Międzynarodowa Konferencja Praw Człowieka w roku 1988

5/5 - (3 votes)

Idea zorganizowania Międzynarodowej Konferencji Praw Człowieka zrodziła się w początkach roku 1988. Pierwsze decyzje organizacyjne zapadały pod koniec lutego. Zanim doszło do zorganizowania konferencji w Polsce miały miejsce dwie fale strajków: jedna z przełomu maja i kwietnia, druga z sierpnia trwała jednocześnie z obradami Konferencji. W sierpniowych strajkach uczestniczyło kilkanaście kopalń ze Śląska, stocznia Gdańska, Port Szczeciński i kilka innych zakładów. Dlatego też niektórzy działacze związkowi nie mogli przybyć na obrady. Ustalono, że konferencja odbywać się będzie w Mistrzejowicach, w dniach 25-28 sierpnia 1988 roku. Obrady miały odbyć się w budynkach kościelnych. Zofia i Zbigniew Romaszewscy byli głównymi organizatorami, wspomagali ich działacze KIiP, zwłaszcza z Krakowa J. Maria Rokita i Zbigniew Fijek. Znaczący udział mieli przedstawiciele ruchu Wolność i Pokój, którzy niejednokrotnie byli również działaczami KIiP, jak np. J.M. Roki-ta. Swój wkład w przygotowanie miał również Komitet Helsiński w Polsce, który niezależnie od tego wykonując swoją pracę przekazał Rzecznikowi Praw Obywatelskich raport „Prawa człowieka i obywatela w PRL” wraz z informacją, że takie raporty powstają regularnie w celach informowania opinii publicznej w kraju i zagranicą (szczególnie KBWE).[1]

Już 16 sierpnia wyłączono telefon w mieszkaniu Romaszewskich. W tym samym dniu „wizytę” złożyli funkcjonariusze SB. Płk Marian Godlewski dał wyraz zaniepokojenia faktem nie wystąpienia o pozwolenie na Konferencję, aby następnie zapewnić, że SB nie będzie przeszkadzać. Marian Godlewski w wyniku tej rozmowy został oficjalnym gościem. Istotnie, mimo, że organy MO i SB czujnie obserwowały całe przedsięwzięcie, od początku do końca, oszczędziły sobie incydentów w postaci interwencji. Oficjalne zaproszenie wystosowano również do Ministra Sprawiedliwości, który delegował 4 sędziów na obrady, do gen. Czesława Kiszczaka, jako Przewodniczącego Komitetu Przestrzegania Prawa i Porządku Publicznego przy URM, a także do Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Łętowskiej, która nie zareagowała na zaproszenie.

Zaproszeni zagraniczni goście przyjechali do Polski z bardzo odległych nieraz zakątków ziemi. Obecni byli przedstawiciele ruchów praw człowieka i związków zawodowych z Japonii i Chile, USA i Gujany. Przybyli również przedstawiciele organizacji europejskich, Parlamentu Europejskiego, Heliński Watch. Zjawili się również liczni przedstawiciele ambasad. Sumie ponad 200 gości zagranicznych. Zaproszone osoby, które nie mogły przybyć przysłały listy (uczynił tak m. in. Lech Wałęsa), bądź utrzymywali kontakt telefoniczny. Zaproszenie nie dotarło do Moskwy do prof. Sacharowa, Timofijewa, Grigianca i innych. Oni również nawiązali kontakt telefoniczny.[2]

Najważniejszym celem konferencji zorganizowanej w 40 rocznicę uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, była wymiana informacji na temat skutecznego wprowadzania w życie i przestrzegania tych postanowień. Podkreślano, że tylko stworzenie państwa prawa gwarantuje wolność obywateli, którą, jak wyjaśniał J. M. Rokita jest „(…) nie tylko system norm uznawanych przez państwo, ale i system instytucji ustrojowych, gwarantujących poprawność i skuteczność ich stosowania (…) ustanowienie rządów prawa stanowi jedynie skuteczną gwarancję ochrony praw jednostki, tak efektywne rządy prawa są nie do pomyślenia poza ustrojem opartym na kontroli społecznej. Ludzie niestety nie są dobrzy z natury, a sprawowanie władzy sprzyja nadużyciom. Problem więc skutecznej egzystencji praw człowieka jest w istocie problemem ustrojowym gwarancji kontroli społecznej.”[3]

