Lars von Trier „Europejski Dogmatyk”

5/5 - (1 vote)

„Gdy doliczę do dziesięciu znajdziesz się w EUROPIE…”. Zobaczysz ciemny, mokry i smutny kraj, który zrodził doskonałe myśli, wielkich ludzi i piękną, silną cywilizację. Teraz, w końcu wieku, kraj tonie zalany mętną breją, w której nurzają się strzępy pięknej i silnej cywilizacji, trupy wielkich ludzi i przewartościowane, nikomu niepotrzebne myśli…

…1…
ciała ofiar były patroszone

„Woda, woda… wszędzie woda… i ani kropli do picia”. Głęboka noc. Niewielka łódź ciężko porusza się po czarnych falach w kierunku pustego skorodowanego przez wodę i wiatr nabrzeża. Wysiadasz… Seria brutalnych morderstw popełnianych na kilkunastoletnich dziewczynkach (ciała ofiar były patroszone i porzucane) wstrząsnęła krajem, odbierając mieszkańcom liche resztki spokoju. Taki stan rzeczy zastajemy w pierwszych minutach Elementu zbrodni – filmu otwierającego Europejską Trylogię Larsa von Triera, który wysyła nas w nieokreśloną, choć niezbyt odległą przyszłość. Poddani hipnotycznemu seansowi przemierzamy kraj będący na skraju kompletnego rozkładu. Panuje tu wulgarność, zrezygnowanie i strach wobec czającej się w każdym zaułku śmierci, personifikowanej przez mordercę – dewianta.

…2…
Europa stacza się

Dzięki nadzwyczajnej wyobraźni von Triera oglądamy świat w barwach poetyki niemieckiego ekspresjonizmu, w który wkrada się nutka wczesnego Hitchcocka. Jednak czarny kryminał dla Triera nie jest tylko gatunkiem filmowym wytyczonym przez wcześniejszych, wielkich artystów kina (Lang, Hitchcock). Ekscentryczny Duńczyk bez wahania wykracza poza jego ramy (oczywiście zachowując należny mistrzom szacunek). Jest filmowym poszukiwaczem. Eksperymentuje ze środkami ekspresji, bada granice kreacji artystycznej, dotyczy to zarówno fabuły jak i technicznych aspektów filmu. Nowatorstwo Larsa von Triera, zabawa środkami wypowiedzi sprawia, że gdzieś zanika granica między opowiadaną historią a wizualnym sposobem jej przedstawienia. Kombinowane czarno-białe i kolorowe zdjęcia, nietypowe zabiegi montażowe, surowość kadrów, przy zaskakujących zachowaniach postaci czyni z Elementu Zbrodni żywy organizm, którym reżyser bawi się z widzem. Gra na jego emocjach, poczuciu smaku, wrażliwości wizualnej. Sprawia, że zaczynamy przedostawać się do „trierowskiego” świata. Wierzymy, że to, co zarejestrowano na taśmie jest naprawdę, że Europa stacza się do najgorszego rynsztoka, a ten los zgotowali jej sami Europejczycy. Źle się będzie działo w Europie…

…3…
mistrzowie się mylą

Lars von Trier: Pokazałem Element Zbrodni Tarkowskiemu. Powiedział, że to największe gówno, jakie kiedykolwiek oglądał. Ta opinia mogłaby zostać wypowiedziana z ust nie jednego mistrza, pod adresem filmów von Triera. Przecież to skandal… 100 lat kina w Europie zbudowało wielką tradycję, reguły, techniczne ramy dzieła filmowego, a tu zjawia się nagle jakiś młodzian z Duńskiego Instytutu Filmowego i śmie cały ten dorobek postawić na głowie. Ma czelność oszukiwać widza, pogrywać na jego uczuciach, „zamiatać” kamerą jak wiatr zawieje i do tego jeszcze mienić się innowatorem. Cóż, trudno nie brać pod uwagę zdania tak wybitnego twórcy kina jak Tarkowski. Autor Stalkera najprawdopodobniej ma rację, a siedem nagród, dla debiutu von Triera, na europejskich festiwalach (w tym Nagroda Najwyższej Komisji Technicznej na MFF w Cannes), to czysty przypadek i wyjątkowy przykład braku kompetencji u jurorów. Tak na prawdę jedynym zarzutem, jaki można postawić przed Elementem Zbrodni to nieco przejaskrawione fobie Larsa von Triera, które co jakiś czas „kłują” widza w oczy kompletnie absurdalnymi scenami (zjawisko widoczne także w innych obrazach Triera, choć nie brak im swoistego uroku). Poza tym ogląda się całym ciałem. Zatem mistrzowie się mylą.

…4…
zagłębie Ruhry i pasta Signal

Temat walki między nauką i kulturą w Europie oraz wnikliwe studium „rozkładu” kontynentu, Trier postanowił kontynuować w drugiej części Europejskiej Trylogii, w filmie Epidemia – autotematycznym dziele korespondującym z Osiem i Pół Felliniego. Tu Europa jawi się dużo „normalniej” niż w Elemencie…, takie odnosimy wrażenie na początku. Być może dlatego, że autor z przyszłości wraca do końca lat osiemdziesiątych XX wieku. Autostrady, zadymione niebo zagłębia Ruhry i pasta Signal, wszystko zdaje się być bardzo znajome, bliskie, po prostu normalne. Dwóch młodych filmowców pracuje nad scenariuszem filmu, który z resztą nigdy nie powstał (a szkoda). „Epidemia” jest dokumentalnym zapisem ich pracy. Pytanie więc: Gdzie ta niszczejąca Europa? Już w pierwszej scenie ma miejsce dziwne zdarzenie (ta uwaga nie dotyczy użytkowników komputerów podłączonych do drukarek), którego efektem jest niepowodzenie, swoista porażka bohaterów, infekcja. Ścieżce dokumentalnej filmu towarzyszą niezbyt ściśle połączone sceny fabularne (scenariusz dopiero powstaje) dotyczące przyszłości. Opowiadają o kraju zaatakowanym przez potworną zarazę. Niby nic szczególnego, każdy mógłby wymyślić taką historię…

…5…
tory zupełnie się pokryły

Poważny niepokój u widza budzi jednak fakt, że owe ścieżki filmu (dokumentalna i fabularna) zaczynają mieć ze sobą coś wspólnego. Początkowo tylko delikatnie się zbliżają, tak jak czasami tory kolejowe. Nasze wstępne i jeszcze niczym nieuzasadnione obawy nabierają wyrazistszych barw dopiero, gdy tory się od czasu do czasu krzyżują. Coraz częściej rzuca się w oczy obecny cały czas na ekranie tytuł filmu. To kolejny, genialny wręcz zabieg techniczny autora. Oprócz tego, że wizualnie prezentuje się doskonale (intensywny, czerwony napis na czarno-białym obrazie), ma też koronny wpływ na akcję filmu. Coraz szybciej widz odpowiada sobie na zadane wyżej pytanie. Coraz mniej jest bliskości i normalności w tej Europie, jakby miniaturowymi kanalikami wkradała się do niej jakaś choroba. Coraz więcej jest w Epidemii nawiązań do zatopionej Europy znanej z Elementu Zbrodni. Sceny fabularne coraz mocniej przenikają do dokumentalnej rzeczywistości, akcentując pamięć o historycznych plagach opisywanych w literaturze. I choć finałowa scena (majstersztyk) sugeruje zwyczajne, nawet lekko humorystyczne zakończenie, to jednak jesteśmy świadkami wręcz dantejskiego obrazu (na nieco mniejszą skalę). Tory zupełnie się pokryły…

…6…
zły to ptak

Jesteś w pociągu. Przybyłeś nim właśnie do Niemiec, w Europie. Jest rok 1945… Tak najkrócej można streścić sytuację bohatera ostatniej części trylogii. Tytuł filmu jest chyba oczywisty Europa. Obraz ten różni się nieco od poprzednich dwóch. Jest wśród nich najbardziej dojrzałym filmowo dziełem (może dlatego, że jest rozdziałem kończącym). Ponownie autor czerpie z dorobku wielkich kina, szczególnie widoczne są wpływy Bergmana i Dreyera.

