraża rodzinie, sprzeciwia się prawu natury, czy też grozi rozstrojem społecznym.

W każdym razie uznanie własności prywatnej jako podstawy wolnego społeczeństwa było, i nadal zresztą jest, jednym z podstawowych elementów myśli liberalnej. Współcześnie w wielu nurtach myśli liberalnej element ten ulega przemianom. Czasem zostaje osłabiony, czasem postulat własności prywatnej zostaje ograniczony, jednak nadal własność prywatna jest dla liberałów wszystkich kierunków, niezbędnym składnikiem wolnego ustroju. Liberałowie, nawet ci dziwiętnastowieczni wierzą, że musi istnieć chociaż minimum własności prywatnej, bez której nie może istnieć wolne społeczeństwo.

Uznanie prawa własności było przez długi czas uważane za realizację praw wolnościowych jednostki. Tak formowała ten postulat Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 roku we Francji. Własność była prawem przyrodzonym jednostki, i aby zachować ją, mogły być powołane do życia wszelkie instytucje społeczne. W późniejszym okresie własność prywatna została instytucją społeczną, a nie przyrodzonym prawem jednostki. Miała ona służyć właściwej organizacji społeczeństwa. Mogła więc stać się ograniczona tam gdzie liberałowie zaczęli zauważać zagrożenia.[12] Przykładem, jakim można się posłużyć w tym przypadku, to prywatne władanie monopolem nad drobniejszymi posiadaczami, czyli skrępowanie wolności wielu przez jedną wybitnie silną jednostkę.

Liberałom zawsze towarzyszyło przekonanie, że dla obrony wolności jednostek przed władzą państwową (jak i każdą inną) konieczne jest, aby jednostki posiadały niezależność materialną. Dlatego utrzymanie jak najszerszej własności jest niezbędne da wolności i dobrobytu społeczeństwa. Dodatkowo dążenia jednostek do samodzielnego utrzymania, a więc pewnego rodzaju inicjatywa indywidualna jest czynnikiem osiągania postępu i rozwoju.

Innym postulatem, który wiąże się bezpośrednio z posiadaniem własności jest ograniczenie funkcji państwa. Postulat ten jest utożsamiamy z klasyczną zasadą liberalizmu ekonomicznego – leseferyzmu. Liberałami w sferze ekonomii są ci, którzy są zwolennikami wolnej gospodarki, przeciwnikami za to wszelkich form nacjonalizacji czy też planowania. [13]

Naturalnym uzupełnieniem zasady wolnej własności była wolność gospodarowania, czyli inaczej pełna swoboda dysponowania swoimi narzędziami produkcji i wytworzonym produktem.

Jednak nawet we wczesnej fazie liberalizmu i w pierwszej połowie XIX wieku było wiele przypadków dopuszczenia przez liberałów, interwencji państwowej w dziedzinie gospodarki. Wprowadzano np. cła ochronne, a więc należy pamiętać, że postulat leseferyzmu nigdy nie był nienaruszalny jakby się mogło wydawać.

Postulat ograniczenia funkcji państwa był odnoszony nie tylko do sfery życia gospodarczego. Liberałowie odnosili go do wszelkiej działalności władz państwowych, które wykraczały poza tradycyjne funkcje obrony państwa i utrzymaniu porządku publicznego. Stąd powstało powiedzenie o działaniu państwa jako „nocnego stróża”. Jednak i od tych reguł występowały wyjątki. Liberałowie zaakceptowali np. świadczenia socjalne, a między innymi John Stuart Mill domagał się wprowadzenia państwowego systemu oświaty.