Każdy z uczestników miał możliwość aby wnieść swoje własne spojrzenie na cel konferencji . Na przykład Raynold Flynn członek Amnesty International i jednocześnie burmistrz Bostonu (USA) podkreślił, że „(…) powinna być okazja (…), żeby wypowiadać swoje opinie na temat prześladowań – wszędzie, gdziekolwiek mają one miejsce – a więc nie tylko w Polsce, nie tylko wśród stoczniowców i górników, ale także wśród Czarnych w Afryce oraz pracowników prasy. Musimy się wszyscy połączyć jako ludzie dobrej woli i wykazać nasze poparcie strajkującym w Polsce, ponieważ ich walka jest naszą walką. Ich walka z niesprawiedliwością jest naszą walką z niespra-wiedliwością.”[4]

Odwołując się do filozofii i teologii starano się znaleźć odpowiedź na pytanie o miejsce człowieka w świecie. Jerzy Turowicz powiedział, że „(…) z natury człowieka płynie potrzeba, konieczność tworzenia państwa, ustanowienia władzy i praw. Ich celem jest zapewnienie, dążenie do dobra wspólnej, zorganizowanej w państwo społeczności. To dobro wspólne zawiera w sobie także dobro poszczególnych jednostek. A więc państwo, formy ustroju społeczno-politycznego, jest tworzone przez człowieka dla człowieka, winno temu człowiekowi służyć. Bywa tak, że państwo, to jest ludzie sprawujący władzę, przestają służyć, ich działanie nie służy dobru ogólnemu, czy nawet jest tym, co jest z tym dobrem sprzeczne. Wówczas człowiek na zasadzie prawa naturalnego ma prawo , winien mieć zagwarantowaną instytucjonalnie możność korekty sytuacji, a więc wpływania na sposób sprawowania władzy, nawet możliwość modyfikacji, zmiany form ustrojowych.”[5]

W kolejnych dyskusjach głos zabierali m.in. przedstawiciele Chilijskiej Ligi Praw Człowieka Maximo Pacheco oraz Abdul Assadi pochodzący z Afganistanu, nakreślając sytuację w swoich krajach. Przemawiał również przedtsawiciel kolorowych Mike Mc Cormack, który zwrócił uwagę na to, że ruchu praw człowieka nie można utożsamiać tylko z rasą białą. Jako przedstawiciel Stowarzyszenia Praw Człowieka w Gujanie podkreślił, że przywódcy krajów w jego regionie odbierają apele o przestrzeganie praw człowieka jako ingerencję w wewnętrzne sprawy.[6]

Oprócz sesji plenarnych prowadzono także dyskusje w grupach tematycznych. Omawiano takie tematy, jak problem praw człowieka, jako przedmiot polityki międzynarodowej. W grupie tej uwzględniono zagadnienia przestrzegania międzynarodowego ustawodawstwa humanitarnego w kontekście zasady suwerenności państw oraz egzekucje przestrzegania praw człowieka przez instytucje międzynarodowe i opinię publiczną. Uzupełnieniem tematu była kwestia praw człowieka w rokowaniach dotyczących uzbrojenia, zadłużenia i handlu międzynarodowego. W kolejnych grupach próbowano znaleźć odpowiedzi na pytania, jak działać na rzecz likwidacji represji i prześladowań państwowych w różnych krajach? Oraz gdzie leżą granice ingerencji i kontroli państwa nad życiem obywateli? Szukając odpowiedzi na te pytania uwzględniono zagadnienia walki o zmniejszenie kary śmierci, zakaz tortur, oraz o nadużyciach psychoterapii do celów represyjnych. Pytano o zakres kontroli państwa nad nauka i edukacją, a także nad działalnością ekonomiczną. Dyskutowano także o warunkach zachowania tożsamości kulturowej każdego narodu, o prawach mniejszości, o znaczeniu ruchów pokojowych w procesie demilitaryzacji współczesnego życia. Ważkie znaczenie miał problem wolności zrzeszania się oraz prawa związkowe.[7]


[1] „KOS”, 1988, nr 2/132, s.7.

[2] „Informacja KIiP” 1988 sierpień – 1989 styczeń, nr 37-55, s.129-126.

[3] Tamże, s.139.

[4] Tamże, s.140.

[5] Tamże, s.141.

[6] Tamże, s.151.

[7] Tamże s.153-154.