Nowotwór zżerający kontynent rozwinął się, dorósł, a wraz z nim Lars von Trier. Reżyser mniej tu eksperymentuje, skupiając się na poprawności warsztatowej obrazu (bardzo ładne kadry). Docieramy do Niemiec roku ’45. Kraj zanurzony jest w mrokach powojennej nocy. Wśród ruin przetaczają się masy przesiedleńców. Ludzkie życie uległo całkowitej dewaluacji. Nie można tu liczyć na pomoc bliźniego bo wszędzie panoszy się groza i śmierć. Człowiek jest tak słaby, że nawet nie myśli o próbie zjednoczenia się przeciwko tym strasznym realiom. Wszędzie mnóstwo patroli MP, głód, nienawiść i akcje Werwolfu. Absolutnie beznadziejna walka tych, którzy „wolą zginąć, niż uznać się za pokonanych”. Europa to „trierowski” Armagedon, źródło i jednocześnie apogeum zagłady jakiej uległ kraj wielkiej myśli. Nie bez powodu Trier odwrócił chronologię swojej trylogii. Każe nam wrócić tam, gdzie rozpoczynaliśmy ratowanie Europy po strasznej wojnie. Ale dlaczego to uczynił? Na pierwszy rzut oka to prorocza wizja kręgu, jaki mają zatoczyć dzieje Europy, wówczas koniec jest oczywisty… Może jednak jest to rodzaj ostrzeżenia, że jednak idziemy złą drogą i należałoby zawrócić by od początku przeanalizować nasze kroki. Tak czy inaczej trylogię Larsa von Triera należy traktować jako dzieło bardzo uniwersalne. Nawet osobiste dygresje autora dotyczą nas wszystkich. Nie jest to jednak wyrok na Europę, raczej hipotetyczna wizja niezwykle mądrego, wręcz genialnego człowieka, który odważył się skompromitować cały dorobek europejskiej kultury. Postanowił wyciągnąć na światło dzienne jego największe ułomności. Jako Europejczyk z krwi i kości kala własne gniazdo, abyśmy zobaczyli, że gnije od środka…

„Teraz doliczę do dziesięciu. Gdy powiem 10 będziesz w Europie …7…8…9…10„.

udo

Stosunki między pracownikiem a pracodawcą

5/5 - (2 votes)

Poszczególne aspekty stosunków między pracownikiem a pracodawcą regulo­wane są różnymi aktami prawnymi, co dotyczy zwłaszcza równych szans zatrudnienia, wynagrodzenia i świadczeń, stosunków pracowniczych oraz bez­pieczeństwa pracy i zdrowia. Tak samo jak każda inna dziedzina zarządzania, gospodarowanie zasobami ludzkimi podlega różnym regulacjom prawnym i orzeczeniom sądowym. Te ustawy i orzeczenia wpływają na funkcje zasobów ludzkich w wielu różnych dziedzinach[1].

Na sposób wzajemnego oddziaływania organizacji i ich pracowników wpływają także rozmaite zmiany społeczne. Przede wszystkim wiele dziedzin cierpi na brak wykwalifikowanych pracowników. Dotyczy to szczególnie takich zawodów, jak mechanik, pielęgniarka, czy programista komputerowy. W rezultacie organizacje musza polegać na pracownikach zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin i ponosić większe wydatki na przyuczanie swoich pracowników do bardziej złożonych prac. Z drugiej strony znacznie powszechniejsze niż przed kilku laty jest występowanie rodzin, w których dwie osoby pracują zawodowo. Organizacje muszą przystosować się do tej sytuacji, co może wiązać się z opóźnieniem przeniesienia, zaoferowanie zatrudnienia małżonkowi pracownika, którego firma pragnie utrzymać, oraz zapewnienie bardziej elastycznego czasu pracy i korzystniejszych dodatków.

Ważnym problem staje się również zatrudnienie „wedle woli”. Oznacza ono tradycyjne spojrzenie na miejsce pracy, zgodnie, z którym organizacja może z dowolnego powodu zwolnić pracownika. Wiele orzeczeń sądowych w ostatnich latach podtrzymało ten nowy punkt widzenia i ograniczyło możliwość zwalniania pracowników przez organizacje do przypadków, gdy istnieje wyraźny i słuszny powód lub, gdy odbywa się to w ramach zwolnień grupowych dokonywanych w skali całej organizacji[2].


[1] R. Griffin, op.cit., s. 421

[2] J.w., s. 422

Deklaracja Praw Dziecka

5/5 - (2 votes)

Deklaracja Praw Dziecka zatwierdzona jednogłośnie na Zgromadzeniu Ogólnym Narodów Zjednoczonych 20 listopada 1959 r. składała się z preambuły i dziesięciu zasad. Uwzględniono w niej po raz pierwszy prawa cywilne dzieci. Były to na przykład prawo do posiadania nazwiska i narodowości. Rozszerzono także zakres praw do opieki. Był to wielki krok w porównaniu z dotychczasowymi uregulowaniami. Przede wszystkim przyjęto, iż prawa dziecka mają powszechny charakter, gdyż przysługują one każdemu dziecku. Po raz pierwszy Deklaracja zawarła stwierdzenie, iż dziecko ze względu na swoją niedojrzałość fizyczną i umysłową potrzebuje szczególnej opieki. Przy czym rozszerzyła ona ochronę prawną dziecka przed urodzeniem jak i po nim. Według postanowień zawartych w Deklaracji do harmonijnego rozwoju potrzebuje ono miłości i zrozumienia. Zapewniała ona prawa dziecka do wzrastania i wychowywania się pod pieczą rodziców a także prawo do nauki. Większość z tych praw nie dała się wyegzekwować prawnie. Jednak nie umniejsza to wartości Deklaracji jako olbrzymiego kroku w kierunku kształtowania praw dziecka na świecie.

Katalog praw dziecka został sprecyzowany przez uchwaloną 20 listopada 1989 r. Konwencją Praw Dziecka. Inicjatorem Konwencji była Polska, tu też uzyskała ona moc obowiązującą 7 lipca 1992 r. Treść Konwencji jest znacznie bogatsza niż dotychczasowe akty prawa międzynarodowego w tym zakresie. Tekst właściwy Konwencji poprzedza Preambuła. Nawiązuje ona do międzynarodowych aktów prawnych, w których zawarte są prawa człowieka „dokumentów, które uważane są za swoiste akty konstytucyjne współczesnej ochrony praw człowieka do Karty Narodów Zjednoczonych, Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Międzynarodowych paktów Praw Człowieka15. Preambuła pomaga niewątpliwie w zrozumieniu, czym są prawa dzieci, że wywodzą się one bezpośrednio z praw człowieka.