Mogłoby się wydawać, że przy omawianym powyżej postulacie posiadania własności prywatnej, istnieje wiele różnych myśli zaproponowanych przez ówczesnych liberałów. Jednak są podstawy, aby twierdzić, że cechą kierunku liberalnego, widoczną przez kilka stuleci, jest przekonanie, że funkcje państwa, zależne są od stopnia rozwoju społecznego. Rozwój cywilizacyjny sprawia, że zadania państwa sukcesywnie zostają zwiększone. Liberałowie chcieli i chcą nadal, aby odpowiednio do każdej epoki, utrzymanie zadań państwa było na jak najniższym poziomie. A więc interwencja państwa była zawsze widziana przez liberałów jako konieczność, którą można stosować ale bardzo ostrożnie.

Liberałowie preferowali zawsze inicjatywę prywatną i rozwiązywanie zadań społecznych przez dobrowolne stowarzyszenia, bez ingerencji państwa. Kiedyś takie stanowisko dopuszczało tylko ideę laissez faire i państwa „nocnego stróża”. Współcześnie to stanowisko pozawala na interwencję państwa. Jednak punkt wyjścia -czyli jak największa swoboda jednostek i możliwie największa sfera wolna od ingerencji państwa- jest ten sam i kiedyś i dzisiaj.

Prawa człowieka, a w tym prawo do godnego życia to problemy, które od początku pojawiały się u klasyków liberalizmu. Z całą pewnością nie będzie błędem stwierdzenie, że tym co charakteryzuje liberalizm jest obrona praw człowieka. To właśnie zaraz obok innych praw, takich jak prawo do wolności, bezpieczeństwa i własności prywatnej wymieniamy prawo do godnego życia, jako element myśli liberalnej. Według liberałów, człowiek ma prawo do godnego życia. Nie tylko życie każdego człowieka powinno być chronione, ale również jego własność

prywatna, która jest częścią jego życia. Jak widać wyraźnie te dwa prawa są nierozerwalnie ze sobą związane, więc wszędzie gdzie poruszamy temat prawa do godnego życia i wolności wyboru, jednocześnie mówimy o prawie do posiadania własności. John Locke napisał, że „każdy człowiek dysponuje własnością swej osoby. Nikt nie ma do niej żadnego uprawnienia poza nim samym. Możemy więc powiedzieć, że praca jego ciała i dzieło jego rąk słusznie należą do niego[…] Angielski myśliciel mówiąc o prawach człowieka odwoływał się do rozumu ludzkiego, ale przyznawał także, że tak rozum jak i same prawa pochodzą od Stwórcy.

Prawa człowieka i jego wolności dobrze przedstawiają dokumenty, które powstały Francji czy Stanach Zjednoczonych. Filozofia indywidualistyczno-liberalna oddziaływała na sformułowanie praw człowieka, które zostały zawarte w XVIII-wiecznych deklaracjach zarówno amerykańskiej, jak i francuskiej. Amerykańska Deklaracja Niepodległości z 1776 roku była przesiąknięta ideałami Johna Locke’a. Głosiła, że wszyscy ludzie są wolni, równi i niezależni, Wszyscy mają prawo do życia, wolności, własności, szczęścia i bezpieczeństwa. Państwo natomiast nie znosi własności prywatnej lecz ją gwarantuje. Zapewniono wówczas również prawa polityczne, między innymi prawo wyborcze. Dla przykładu podaję tutaj tekst zapisany w jednej z Kart Praw Stanu Massachusetts: „Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi, mają pewne naturalne, podstawowe i nienaruszalne prawa; między tymi prawami znajdują się prawa nabywania, posiadania i ochrony własności.”[14] [15]

Drugą istotną rolę dla praw człowieka odegrała Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela ogłoszona w 1789 roku podczas Rewolucji Francuskiej. Dużo jej elementów jest podobnych do tych z deklaracji amerykańskiej. Prawa człowieka, obowiązki państwa wobec społeczeństwa, prawo do równości itd. Wspomniane deklaracje różnią się od siebie w sposobie odwoływania się do Boga i Kościoła. Nic dziwnego gdyż obydwa dokumenty były ogłaszane w odmiennym kontekście historyczno-politycznym, dlatego ich odbiór przez Kościół katolicki był odmienny. Kościół nigdy nie oceniał negatywnie deklaracji amerykańskiej. Między innymi papież Jan Paweł II w 1979 roku mówił: „Filadelfia jest miastem Deklaracji Niepodległości, tego ważnego dokumentu zawierającego uroczyste potwierdzenie równości istot ludzkich, którym stwórca nadał niezbywalne prawa: życie, wolność, dążenie do szczęścia[…], takie są zdrowe zasady moralne[…].