Rewizje w PRL

5/5 - (3 votes)

Jedną z tych wypróbowanych form zmuszenia społeczeństwa do trzymania się z daleka od polityki było nachodzenie i rewizje. Służba Bezpieczeństwa w dniu 24 kwietnia 1987 roku przeprowadziła akcje przeszukań w mieszkaniach osób z Kielc: Alicji Twarowskiej, Ryszarda Gawalika, Ryszarda Maja, Ryszarda Cichego i Antoniego Jabłońskiego i rozmów ostrzegawczych z Feliksem Zagrodzkim, Zdzisławem Zającem i Jerzym Drożdałem oraz osób mieszkających w Skarżysku Kamiennej: Dariusza Figarskiego, Mariana Kuleckiego, Józefa Sokołowskiego i Ryszarda Tomtasa. U A. Twarowskiej, R. Gawlika i R. Maja znaleziono pojedyncze egzemplarze książek drugiego obiegu, takie jak: „Arkusz” Z. Herberta, „Gdzie słońce wschodzi i kędy zapada” Cz. Miłosza, „Piękni dwudziestoletni” M. Hłaski, tomik poezji B. Sadowskiej oraz znaczki Poczty Solidarność.

Następnego dnia – po spędzeniu nocy w areszcie – funkcjonariusz WUSW W. Brych oskarżył te osoby przed kolegium do spraw wykroczeń (w składzie kolegium zasiadał jako przewodniczący A. Palmowski, oraz jako członkowie M. Warych i A. Osman). Kolegium potwierdzając zasadność oskarżenia – że w dniu 24 kwietnia 1987 roku osoby te podjęły działania zmierzające do wywołania niepokoju publicznego lub rozruchów – wydało wyroki skazujące. Ryszarda Gawlika i Alicję Twarowską ukarano grzywną w wysokości 40 tysięcy złotych i 1 tysiąca kosztów postępowania oraz przypade zakwestionowanych materiałów. W uzasadnieniu przewodniczący Palmowski zapewnił, że materiały te „ na pewno były przeznaczone do rozpowszechniania” a „z treści zakwestionowanych wynika, że obwiniony zbierał je (…) po to by je rozpowszechniać wywołując niepokoje, szkalując ustrój i państwo”.[1]

Dariuszowi Figarskiemu, Marianowi Kuleckiemu i Ryszardowi Tomtasowi postawiono podobne zarzuty, jak osobom w Kielcach. Przed kole-gium do spraw wykroczeń przy w Skarżysku-Kamiennej, gdzie sprawy odbyły się w trybie przyspieszonym, D. Figarskiego obciążało posiadanie: książki T. Torańskiej „Oni”, „Zapiski oficera Armii Czerwonej”, ośmiu pojedynczych kartek świątecznych – Wielkanoc’87, dwóch klaserów pojedynczych znaczków Poczty Solidarności, egzemplarz pisma NURT. Na niekorzyść działało również odnalezienie podczas przeszukania proporczyka III Pułku Piechoty Legionów AK Radoszyce-Trzewniki oraz kilka pojedynczych znaków metalowych.[2]

Ryszarda Tomtasa w niekorzystnym świetle wobec prawa stawiała cała lista dziesięciu zakwestionowanych u niego przedmiotów. Wymienić trzeba przynajmniej kilka, a były to zaproszenie przez grupę, której przewodził Tadeusz Nowak na mszę w intencji Ojczyzny, portret Kardynała Wyszyńskiego, mandat delegata na I Zjazd NSZZ Solidarność Regionu Świętokrzyskiego, dwa zaproszenia na zebranie sprawozdawczo-wyborcze z okresu legalnej „Solidarności”, książka – Kościół, państwo, władza oraz książka – Ustrój komunistyczny w Polsce i dwie ulotki.[3]

Mieszkanie Mariana Kuleckiego obstawione zostało czterema funkcjonariuszami SB i jednym milicjantem w stopniu młodszego chorążego. Prowadzili oni przez dwie godziny przeszukanie uzasadnione wystawionym na funkcjonariusza SB Zbigniewa Gibeszewskiego, wykazując się zdolnościami w wykrywaniu materiałów obciążających. Znaleźli a następnie zakwestionowali: sześć egzemplarzy komunikatu o rekolekcjach (3-8 kwietnia 1987 r.) w Kielcach, kalendarz kieszonkowy wydany przez „Dom Książki”, zaproszenie na sesję „Eucharystia a uświęcenie świata przez świeckich” organizowaną przez Komisję Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Świeckich na Jasnej Górze dnia 21 marca 1987 roku, obrazek z podobizną Matki Bożej z nadrukiem „Protest głodowy – Bieżanów 85”.