Konwencja zakazuje wszelkiej dyskryminacji dzieci, nie dzieli je na te, które pochodzą z małżeństwa i spoza niego. Pełny zakres praw obejmuje: prawa dziecka jako istoty ludzkiej (osobiste), prawa cywilne, kulturalne, socjalne, ale także polityczne16. Wszystkie one mają jednakową wartość, co zapewnia między innymi art. 3 i 4, a także inne przepisy.

Podkreśla ona za Deklaracją genewską, iż z uwagi na swoją niedojrzałość fizyczną i umysłową dziecko wymaga specjalnej opieki i troski, a także zwraca uwagę na to, że elementem opieki i troski o dziecko jest ochrona prawna, tak wobec nienarodzonego jak i narodzonego. W szeroki sposób reguluje ona prawa dzieci niepełnosprawnych, dzieci – uchodźców a także prawa dzieci w czasie konfliktów zbrojnych. Państwa – Strony muszą zapewnić im szczególną troskę, a także skuteczny dostęp do nauki, opieki zdrowotnej i rehabilitacyjnej. Dziecko ubiegające się o statut uchodźcy musi otrzymać odpowiednią ochronę i pomoc humanitarną ze strony państwa.

Naukowcy17 zwracają uwagę na istnienie w Konwencji czterech ogólnych zasad chroniących prawa dzieci. Są to: zasada pełnej i skutecznej ochrony dziecka, niedyskryminacji, nadrzędności interesów dziecka oraz praw nabytych. Pierwsza z nich zobowiązuje państwo do zapewnienia każdemu dziecku, które podlega jego jurysdykcji, praw ujętych w Konwencji. W praktyce oznacza to rozszerzenie tego obowiązku poza własne terytorium, czyli wszędzie tam, gdzie obowiązuje ta jurysdykcja. Zasada niedyskryminacji zobowiązuje państwo do ochrony dziecka przed wszelkimi formami dyskryminacji lub karania z powodu statusu prawnego, działalności, poglądów jego rodziców itp. Prawa dziecka przysługują każdemu dziecku niezależnie od rasy, koloru skóry, płci, języka religii – mają więc charakter uniwersalny. Wszelkie działania osób i instytucji muszą być nastawione na przestrzeganie dobra i interesów dziecka. Takie traktowanie zapewnia skuteczność ochrony dziecka jako osoby niedojrzałej podobną do ochrony praw człowieka dorosłego. Kolejną zasadą jest zasada nadrzędności interesów dziecka. Zgodnie z nią wszystkie decyzje dotyczące dzieci muszą zabezpieczać ich interes, a zadaniem państwa jest czuwanie nad działalnością odpowiednich instytucji odpowiedzialnych za ich opiekę i ochronę. Ostatnia to zasada praw nabytych. Gwarantuje ona pierwszeństwo korzystniejszym dla dziecka rozwiązaniom zawartym w ustawodawstwie danego kraju a także w prawie międzynarodowym obowiązującym dane państwo.

Konwencja jest aktem bardzo nowoczesnym. Reguluje sprawy aktualne dotyczące dzieci. Ustawodawca międzynarodowy miał do rozstrzygnięcia spór co do potrzeby pełnej ochrony życia człowieka od jego poczęcia czy też od jego urodzenia. W art. 1 Konwencji przyjęto kompromis, według którego dzieckiem jest istota ludzka w wieku poniżej osiemnastu lat, chyba, że zgodnie z prawem odnoszącym się do dziecka uzyska ono wcześniej pełnoletność. Ustawodawca, więc nie uregulował tego problemu jednoznacznie. Termin „istota ludzka” oznacza niewątpliwie takie dziecko, które urodzi się z rodziców pomimo wszelkiego rodzaju deformacji czy też niedorozwoju. Przyjmuje się na ogół, że dziecko nienarodzone – płód jest istotą ludzką, choć dla niektórych jest to wciąż jeszcze wątpliwe. W traktatach dotyczących praw człowieka prawo do życia jest różnie uregulowane. Deklaracja Praw Człowieka przyznaje prawo do życia „jednostce ludzkiej”, Pakt Praw Politycznych – „istocie ludzkiej”, a Europejska Konwencja Praw Człowieka po prostu „osobie”. W Konwencji o Prawach Dziecka ustawodawca expressis verbis sformułował prawo dziecka do życia (art.6). Również dyrektywy zamieszczone w preambule do Konwencji wskazują na istnienie różnorodnych potrzeb nie tylko po urodzeniu, ale również przed nim.

Państwa – Sygnatariusze mają za zadanie zapewnić dziecku warunki życia i rozwoju na miarę jego potrzeb. Rodzina jest podstawową komórką społeczeństwa i niezastąpionym środowiskiem rozwoju dziecka. Inne akty prawa międzynarodowego również podkreślają szczególną rolę rodziny w procesie rozwojowym i wychowawczym (np. art. 16 ust. 3 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka). Preambuła Konwencji o Prawach Dziecka podkreśla, że rodzina musi być otoczona niezbędną ochroną oraz wsparciem tak, by mogła w pełnym zakresie wypełniać swoje obowiązki. Dziecko zaś winno wychowywać się w środowisku rodzinnym w atmosferze szczęścia, miłości i zrozumienia. To prawo dziecka do rodziny można wyinterpretować z wielu norm Konwencji. Dla realizacji tego prawa Konwencja nakłada na państwa szereg obowiązków. Między innymi są to: poszanowanie autonomii stosunków rodzinnych (art. 8), troska o to, aby nie oddzielać dziecka od rodziców bez ważnej przyczyny (art. 9). Podstawowa rola rodziny dla rozwoju dziecka ma swój wyraz również w zaleceniach dla państw, aby w sytuacji stałego, lub czasowego pozbawienia dziecka środowiska rodzinnego preferowały one adopcję, a także umieszczenie go w zastępczym środowisku rodzinnym. Organy państwowe powinny również uwzględniać postulat rozszerzenia autonomii dziecka w miarę jego dojrzewania, co oznacza niewątpliwie stopniowe ograniczanie władzy rodzicielskiej.

Potwierdzeniem tych wskazań konwencyjnych jest wydana 29 maja 1993 r. w Hadze Konwencja o Ochronie Dzieci i Współpracy w Dziedzinie Przysposobienia międzynarodowego18. Państwa uznają w niej, iż dla pełnego i harmonijnego rozwoju osobowości dziecko powinno dorastać w środowisku rodzinnym, w atmosferze szczęścia miłości i zrozumienia. Podkreślają, że dla każdego państwa sprawą nadrzędną powinno być stosowanie odpowiednich środków w celu umożliwienia dziecku pozostawania pod opieką jego naturalnej rodziny.