Klasyczny liberalizm uwypukla rolę praw człowieka, koncentruje się wokół prawa do życia i tego, że każdy człowiek jest równy wobec prawa. Autentyczna wolność i równość wymaga zaistnienia niezbędnych warunków w zakresie życia ekonomicznego, społecznego i kulturalno-oświatowego, dlatego wszyscy ludzie mają prawo do pracy, godziwej płacy, wykształcenia i wychowania, zabezpieczenia życia i zdrowia. To państwo ma być tym czynnikiem, który zdolny jest chronić tego rodzaju uprawnienia. Współcześni liberałowie w odróżnieniu od klasycznych, uznając interwencje państwa w zakresie ochrony praw człowieka, dostrzegają zagrożenia w postaci dyktatorskich modeli państwa.

Występując za równością wobec prawa, liberałowie zwalczali uprzywilejowanie jakiejkolwiek warstwy społecznej, wpisane nadto w reguły prawne. Mimo to, uważali, że każda z warstw społecznych ma inną wartość.[16] [17] Niektórzy filozofowie podkreślali, że szczególnie wartościowa jest klasa średnia. Między innymi John Stuart Mil podkreślał szczególne wartości klas średnich, uważając je za naturalną elitę i przewodnika klas niższych.[18]

Ważnym poglądem, na temat praw człowieka, o którym warto wspomnieć, jest pogląd J. Benthama. Napisał on w jednej ze swoich prac: „Społeczeństwo jest rzekomym ciałem, złożonym z indywidualnych osób, które się traktuje, jakby stanowiło jego członki. Czymże jest wobec tego interes społeczeństwa? Sumą interesów składających się na nie jednostek.”[19] Wynika z jego myśli jednoznacznie, że liczą się jedynie interesy i dobro poszczególnych jednostek. Bentham twierdząc, że każdy dąży do osiągania maksimum przyjemności i unikania przykrości, stworzył teorie utylitaryzmu, która bardzo odpowiadała mieszczaństwu początków XIX wieku. Z jego teorii wynikały wnioski mówiące, że dobry ustrój to taki, który zapewnia obywatelom maksimum szczęścia. Państwo i prawo miały zapewnić człowiekowi pewność egzystencji i poszanowanie zdobytych dóbr.

Warunkiem właściwego rozwoju społeczeństwa jest zapewnienie swobodnego rozwoju jednostek, które mają również prawo do dobrowolnego zrzeszania się.[20] Liberalizm podkreślający jak ważne są prawa człowieka zrodził się z walki przeciwko absolutyzmowi. Prawa człowieka rozwijały się wszędzie tam, gdzie była walka burżuazji przeciwko krępującym ją siłom duchowym czy politycznym.

Postulaty wolnościowe i głoszące prawa jednostki, przez lata ulegały ewolucji. Z biegiem czasu ich zakres stopniowo się rozszerzał. W początkowym etapie najważniejsze były wszystkie te wolności, które potocznie nazywamy wolnościami cywilnymi. Są to takie wolności, które określają status prywatny jednostki w państwie, czyli wolność sumienia, wolność osobista, czy wolność ekonomiczna. Później powstał inny katalog wolności zwanych politycznymi. Chodziło tu o wolność zrzeszania się, słowa i druku. W trzecim, ostatnim etapie postulaty wolnościowe jednostek przeobraziły się w prawo udziału we władzy, lub po prostu w prawo rządzenia sobą i swoimi prawami. Z chwilą gdy rozszerzono opinię liberałów, że wolność jednostki wymaga tego, aby decydowały o swoich losach, liberalizm skojarzony został z demokracją i wykształcił się w związku z tym nowy kierunek zwany demoliberalizmem.

Przedstawiona powyżej skrótowa i dosyć ogólna charakterystyka założeń liberalizmu pokazuje jakie elementy muszą być zawarte w poglądach poszczególnych myślicieli, aby można było ich zaliczyć do przedstawicieli liberalizmu. Każdy z elementów wymienionych przeze mnie wcześniej występuje u poszczególnych filozofów i w poszczególnych doktrynach z różnym nasileniem, ukazując jak szerokim i pojemnym pojęciem jest liberalizm.

W większości prac, szczególnie przekrojowych, czy też podręcznikowych powtarzają się zbliżone czy nawet identyczne definicje myśli liberalnej. Moim zdaniem, liberalizm oznacza wiarę w siłę rozumu, który jest w stanie regulować sposób życia, i pokazywać całkiem nowy, eksperymentalny stosunek do problemów rządu i społeczeństwa. Liberalizm jest obroną indywidualizmu, wolności obywatelskich, jest również koncepcją rządów odpowiedzialnych.


[1]   W. Kwaśnicki, Historia myśli liberalnej, Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 2000, s.214

[2]   J .Locke, Dwa traktaty o rządzie, tłum. Z. Ran, PWN, Warszawa 1992 s.167

[3]   I. Berlin, Dwie koncepcje wolności i inne eseje, ResPublica, Warszawa 1991, s.114

[4]   W. Kwaśnicki, Historia myśli liberalnej, opr. cyt., s. 216

[5]   J. Gray, Liberalizm, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1994, s.80-81

[6]   B.Sobolewska, M.Sobolewski, Myśl polityczna XIXIXX wieku. Liberalizm., PWN, Warszawa

1978, s.10

[7]   F.A.Hayek, Konstytucja wolności, tłum. F.Englis, PWN, Warszawa – Wrocław 1987, s.157-158

[8]   tamże, s.158

[9]   J. Gray, Liberalizm, opr. cyt., s. 77

[10]  B. Sobolewska, M. Sobolewski, Myśl polityczna XIX i XX wieku. Liberalizm., opr. cyt., .s.45

20

[11] K. Chojnicka, W. Kozub – Ciembroniewicz, Doktryny Polityczne XIXi XXwieku., Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000, s. 77-78

[12] B. Sobolewska, M. Sobolewski, Myśl polityczna XIX i XX wieku. … opr. cyt.,, s.12

[13] tamże, s.13

[14] J. Locke, Dwa traktaty o rządzie, tłum. Z. Ran, PWN, Warszawa 1992, s.320

[15] Fragment zapisu z Karty Praw Massachusetts Bill of Rights z 1780 r.

[16] Jan Paweł II Wspominając Deklarację Niepodległości [w] Jan Paweł II, Nauczanie społeczne

1978-1979, Ośrodek dokumentacji i studiów społecznych, Warszawa 1992, s.341-342

[17] B. Sobolewska, M. Sobolewski, Myśl polityczna XIX i XX wieku., opr. cyt. , s.31

[18] tamże, s.33

[19] J. Bentham, Wprowadzenie do zasad moralności i prawodawstwa., PWN, Warszawa 1958, cz. I , s.19

[20] B. Sobolewska, M. Sobolewski, Myśl polityczna XIX i XX wieku., opr. cyt., s.11

Przestępstwo czarów przed sądami duchownymi

5/5 - (2 votes)

wyśmienita praca magisterska

W Polsce pierwsze procesy o czary pojawiły się z początkiem wieku XV. Właściwe w sprawach magii, na mocy zdobytych immunitetów, były tu sądy biskupie. Nie brak jednak śladów, że i sądy świeckie, a zwłaszcza miejskie – już w XV wieku – sprawami tymi się zajmowały. Były to jednak przypadki sporadyczne. Ilość wzmianek traktujących o czarach przed sadami biskupimi jest stosunkowo mała, biorąc pod uwagę ogół zachowanych z tego okresu akt. Nie świadczy to bynajmniej o tym, że nie było wcześniej na ziemiach polskich ludzi wierzących i praktykujących magię.