Normy dotyczące ochrony dziecka w kontekście jego więzi z rodziną odpowiadają w pełni założeniom systemu wartości polskiego społeczeństwa. Panuje bowiem przekonanie, że jest ono osobą nadającą sens i wartość rodzinie. Kościół Katolicki w swym nauczaniu podkreśla szczególne powołanie małżonków do przekazania życia. Adhortacja Apostolska Ojca Świętego Jana Pawła II Familiaris Consortio z 22 listopada 1981 r. podkreśla, iż: „miłość małżeńska, prowadząc małżonków do wzajemnego poznania, które czyni z nich „jedno ciało”, nie wyczerpuje się wśród ich dwojga, (…) stają się współpracownikami Boga, udzielając daru życia nowej osobie”. I dalej Ojciec Święty naucza: „Stawszy się rodzicami, małżonkowie otrzymują od Boga dar nowej odpowiedzialności”19. Jednocześnie Kościół podkreśla, iż gdy zrodzenie potomstwa jest niemożliwe, życie małżeńskie nie traci z tego powodu swojej wartości. Definicja rodziny na gruncie obecnych realiów nie wydaje się taka oczywista20. Coraz więcej państw postuluje o to, aby zmieniono definicję rodziny, gdyż nie koniecznie powstanie rodziny musi mieć miejsce w małżeństwie. Według niektórych państw „klasyczna patriarchalna struktura rodziny powinna zostać przystosowana do tych nowych faktów.”21 Niewątpliwie świadczy to o upadku w ówczesnym społeczeństwie wartości, które od wieków były podstawą życia moralnego. Należy sobie zadać pytanie o byt społeczeństwa, które podważa jedno z podstawowych praw swojej egzystencji. Próby takie niejednokrotnie oparte są na błędnych definicjach norm zawartych w aktach prawnych stanowiących fundament praw człowieka.

Od początku 1991 r. działa 10 – osobowy Komitet Praw Dziecka powołany do badania postępów w realizowaniu zobowiązań w niej zawartych przez państwa – strony Konwencji. Mają one obowiązek przekładania Komitetowi sprawozdań o stosowaniu środków służących realizacji praw przewidzianych w Konwencji, a także o postępach w korzystaniu z tych praw.

W 1989 r. została zorganizowana światowa konferencja poświęcona problemom dzieci. Przedstawiciele 135 państw podpisali wówczas wspólną deklarację podejmując się jednocześnie programu działań, które miały zapewnić do 2000 roku m.in. redukcję o jedną trzecią liczby dzieci umierających przed ukończeniem piątego roku życia, zaspokojenie potrzeb żywnościowych dzieci, redukcję o połowę analfabetyzmu, przyznanie pierwszeństwa akcjom pomocy dzieciom – ofiarom wojen i przymusowych migracji.

Ważną rolę w kształtowaniu praw dziecka odegrała Europejska Konwencja o Wykonywaniu Praw Dziecka22. Konkretyzuje ona prawa procesowe dzieci. Mają one prawa tak do żądania od organu procesowego (i nie tylko) odpowiedzi na konkretne pytania, jak też do żądania ustanowienia przedstawiciela, który musi reprezentować dziecko w przypadku, gdy osoby, na których spoczywa odpowiedzialność rodzicielska nie mogą reprezentować go w postępowaniu sądowym. Organ sądowy w postępowaniu dotyczącym dzieci powinien podjąć decyzję zgodną z dobrem dziecka, a także przykładać należytą wagę do wyrażonego przez nie stanowiska. Organizacje krajowe powinny natomiast wspierać promowanie i wykonywanie praw dziecka poprzez instytucje, które m. in. będą dostarczać informacji dotyczących wykonywania praw dzieci.

Prawa dziecka odnoszą się głównie do relacji państwo – dziecko. Zatem państwo przyjmuje na siebie odpowiedzialność w zakresie ich ochrony. Zobowiązaniem jego jest zapewnienie dziecku ochrony i opieki w takim stopniu, w jakim jest to dla niego niezbędne.


15 M. Piechowiak: Preambuła, [w:] Konwencja o Prawach Dziecka. Analiza i wykładnia, Poznań 1999, s.20.

16 Inaczej A. Kwak, A. Mościskier: jw., s. 48.

17 Tak twierdzą B. Gronowska, T. Jasudowicz, C. Mik: O prawach dziecka, Toruń 1994, s. 14 – 17.

18 Dz. U. 00 nr 107, poz. 1128.

19 Ojciec Święty Jan Paweł II, Adhortacja Apostolska Familiaris Consortio, wyd. 22. 11 1989 r.

20 Por. A. Grześkowiak, jw. s. 161.

21 op. cit. s. 162.

22 Dz. U. 00 nr 107 poz. 1128.

Prawa dziecka w nauczaniu Kościoła Katolickiego

5/5 - (2 votes)

podrozdział pracy magisterskiej

Dzieci, będące osobami bezbronnymi z uwagi na swój wiek, zajmują szczególne miejsce zarówno w nauczaniu Ojca Świętego, jak i Kościoła Katolickiego.

W Starym Testamencie napotykamy na sytuacje, które wskazują na to, że dzieci były traktowane ze szczególną troską. W Księdze Wyjścia Bóg objawia swoją wyjątkową miłość do sierot, podejmując się ich opieki.40 W Księdze Samuela natomiast opisane jest powołanie małego chłopca, któremu Bóg powierza misję dla całego narodu wybranego.

Nowy Testament, zwłaszcza Ewangelie, zawiera wiele scen, w których dzieci odgrywają główną rolę. Jezus Chrystus sam był tym dzieckiem zrodzonym z niewiasty, którego zapowiadali prorocy.41 Ewangelista Marek opisuje Jezusa jako tego, który okazywał dzieciom szczególną miłość: „biorąc je w objęcia, kładł na nich ręce i błogosławił je”42.

Współcześnie trudno oszacować ogrom pracy Kościoła na rzecz dzieci. Niełatwo zliczyć przemówienia papieży, dokumenty wydawane przez Dykasteria Kurii Rzymskiej, pracę biskupów, księży, osób konsekrowanych oraz świeckich w tej dziedzinie.43

Kluczowe dokumenty Kościoła Katolickiego dotyczące tej tematyki to między innymi: dokumenty wydane podczas Soboru Watykańskiego II (takie jak Deklaracja o wychowaniu), Kodeks Prawa Kanonicznego oraz Katechizm Kościoła Katolickiego, wydany 11 października 1992 roku, który akcentuje prawa dzieci, mówiąc o małżeństwie, rodzinie i wychowaniu.

Podczas Soboru Watykańskiego II zwrócono uwagę, że dzieci ze względu na swoją niedojrzałość potrzebują specjalnej opieki. 28 października 1965 roku, Ojcowie zgromadzeni na Soborze pod przewodnictwem Papieża Pawła VI wydali Deklarację o wychowaniu chrześcijańskim.44 Stwierdzili w niej, że dzieci i młodzież mają prawo do oceny wartości moralnych zgodnie z ich sumieniem. Zauważyli również, że wiele dzieci nie posiada podstawowego wykształcenia, wzywając wiernych do podjęcia wszelkich starań, aby zapewnić im edukację i potrzebną opiekę. W deklaracji podkreślono także, że kluczową rolę w wychowaniu odgrywają rodzice, którzy są zobowiązani do wychowania swojego potomstwa. Obowiązkiem ich jest stworzenie takiej atmosfery, żeby była ona przepojona miłością oraz szacunkiem do ludzi i Boga.