Dowodami na obecność problemu czarownictwa oraz żywotnego nim zainteresowania Kościoła były instrukcje wizytatorskie, nakazujące wizytatorom pilnie śledzić po parafiach tych, którzy się „czarami bawią” oraz teksty zachowanych przemówień kaznodziejów, którzy z ambon ostro krytykowali uciekających się do czarów i guseł.

Wiara w czary, mimo wysiłków wizytatorów i grzmiących z ambon kaznodziejów, była jednak głęboko zakorzeniona i pod jej wpływem pozostawały szerokie kręgi społeczne, od chłopów poczynając, a na szlachcie duchownej i świeckiej kończąc. Wiara w demony była utrwalana także przez ówczesnych teologów w traktatach demonologicznych.

Pierwsze procesy, w których pojawiły się wzmianki o czarach, wcale magii w głównej mierze nie dotyczyły. Były to zarzuty procesowe podnoszone przez oskarżonych w celu zdyskredytowania poszkodowanych w sprawach karnych, bądź też są to przesłanki mające umożliwić rozwiązanie małżeństwa. Zarzut czarownictwa miał często podważyć zdolność procesową strony i tym samym udaremniać jej sądowne dochodzenie sprawiedliwości.

Jak wyżej wspomniano, obok sporadycznych przypadków procesów toczących się przed sądami miejskimi czy wiejskimi, przeważająca ilość procesów o czary toczyła się przed sądami duchownymi. Były to sądy biskupie, nigdy natomiast inkwizytorskie. Nie było w Polsce także sporów kompetencyjnych na tym polu między wymienionymi sądami, co było sytuacją dosyć wyjątkową w Europie. Na zachodzie kontynentu częstotliwość tych sporów zmusiła w 1258 roku papieża Aleksandra IV do wydania dekretału, nakazującego inkwizytorom zajmowanie się sprawami czarów tylko w przypadku posiadania przez nich znamion herezji. Akt ten omawiany był wyżej. Postanowienie to przejął Bonifacy VIII do Liber Sykstus, a powtórzyły je podręczniki inkwizytorskie: mianowicie Directorium Inąuisitorium Emeryka z 1376 roku oraz przeróbka tego dzieła sporządzona przez Piotra – inkwizytora krakowskiego. Jak wspomniano wyżej, stosunek papiestwa w tej kwestii był dynamiczny i praktycznie rzecz biorąc, ulegał przemianom równocześnie ze zmianami personalnymi na Sede Apostolarum.

Samo postanowienie Aleksandra IV powodowało rozbieżności w wykładni, ponieważ użyty zwrot “(…) si haeresiam sapiat manifeste (…)” można było w rozmaity sposób interpretować. Sami inkwizytorzy stali na stanowisku, że wszelkie praktyki czarodziejskie, o ile dokonane są przy pomocy diabła, noszą wyraźnie znamiona herezji. Nie wszyscy inkwizytorzy jednak pogląd ten podzielali. Bernard Gui autor słynnego podręcznika Practica Inąuisitoris haereticae pravitatis przyj ął ten pogląd z zastrzeżeniem, że herezj ą jest dopiero oddawanie czci diabłu, w przeciwieństwie do wzywania go, które przesłanek herezji nie spełnia i przez to praktyka ta nie może być osądzana przez inkwizytora.