Adhortacja Apostolska Familiaris Consortio, skierowana przez Ojca Świętego do biskupów, kapłanów i wiernych całego Kościoła Katolickiego, ma ogromne znaczenie, gdyż dotyczy zadań rodziny we współczesnym świecie. W punkcie 26 podkreśla się obowiązek szczególnej troski, jaką rodzina powinna otaczać dziecko. Rodzina ma na celu rozwijanie głębokiego szacunku dla godności osobistej dziecka oraz służenie jego prawom. Szczególnie istotne jest to w przypadku małego dziecka wymagającego opieki, a także dziecka chorego czy upośledzonego. Adhortacja podkreśla powołanie Kościoła do objawiania i przedstawiania na nowo w dziejach przykładu i nauki Jezusa, który umieścił dziecko w centrum. Troszcząc się o dzieci, Kościół realizuje swoje podstawowe posłannictwo. Dzieci wnioskują „cenny wkład” w budowanie wspólnoty rodzinnej oraz w uświęcanie rodziców, dlatego też cechą charakterystyczną chrześcijan powinny być: szacunek, miłość i służba. Ta służba urzeczywistnia się w powołaniu do przekazywania życia.

Papież Jan Paweł II, odwołując się do nauczania Soboru, podkreśla specjalne zadanie rodziców w wychowaniu potomstwa, wynikające z „najbardziej pierwotnego powołania małżonków do uczestnictwa w stwórczym dziele Boga”45. Rodzice powinni być uznani za pierwszych wychowawców, a rodzina jest pierwszą szkołą. Ojciec Święty nazywa obowiązek wychowania dzieci również prawem. To prawo-obowiązek ma pierwszeństwo względem „zadań wychowawczych innych osób”. Rodzice powinni wychowywać swoje dzieci do miłości, nieustannie dając im dar z siebie.

Kolejny dokument, Konstytucja Duszpasterska o Kościele w świecie, przedstawia podobne wartości. Stwierdza ona, że dzieci są najcenniejszym darem małżeństwa i przynoszą rodzicom najwięcej dobra. Przykład rodziców powinien więc wyznaczać im drogę do zbawienia i świętości. Dzieci odpłacają się rodzicom uczuciem wdzięczności, głębokim szacunkiem i zaufaniem. Konstytucja ponownie podkreśla, że instytucja małżeństwa i miłość małżeńska są nastawione na rodzenie i wychowywanie potomstwa, co stanowi ich najważniejsze dopełnienie. Dobro dzieci wymaga pełnej wierności małżonków. Aby rodzina mogła osiągnąć pełnię swego życia i zrealizować swój cel, potrzebne jest troskliwe współdziałanie w wychowaniu dzieci.

Wszystkie te dokumenty ukazują, jak ważne są dzieci dla Kościoła Katolickiego i jak istotne jest ich wychowanie w duchu chrześcijańskim. Rodzice, jako pierwsi wychowawcy, mają kluczową rolę w przekazywaniu wartości i nauk Kościoła swoim dzieciom. Kościół wspiera rodziców w ich misji i zwraca uwagę na znaczenie tworzenia środowiska, w którym dzieci mogą rozwijać się duchowo i moralnie. W tym kontekście, rodzina jest uznawana za podstawową jednostkę społeczną, która ma istotny wpływ na duchowe i moralne życie dzieci.

Kościołowi zależy na tym, by rodzice byli odpowiedzialni i zaangażowani w wychowanie swoich dzieci, kładąc nacisk na wartości takie jak miłość, szacunek, służba czy wdzięczność. Wychowywanie dzieci w duchu chrześcijańskim ma na celu nie tylko kształtowanie wartości moralnych, ale także prowadzenie dzieci ku zbawieniu i świętości.

Wspólna praca rodziców, Kościoła i społeczności chrześcijańskiej może przyczynić się do tworzenia zdrowego, wartościowego środowiska, w którym dzieci będą mogły rozwijać się zarówno duchowo, jak i emocjonalnie. W ten sposób Kościół spełnia swoje podstawowe posłannictwo, dbając o przyszłe pokolenia i kierując je na drogę zbawienia.

Ojciec Święty często podkreśla, że dzieci są przyszłością społeczeństwa, a Kościół ma za zadanie przyjmować je tak, jak uczynił to Jezus Chrystus, ponieważ dzieci są wielkim darem dla całego społeczeństwa. Jak mówił Jan Paweł II w orędziu na Światowy Dzień Pokoju w 1994 roku: „Społeczność, która odrzuca dzieci, nigdy nie zazna pokoju”. W przemówieniu do uczestników VIII Międzynarodowej Konferencji zorganizowanej przez Papieską Radę do spraw Duszpasterstwa Służby Zdrowia, Ojciec Święty stwierdził: „Dorośli jutra to dzisiejsze dzieci. (…) Potrzebne jest zatem skuteczne działanie w obronie dzieci, co wymaga zaangażowania nauki, przeznaczenia odpowiednich środków na ten cel oraz odbudowy podstawowych wartości na płaszczyźnie indywidualnej i społecznej, które stanowią fundament właściwego ładu społecznego (…)”46.

W Liście do dzieci wydanym 13 grudnia 1994 roku, Jan Paweł II pisał o szczególnej wartości dziecka w oczach Boga. Jezus Chrystus, Syn Boży, stawia dziecko jako wzór zaufania i bezgranicznego oddania się Bogu. Papież wyraża w Liście do dzieci myśl, że „jest coś takiego w dziecku, co winno się odnaleźć we wszystkich ludziach”47.

Jan Paweł II wielokrotnie wskazuje, że wszystkie prawa dziecka zawierają się w jego prawie do bycia kochanym. Wszystkie prawa dziecka wywodzi on z godności dziecka jako osoby stworzonej przez Boga-Stwórcę, który jest także dawcą życia. Społeczeństwo ma obowiązek kochać dzieci, a z tego obowiązku wynikają kolejne: chronienie ich godności, otaczanie opieką i wspieranie ich rozwoju. „Wobec każdej ludzkiej istoty, zawsze godnej najwyższego szacunku ze względu na posiadaną godność osobową, społeczeństwo i Kościół winny wypełniać swoje specyficzne zadania, przyczyniając się do krzewienia solidarności w społeczeństwie”48 – mówił Papież.

Ojciec Święty w swoim nauczaniu często zaznacza, że państwo powinno podejmować wszelkie możliwe środki, aby zagwarantować poszanowanie życia każdej osoby, a zwłaszcza życia dziecka nienarodzonego. W Encyklice Evangelium vitae czytamy, że ochrona, poszanowanie i umacnianie godności osoby ludzkiej powinny być troską całego społeczeństwa.49 Gdy państwo nie wykorzystuje swojej władzy dla ochrony praw każdego obywatela, zwłaszcza najbardziej bezbronnych i najsłabszych, jego fundamenty są zagrożone. Państwo nie może unikać obowiązku poszanowania życia, powołując się na wolność sumienia i wyboru, ponieważ szacunek dla życia jest podstawą wszystkich innych praw, w tym także wolności. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina: „niezbywalne prawo każdej niewinnej ludzkiej istoty do życia stanowi element konstytutywny społeczeństwa i jego prawodawstwa”50.

Papież dostrzega potrzebę ochrony życia najmłodszych, zwłaszcza w najuboższych krajach, gdzie dzieci szczególnie doświadczają cierpień fizycznych z powodu głodu, chorób czy kalectwa, oraz cierpień moralnych spowodowanych złym traktowaniem ze strony rodziców, ale nie tylko. „Jan Paweł II ze smutkiem konstatuje, że nowe perspektywy, jakie stworzył postęp nauki i techniki, dały niestety początek nowym formom zamachów na godność człowieka”51. Wśród najbardziej pokrzywdzonych, Ojciec Święty wymienia dzieci nienarodzone, porzucone, maltretowane, dzieci pozbawione miłości oraz żyjące w skrajnej nędzy52. Papież zauważa, jak często łamane jest współcześnie prawo międzynarodowe nakazujące szczególną ochronę najmłodszych. Wiele z nich staje się ofiarami wojen czy różnych form przemocy, a także jest zmuszanych do uczestnictwa w wojnach. Szczególnie dramatyczna, jak podkreśla Jan Paweł II, jest sytuacja dzieci w Afryce. Papież dostrzega również problemy dzieci niepełnosprawnych, tak często spychanych na margines społeczeństwa. Był on inicjatorem wielu instytucji służących pomocy dzieciom, takich jak Papieskie Dzieło Świętego Dziecięctwa czy liczne ruchy na rzecz adopcji. Ojciec Święty podkreśla, że więź między rodzicami a dzieckiem jest chroniona przez prawo w ramach rodziny, która jest trwale związana węzłem małżeńskim.

Warunkiem pełnego, ludzkiego rozwoju jest wychowanie dziecka w rodzinie, która zapewnia bezpieczeństwo. Ojciec Święty w Liście do Rodzin, wydanym 2 lutego 1994 r., podkreślił, że troska o wychowanie dziecka obejmuje wiele lat wspólnego życia małżonków. To dzieci przekształcają małżeństwo w rodzinę i są one skarbem dla swoich rodziców: „dar życia staje się równocześnie darem dla samych dawców”53. Dziecko obdarowuje swoich rodziców.

Papież zaznaczył również, że wychowanie dziecka polega na podejmowaniu działań, które umacniają więź człowieka z wartościami takimi jak dobro i prawda. Od rodziców wymaga się, aby w dziedzinie wychowania wprowadzali dziecko na ścieżkę dobra, które jest wpisane w jego serce.54

Wychowanie w rodzinie gwarantuje stabilność emocjonalną i umożliwia dziecku rozwój w oparciu o wartości, które są istotne dla zdrowego funkcjonowania w społeczeństwie. Rodzice, poprzez swoją miłość i troskę, wprowadzają dzieci w świat wartości, ucząc je, jak radzić sobie z trudnościami życia i jak podejmować właściwe decyzje. Dlatego tak ważne jest, aby rodzice byli odpowiedzialni i świadomi swojego zadania wychowawczego, aby wspierać swoje dzieci na drodze do dobra i prawdy.


40 Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallotinum, Poznań 2000, Wyj. 22.21 i n.

41 Tamże, Mt 1, 22 – 23 i Iz 7, 11.

42 Tamże, Mk 10, 13.

43 Kard. Z. Grocholewski: Prawa dziecka a dobro dziecka, [w:] W służbie dziecku, jw. s. 59.

44 Deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim, wyd. 28. 11. 1965 r. Podczas obrad Soboru Watykańskiego II przez duchowieństwo na czele z papieżem Pawłem VI.

45 Adhortacja Familiaris Consorito, jw. pkt. 36.

46 Przemówienie Ojca Świętego do uczestników VIII Międzynarodowej Konferencji zorganizowanej przez Papieską Radę do spraw Duszpasterstwa Służby Zdrowia 20 XI 1993 r., tekst w: Rodzino co mówisz o sobie. Dokumenty i przemówienia papieskie w Roku Rodziny, Kraków 1995 r., s.167.

47 Por. A. Rynio: Wartość dziecka w nauczaniu Jana Pawła II, [w:] W służbie dziecku, jw. s. 138.

48 Przemówienie Ojca Świętego do uczestników Kongresu Papieskiej Rady do spraw Rodziny: Dziecko niepełnosprawne w rodzinie wygłoszone 4 XII 1999 r., tekst w: „L`Osservatore Romano” 2000 r., XXI, nr 2 s. 32.

49 Jan Paweł II: Evangelium vitae, pkt. 81.

50 Katechizm Kościoła Katolickiego, wyd. II poprawione, Pallotinum 2002 r., pkt. 2273.

51 B. Oszustowicz: „Społeczność, która odrzuca dzieci nigdy nie zazna spokoju” – refleksje z nauczania Jana Pawła II, [w:] W służbie dziecku jw. s. 343.

52 Por. Adhortacja Christifideles Laici pkt. 5, a także: List Ojca Świętego do dzieci w Roku Rodziny [w:] Rodzino, co mówisz o sobie jw. s. 143.

53 Jan Paweł II: List do Rodzin, pkt. 11.

54 op. cit. pkt. 5.

Wolność absurdalna – Sartre

5/5 - (1 vote)

Krzysztof Pomian dokonuje szkicu egzystencjalnego etapu w filozofii Jeana Paula Sartre’a, który ma czytelnikowi ułatwić zrozumienie Wolności kartezjańskiej – rozprawy tego francuskiego egzystencjalisty.

Wedle Krzysztofa Pomiana Sartre odchodzi od rozumienia „istnienia” jako zajmowania określonego wycinku czasoprzestrzeni. Tak istnieją stoły i domy. Człowiek nie jest stołem; żyje, cierpi, myśli, czuje, marzy i usiłuje marzenia zrealizować, a gdy tego dokonuje czuje dalej niedosyt. Żadne zwycięstwo nie daje mu ukojenia, nie jest mu dane doznawanie uczucia, że ma już wszystko, że niczego już więcej nie pragnie, że jest zaspokojony. Na etapie ówczesnej wiedzy nie ma podstaw, aby twierdzić, że stół doznaje podobnych uczuć , zatem człowiek istnieje inaczej niż on. Człowiek jest podobny do stołu, ale tylko gdy jest przeszłością, czyli wtedy, gdy go nie ma, bo wtedy nie może już niczego zmienić. Gdy umiera życie jego wyzwala się z pod jego panowania, staje się czymś zamkniętym i uprzedmiotowionym. Jednak póki jest może zrobić wszystko, a każdy jego krok zmieni sens dotychczasowych. Może oprzeć się torturze. To jest zawsze jego wybór. Jestem wolny. Póki jestem mogę zrobić wszystko, zawsze mam wybór.

Jednak czy inni ludzie też są wolni? Czy Adam, Jan, Tadeusz istnieją tak, jak istnieję ja? Z punktu widzenia każdego z nich – tak. Z mojego – istnieją inaczej, gdyż są oni dla mnie przedmiotem. Widzę ich twarze, ręce, słyszę mowę, dostrzegam gest, działania, jednak nie dostrzegam ich świadomości. Piotr gestykuluje, rusza się, działa w jakimś celu, ale ja mogę to wszystko inaczej odbierać. Jego cel, który wnioskuję z obserwacji jego osoby może wydawać mi się inny od rzeczywistego jaki przyjął sobie. Moja interpretacja jego zachowania pociąga za sobą jego uprzedmiotowienie. Pozbawiam go wolności, gdyż ograniczam jego możliwości. Wszyscy są zależni ode mnie, lecz i ja jestem zależny od wszystkich.

Można powiedzieć zatem, już w języku filozofii, że podmiot ma świadomość samego siebie. Świadomość samego siebie oznacza, że jest się świadomym tego, że jest się każdego kroku świadomym.