Na przeciwnym stanowisku stał wspomniany wyżej Emeryk, którego zdaniem wszelkie wzywanie diabła przy praktykach czarodziejskich jest herezją. Zasadę wyinterpretowaną przez tegoż inkwizytora potwierdził dokument z połowy XV wieku relacjonujący jedyny w Polsce przypadek procesu o czary, toczący się przed trybunałem inkwizycyjnym. Urzędnik prowadzący postępowanie, w wyroku wyraźnie zaznacył, iż każde wzywanie diabła nosi znamiona herezji.

Mimo więc, iż zasada ta była na ziemiach polskich znana i przestrzegana, większość procesów o czary toczyło się jednak przed sadami biskupimi. Powodem takiego stanu rzeczy był fakt, iż we wszystkich sprawach o magię, poza wspomnianym wyżej jedynym procesem przed sadem inkwizytorskim, nie było żadnej wzmianki o diable. Odmiennie ma się rzecz na Zachodzie, gdzie akta procesów o czary już wtedy, bardzo często zawierały wzmianki o szatanie i podpisywanych z nim paktach. Była to pewnego rodzaju polska specyfika procesów o czary.

Nie brak oczywiście w aktach polskich sądów wzmianek o tym, że nawet zwykłe przestępstwo (takie jak kradzież czy zabójstwo) dokonane było z powodu diabelskich podszeptów. Wynikało to jednak raczej ze średniowiecznego porządku prawnego, który opierał się na założeniach naturalnego prawa boskiego. Naruszenie tego porządku traktowane było jako obraza osobistego autorytetu władcy, a przez to gwarantującego jego panowanie Boga i często było w ten sposób racjonalizowane. Diabeł pojawiał się wtedy tylko pośrednio, jako kuszący do naruszenia wyznaczonego przez Boga ładu, a nie jako mentor i protektor czarowników podpisujących cyrograf i z nim paktujących.

Kościół polski nie znając, bądź znając a nie stosując jeszcze doktryny diabelskiego źródła wszelkiej magii, procesy o czary opierał na założeniu, że jest to przestępstwo popełnione przez szkodzenie przy pomocy rozmaitych środków czarodziejskich zdrowiu oraz mieniu innych ludzi. W tym przypadku najczęściej pojawiał się zarzut trucicielstwa, „zadania choroby” lub spowodowania bezpłodności.

Jak wspomniano we wcześniejszym rozdziale, prawo rzymskie od czasów panowania cesarza Tyberiusza (lata 14 – 47) nakazywało karać czarodziejów tak samo jak trucicieli. Później te same zasady zostały przekazywane w barbarzyńskich zbiorach prawa. Również prawu polskiemu średniowiecznemu nie była obca ta instytucja. Akta sądów duchownych używały słowa veneficium (z łac. trucicielstwo, czarownictwo) na określenie czarów, a słowa venefica by wskazać osoby bawiące się czarami. Połączenie tych dwóch zarzutów, stosunkowo częste w aktach sadów duchownych, podnoszone było zawsze, gdy chodziło o podstawy rozwiązania małżeństwa.

Innym zarzutem o działalność magiczną spotykanym w źródłach, były zapiski o używaniu niedozwolonych, często tajemnych środków, celem udzielenia komuś pomocy lub przysporzenia korzyści. W tym przypadku mamy do czynienia z magicznym wzbudzaniem miłości poprzez rzucanie na określoną osobę (ofiarę) uroków. Częściej nawet spotykane były przypadki magicznego zwalczania chorób lub sporządzania medalionów przed nimi chroniących. Najczęstszą formą owych artefaktów były ligaturae i „nawęzy”. Oskarżeni sporządzali również amulety mające zapewnić lepsze urodzaje, podnieść wydajność wypieku chleba, zapewnić pomyślne warzenie piwa, czy wręcz w celach reklamy danego szynku czy gospody. Zdarzało się też, że magia była stosowana do jeszcze bardziej odważnych, intratnych przedsięwzięć, takich jak szukanie skarbów. Magię wykorzystywano także w celach śledczych, na przykład do pomocy przy wykrywaniu złodziei. Metoda ta miała swoich zwolenników zarówno wśród prostego ludu jak i wśród miejskiego patrycjatu urzędniczego. Przykładem takiego śledczego zastosowania czarów był kazus słynnego złodzieja kasy miejskiej w Poznaniu przez rajców, którego szukano przy wsparciu czarownika Grelicha w 1452 roku.