Pierwszą konsekwencją tak rozumianego podmiotu jest, że człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Świadomość siebie rejestruje rzeczy dokonane, świadomość świadomości jest instrumentem kontrolującym. Ona to bada w jakim stopniu zrealizowane zostało zamierzenie. Jednak zawsze dostrzega rozdźwięk między ideałem a rzeczywistością. To stałe niezrównoważenie, ten nieprzerwany rozdźwięk między świadomością siebie a świadomością świadomości siebie umożliwia egzystencję człowieka.

Drugą konsekwencją jest walka bytu i nicości. Wszystko co dokonane, osiągnięte, załatwione, to, co jest intencjonalnym przedmiotem świadomości siebie jest bytem. Nicością jest ideał, wartość, czyli to, co jest przedmiotem świadomości własnej świadomości. Wytłumaczyć to można w ten sposób, iż kiedy człowiek uznaje coś za swój ideał, ideał nie istnieje, gdyż jeszcze nie jest urzeczywistniony. Gdy przystępuje do jego realizacji to przekształca go w byt, lecz gdy tego dokona uznaje jego niewystarczalność. Zbliżyłem się do ideału, lecz to, co osiągnąłem jeszcze nim nie jest. Wniosek jest taki, że ideał jest nicością, albowiem gdy się go zakłada jeszcze nie istnieje, gdy ocenia się trud wcielenia go w życie, dostrzega się, że nadal jest nieobecny.

Trzecią konsekwencją jest istnienie wiecznej niestabilności między świadomością siebie a świadomością świadomości, istnienie koniecznej nieodpowiedniości między intencją a rezultatem, ideałem a rzeczywistością. Nieuchronność tego absurdu założona jest w samej strukturze człowieka.

Gdyby w człowieku nastąpiła stabilizacja obu świadomości (uznał on swe ideały za urzeczywistnione w pełni) wtedy człowiek przestaje istnieć jako człowiek. Urzeczywistnił ideał i nie brak mu już niczego, zanika jego świadomość siebie jako odrębnego od całokształtu innych ludzi i rzeczy. Staje się on rzeczą miedzy rzeczami – bytem w sobie.

Wybór między klęską a klęską – oto prawdziwa sytuacja człowieka. Albo będzie wiecznie niezaspokojony, albo będzie rzeczą. Tej pierwotnej sytuacji człowiek nie chce przyjąć do wiadomości. Wierzy, że zrealizuje swe ideały, a zarazem pozostanie bytem dla siebie jednocześnie. Pragnie być Bogiem. Jednak gdy przekonuje się, że jest to niemożliwe, wyobraża sobie, że istnieje twór, który może tego dokonać. Następnie obarcza go odpowiedzialnością za swoje czyny. Wiara taka jest złą wiarą. Gdy człowiek ją akceptuje jest nieautentycznym. Powinien odrzucić wszelkie poglądy głoszące, że jego odpowiedzialność za własne postępowanie ponosi ktoś inny. Jest tak, gdyż podstawowy nakaz moralny Sartre’a głosi, że człowiek powinien być autentyczny.

Dzięki wolności człowiek może być autentyczny. Tym, co wyróżnia człowieka od innych bytów jest jego nastawienie na przyszłość. To, że jest on przyszłością, oznacza, że jest on tym, czym nie jest, gdyż przyszłości jeszcze nie ma. Wniosek – jest on nicością, ponieważ jest tym, czym nie jest. To czego nie ma, nie może być zdeterminowane. Tylko to, co jest może podlegać determinacjom. Człowiek zatem jest wolnością. W każdej sytuacji jest wolny (ma wybór). Wykręca się od odpowiedzialności gdy usprawiedliwia swoje poczynania okolicznościami zewnętrznymi. Jednak gdy im ulega, to najpierw zdecydował, że będzie im ulegał. Jest za to odpowiedzialny. Wolność człowieka realizuje się, więc w zakładaniu przezeń określonych ideałów. Jest on skazany na wolność i nie może się jej pozbyć. Człowiek jest świadomy wolności i odpowiedzialności. Ta świadomość przejawia się w niepokoju, który wynika z wiedzy, iż może odrzucić wszystkie wartości, że wartości ustanawia on sam, że zależą tylko od niego. A gdy pragnie uciec od odpowiedzialności za decyzję wyboru określonych wartości, to też jest świadomy, że od owej odpowiedzialności ucieka. Nawet gdy wyrzeka się wolności czyni to będące wolnym.

Postępowania człowieka nie da się przewidzieć. Wynika to z twierdzenia, że jest wolnością, czy nicością. Można je poznać dopiero gdy się zrealizuje. Jego istotą są konkretne ideały, które stawia on przed sobą, a które można poznać gdy się urzeczywistnią (staną się bytem). Tak definiowana istota człowieka jest następstwem stwierdzenia, że jest on nicością. Albowiem to, co nie jest, nie może być poznane. O człowieku wiemy tylko to, co zrobił, co dokonał w przeszłości, to, co się zobiektywizowało. Jednak sens tej przeszłości, dopóki żyje, może ulec zmianie. Jest tak ponieważ znaczenie przeszłości jest określone przez przyszłość.

Jean Paul Sartre w Wolności kartezjańskiej dokonuje próby reinterpretacji filozofii Kartezjusza. Uważa, że jego rodak na ponad dwieście pięćdziesiąt lat przed dwudziestowiecznym egzystencjalizmem formułuje kilka z głównych tez: że człowiek jest nicością, że człowiek jest wolnością – rozumianą jako zdolność zaprzeczania danym świata zewnętrznego (wolność jako władza negatywna), oraz tezę, że człowiek jest całkowicie odpowiedzialny za korzystanie ze swej wolności. Polemizując z poglądami Kartezjusza, Sartre przedstawia swoje.

Wolność może objawiać się rozmaicie. Czym innym jest być wolnym w zakresie przedsięwzięcia politycznego, a czym innym doświadczenie bycia wolnym w akcie rozumienia i dociekania. Kartezjusz doświadcza wolności, „która własnymi siłami odkrywa rozumne stosunki, między już istniejącymi esencjami”(1).

Przed zrozumieniem jest moja wola zrozumienia. Muszę chcieć skupić uwagę i wytężyć umysł. „Najmniejszy nawet wysiłek myśli angażuje całą myśl, myśl autonomiczną, która każdym swym aktem ustanawia swą całkowitą i absolutną niezależność”(2). Ta myśl, aby zrozumieć, musi mieć „coś”, co może zrozumieć jakieś obiektywne stosunki między esencjami, struktury, z góry dany system relacji. Oznacza to, że droga wolności i zrozumienia jest dokładnie wytyczona. Człowiek może kontemplować ideę, ale nie może jej wytworzyć. Człowiek jest autonomiczny wobec systemu idei dzięki władzy negacji. Może mówić „nie” wszystkiemu, co nie jest prawdziwe. To jest druga teoria wolności w doktrynie Kartezjusza.

Człowiek, wedle Kartezjusza, jest odpowiedzialny wobec prawdy. Aby prawda istniała muszę ją stwierdzić. Mam wolę sądzenia. To dzięki mnie mgliste, neutralne idee, nie będące ani prawdziwe, ani fałszywe są przekształcane w naturalny porządek prawd. Dzięki człowiekowi prawda pojawia się w świecie. Ludzie są odpowiedzialni za to, aby naturalny porządek jestestw stał się naturalnym porządkiem prawd. Aby nadeszło królestwo prawdy człowiek musi powiedzieć „tak”, lecz wymaga to nieskończonej mocy użytej za jednym zamachem. „Tak” człowieka jest tożsame z „tak” Boga. Wolność decyzji, której obecności nie można zaprzeczyć, jest cechą upodabniającą człowieka du Boga.

Każdy człowiek jest wolnością, gdyż wolność jest właściwością wyróżniającą człowieka. Wolności człowieka nie mogą ograniczyć ani zwiększyć jego możliwości i sytuacje zewnętrzne, gdyż być wolnym to chcieć tego, co możliwe. Jednak ta wolność jest pozytywna i konstruktywna, o czym mówi np. druga reguła metody znana z Rozprawy o metodzie Kartezjusza: „dzielić każde z badanych zagadnień na tyle cząstek na ile by się dało i na ile byłoby potrzeba dla najlepszego ich rozwiązania”(3).

To na mocy wolnego i twórczego sądu dokonuję analizy tworzącej schematy i hipotetyczne podziały. Świadczy też o tym reguła trzecia: „prowadzić swe myśli w porządku poczynając od przedmiotów najprostszych i najdostępniejszych poznaniu i wznosić się po trochu, jakby po stopniach, aż do poznania przedmiotów bardziej złożonych, przyjmując porządek nawet wśród tych przedmiotów, które bynajmniej z natury swej nie wyprzedzają się wzajemnie”(4).

Do nas należy przewidywanie tego porządku wśród nieporządku i jeszcze przed podporządkowaniem się mu. Oznacza to, że ów porządek trzeba wynaleźć jeśli nie ma go w rzeczywistości. To wszystko świadczy o tym, że reguły metody są jakby kierunkami dla sądu wolnego i twórczego. Wedle Sartre’a Kartezjusz afirmuje twórczą wolność, która budując prawdę przewiduje rzeczywiste stosunki między esencjami tworząc hipotezy i schematy. Jest ona jednaka u człowieka jak i u Boga.

Sartre zwraca uwagę, że u Kartezjusza człowiek prawdę odkrywa, gdyż Bóg raz na zawsze ustalił stosunki zachodzące między esencjami. Człowiek może tylko stwierdzić ją a nawet musi, gdy dostrzega jasno stosunki, które się na nią składają. Ta prawda przenika go całego. Podobnie jasne widzenie Dobra pociąga za sobą działanie, jak wyraźna wizja prawdy – zgodę na nią. Jest tak, gdyż Dobro i Prawda są Bytem.

Autonomię u człowieka Sartre zauważa gdzie indziej.

Czy człowiek jest niezależny? Wedle Sartre’a Kartezjusz okaleczył autonomię człowieka. Właśnie o owym oczekiwaniu Prawdy i Dobra ma ona miejsce ale tylko w tej mierze, w jakiej jest on nicością. Ocierając się o Zło, Błąd, Nicość człowiek jest niezależny od Boga. Bóg jako pełnia bytu nie jest w stanie kierować nicością. To, co człowiek dostał od niego jest bytem; to, co otrzymał – jest. Jednak ja, będąc skończonym i ograniczonym odwracam się od Niego. Dzięki tym cechom mogę zachować wolność z obojętności, lecz będzie ona w stosunku do tego, co nie jest mi znane, lub znam źle. Tym wszystkim ideom kalekim, zniekształconym, tym wszystkim nicościom, będąc sam nicością mogę powiedzieć „nie”, mogę powstrzymać się od działania. Dopóki możemy odmawiać zgody, dopóty jesteśmy wolni.

Ponieważ ta wolność jest zaprzeczaniem, więc nie będzie twórcza. Nie ma możliwości aby wytworzyła ideę, gdyż idea jest rzeczywistością a ona jest nicością. Sartre uważa, że wolność u Kartezjusza jest ograniczona, gdyż nie jest w naszej mocy powiedzieć „nie” bytowi absolutnemu. Oznacza to, że człowiek jest zdolny odrzucić tylko fałsz „mówi on nie niebytowi”. Bytowi mówi zawsze „tak”. Sartre zarzuca Kartezjuszowi, że wolność, o której mówi jest fałszywa, gdyż człowiek jest wolny jeśli nie odkrywa swego Dobra, nie buduje wiedzy. Jest wolny dla Zła, ale nie dla Dobra. Jest wolny dla Błędu, lecz nie dla Prawdy. „Posługując się światłością przyrodzoną i nadprzyrodzoną, której im udziela, Bóg prowadzi ich za rękę ku Wiedzy i Cnocie, jaką dla nich wybrał; pozostaje im jedynie dać się powodować: cała zasługa tego wznoszenia przypada Jemu. Ale wymykają mu się oni w tej mierze, w jakiej są nicością; mogą w drodze puścić jego rękę i pogrążyć się w świecie grzechu i niebytu. I na odwrót, mogą oni oczywiście uniknąć Zła intelektualnego i moralnego; wystrzegać się, mieć się na baczności, zawieszać sądy, stawać tamę swym pragnieniom, powstrzymywać w porę czyny”(5).

Widać z tego, że ta wolność jest ograniczona. Człowiekowi nie jest dane nie stworzyć, gdyż Błąd i Zło są niebytem.

Prawdziwie wolnym jest Bóg. Nie jest niczemu podporządkowany. Stworzył świat i prawa tego świata na mocy wolnego aktu, którego zarodki nie mogą tkwić w poprzednim stanie świata. Tworzenie nie jest zdeterminowane. Tworzenie jest wolnością. Wolność Boga jest tworzeniem, jest aktem, przez który dokonał On, iż istnieje świat Dobra i wieczne Prawdy.

To, że to, co nazywamy dobrem jest nim, to że obowiązuje prawo ciężkości, to że dwa plus dwa równe jest cztery, jest dlatego, że Bóg stworzy tak świat. A dokonał tego na mocy wolnego aktu. „Wolność jest fundamentem Prawdy, a surowa konieczność objawiająca się w porządku prawd opiera się na absolutnej przypadkowości twórczej wolnej woli”(6).

I dalej: „Jego doskonałość nie skłania go do wybierania tego, co najlepsze, natomiast właśnie to, co on wybrał, na mocy jego wyboru jest absolutnie dobre”(7). Bóg Kartezjusza tworząc jednocześnie poznaje to, co tworzy.

Sartre uważa, że w rzeczywistości to, co przyznane zostało przez Kartezjusza Bogu, należy do człowieka. Bóg własną wolą ustala wartości i prawdy. On też ją podtrzymuje. Wolność ludzi stwarza granice jedynie wolności Boga. Aby istniała prawda musi ją chcieć moc Boża oraz przyjąć i zatwierdzić wolność ludzka. Dlatego też Sartre powiedział „Wolność jest podstawą bytu”(8).

Filip Litwin


(1) J.P. Sartre, Wolność kartezjańska [w:] Filozofia i socjologia XX wieku, część II, Warszawa 1965, s. 309.

(2) ibidem, s. 310.

(3) R. Descartes, Rozprawa o metodzie, Warszawa 1970, s. 22.

(4) ibidem.

(5) J.P. Sartre, Wolność kartezjańska, op.cit., s. 325-326.

(6) ibidem, s. 328.

(7) ibidem.

(8) ibidem, s. 329.