Czarowanie takie nieraz działo się przy wykorzystaniu zupełnie neutralnych składników, takich jak: pająki, sól czy kamienie. Niekiedy jednak dochodziło do wykorzystania magicznych – jak wtedy wierzono – przedmiotów: relikwii, krucyfiksów, hostii czy wody święconej. Znamiona czarownictwa polegające na szkodzeniu, bądź też na przysparzaniu korzyści w polskich procesach o czary znajdywały zastosowanie także w wiekach późniejszych, gdy na ziemiach polskich szerokie uznanie zyskiwała koncepcja paktu z szatanem.

Jak wspomniano wyżej, właściwymi w kwestiach czarów były sądy kościelne, a w szczególności sądy biskupie. Sądy te ścigały paranie się magią jako przestępstwo przeciwko religii i czyniły to najczęściej z urzędu. Oprócz tej zasady spotykamy w zapiskach sądów biskupich nieliczne przypadki wdrażania postępowania na podstawie skargi prywatnej. Mała ilość oskarżeń tego typu była niewątpliwie skutkiem niedogodności jakie przewidywało prawo dla oskarżyciela, a jakie są związane z oskarżeniem per accusationem. Według reguł tego procesu, ciężar przeprowadzenia dowodu spoczywał na oskarżycielu prywatnym. W razie nieprzeprowadzenia skutecznego postępowania dowodowego, sprawa była zakańczana. Dodatkowym obciążeniem dla strony skarżącej było wysokie ryzyko, jakie ponosili. W razie przegrania procesu podlegali oni często – choć nie była to reguła bezwzględnie obowiązująca – karze talionu, czyli karze jaką poniósłby oskarżony, gdyby dowód się udał.

Postępowanie przed sądami biskupimi prowadzone było zatem najczęściej z urzędu, w trybie inkwizycyjnym. Opisując zasady tego procesu, posłużę się podręcznikiem inkwizytorskim Bernarda Gui. Synod kalisko – wieluński z 1420 roku nakazał by w sprawach dotyczących heretyków korzystać z procedur zawartych w Clementines, posiłkując się podręcznikami inkwizytorskimi. Było to zresztą najprawdopodobniej tylko oficjalne zatwierdzenie reguły, która już od wielu lat była w Polsce stosowana.

Wpływ przykrych doświadczeń na przyszłe życie ofiary

5/5 - (2 votes)

kontynuacja pracy z poprzedniego miesiąca – Kazirodztwo jako przejaw największego okrucieństwa wobec dziecka

Wiele dzieci wykorzystywanych czepia się nadziei, że gdy dorosną będą mogły uciec i zdobyć wolność. Ale osobowość ukształtowana w warunkach kontroli przez przymus nie jest dobrze przystosowana do dorosłego życia. Dorosły człowiek, pozornie uwolniony, pozostaje wciąż więźniem własnego dzieciństwa i próbując rozpocząć nowe życie doznaje ponownych urazów.

Większość ofiar kazirodztwa ma szczególne trudności z dorosłymi związkami miłosnymi. Jeśli przypadkowo osobie takiej uda się utworzyć związek oparty na miłości, to zły duch przeszłości odbija na nim swe piętno – zwłaszcza w sferze seksu. Bardzo często zdarza się, że odczuwa ona wstręt na samą myśl o seksie. Współżycie wiąże się ze wspomnieniami cierpienia i zdrady. Większość jest niezdolna do seksu bez narażania się na przypominanie tragicznych scen z przeszłości. Podczas współżycia często widzą i słyszą swoich napastników. Inne osoby posługują się swoją seksualnością dla oczerniania samego siebie, ponieważ uważają, że nadają się jedynie do uprawiania seksu.

Ofiara, której  jako osobie dorosłej udało się osiągnąć seksualną wrażliwość i orgazmiczność może nadal obwiniać siebie za swoje seksualne odczucia z trudem lub w ogóle nie czerpiąc z nich przyjemności. Poczucie winy może zmienić uczucia pozytywne na złe.

Wyjątkowo wiele ofiar kazirodztwa, jak pisze S.Forward (1996), szczególnie kobiety, pozwala sobie w wieku dorosłym na otyłość. Nadwaga służy dwóm celom. Po pierwsze, ma utrzymać mężczyznę z dala od kobiety. Po drugie, masa ciała tworzy  fałszywą iluzję siły i potęgi. Wiele ofiar jest przerażonych kiedy zaczynają tracić na wadze, gdyż sprawia to, iż czują się znowu bezradne i słabe.

Skutki seksualnego wykorzystywania nie ograniczają się jedynie do trudności w życiu seksualnym. Jak twierdzi A. Miller (1991) przykre doświadczenia z dzieciństwa upośledzają rozwój jaźni i utrudniają powstanie autonomicznego charakteru. Sytuacja bezsilnego uzależnienia od ukochanej osoby, matki albo ojca, stwarza bardzo wcześnie połączenie miłości z nienawiścią.  Ambiwalencja uczuć, związek miłości i nienawiści pozostaje ważną cechą późniejszych stosunków międzyludzkich. Wielu z tych ludzi zupełnie nie potrafi sobie wyobrazić, że miłość może być możliwa bez cierpienia, ofiary, strachu, bez bycia wykorzystywanym, bez upokorzeń i poniżeń.

Ponieważ fakt wykorzystywania musi zostać wyparty (jest to konieczne do przeżycia) także każda wiedza, która mogłaby rozluźnić kontrolę tego wyparcia wszelkimi środkami musi być odpierana, co w końcu prowadzi do ,, zubożenia osobowości i utraty żywotnych korzeni ’’, jak np. w przypadku depresji (A.Miller, tamże).

Według J.L.Hermann (1998, s.121) ,, empatyczne dostrajanie się do życzeń innych osób i automatyczny, często nieświadomy, nawyk posłuszeństwa również przyczynia się do bezbronności ofiary wobec każdego, kto reprezentuje siłę i autorytet ’’.

Osoby wykorzystywane w dzieciństwie, w życiu dorosłym o wiele częściej stają się ofiarami (lub krzywdzą same siebie) niż prześladowcami. Z powodu głęboko utrwalonego negatywnego autowizerunku, poszkodowani skłonni są  kierować swą agresję na siebie. Istnieje dlatego wśród nich dość wysoki wskaźnik samobójstw i samookaleczeń.

Wiele ofiar przemocy seksualnej zatraca się w oparach alkoholu i narkotyków. Przynosi to chwilowe zagłuszenie poczucia zagubienia i pustki. Jednakże zwłoka w stawianiu czoła problemowi przedłuża tylko cierpienie pokrzywdzonego.

Duża liczba ofiar kazirodztwa szuka dla siebie kary, w świecie w ogóle. Sabotują swoje związki, domagając się kary od tych, których kochają. Sabotują samych siebie w pracy, domagając się kary od kolegów i pracodawców. Niektórzy popełniają okrutne zbrodnie, domagając się w ten sposób ukarania przez społeczeństwo. Jeszcze inni zajmują się prostytucją.

Kiedy ofiara staje przed zadaniem dorosłego życia, dziedzictwo przeszłości stanowi coraz większy problem. Proces powrotu do zdrowia ofiar przemocy może przebiegać tylko w relacji z innymi osobami, nigdy w izolacji.