Co ciekawe, Marianowi Kuleckiemu zabrano również osobiste notatki zwrócone przez Prokuraturę Rejonową w Kielcach 20 maja 1985 roku, które były przedmiotem dochodzenia w sprawie, która objęta została amnestią z 1984 roku. Te notatki zostały ponownie użyte jako argument oskarżenia. Przed kolegium na poparcie tezy, że Mariana Kuleckiego należy ukarać grzywną w wysokości czterdziestu tysięcy złotych z zamianą na osiem dni aresztu z klauzulą natychmiastowej egzekucji. Gdy obrońca M. Kuleckiego Edward Rzepka dociekając kwintesencji oskarżenia zwrócił się z zapytaniem o konkretne fakty, oskarżający funkcjonariusz powiedział, że „podjęcie działań przez obwi-nionego polegało na tym, że w określonym dniu podjął działania”.[4]

Ryszard Tomtas zbulwersowany obrotem spraw wystosował list do generała Czesława Kiszczaka, szefa MSW z datą 30 kwietnia 1987 roku, w którym po obszernym przedstawieniu przebiegu wydarzeń zapytuje w jaki sposób między innymi zakwestionowany portret Prymasa Tysiąclecia może wywołać niepokoje publiczne a „nie podwyżki cen maskujące żałosny stan gospodarki”. Ryszard Tomtas wyraził ubolewanie, że prawo jest łamane przez pracowników resortu, na czele którego stoi generał Czesław Kiszczak jako przewodniczący Komitetu Przestrzegania Prawa i Praworządności.[5]

Marian Kulecki kierowany podobnymi pobudkami przesłał obszerny artykuł do prasy drugiego obiegu. W tym samym czasopiśmie podziemnym Piotr Lipski podjął się komentarza do zaistniałych wydarzeń opatrując go wiele mówiącym tytułem – Kompromisu nie będzie. Wyraził w nim przekonanie, że „ogólnopolska akcja represyjna z 24 kwietnia bieżącego roku obaliła przekonanie niektórych działaczy Solidarności, szczególnie tych , którzy „zaklinali się prawie w oficjalnym jej nurcie, o dobrej woli władz i o kompromisach mających wkrótce nastąpić. (…) procesy za posiadanie przedmiotów bez żadnych znamion przestępstwa, ośmieszające polskie prawodawstwo, tak opacznie interpretowanie i wystawiające żałosne świadectwo reklamowanej praworządności. Procesy te stanowiły niebezpieczny precedens dający możliwość pogrążenia każdego za – choćby tylko – przeczytanie i zachowanie ulotki (…) lub jak w przypadku R. Tomtasa – za portret Kardynała Wyszyńskiego, jeśli tylko nie był kupiony w kiosku (…)”.[6]

Takie postanowienie organów ścigania udowadnia, że właściwie potrzebują oni czegokolwiek, aby danego człowieka oskarżyć. Wobec tego wspaniałymi wynikami mogą się pochwalić funkcjonariusze, którzy znajdują u Dariusza Skrzyneckiego z Końskich kilka naboi i niezdatnej do użycia rakietnicy. Aresztowany 8 czerwca 1987 roku pod zarzutem magazynowania broni umieszczony w areszcie śledczym Kielce Piaski. Zostawia w domu dwudziestoletnią żonę i jednoroczną córkę oraz ciężko chorą matkę. Emerytura matki w wysokości 10 600 złotych była źródłem przetrwania wobec niemożności uzyskania pomocy instytucjonalnej. Pogorszony stan zdrowia spowodował, że umieszczono go pod obserwacją psychiatryczną oraz przesuwano kolejne terminy rozpraw.[7]


[1] „NURT” 1987, 9maja, s.1.

[2] Tamże.

[3] Tamże, s.3.

[4] Tamże, s.1.

[5] Tamże, s.3.

[4] Tamże.

[7] Informacje KIiP 1987, 27 października, nr 3.

Manifestowanie obywatelskiego niezadowolenia w PRL – walka o prawa człowieka

5/5 - (1 vote)

Działania manifestujących niezadowolenie z rządów komunistycznych przybierały różnorodne formy. Po wprowadzeniu stanu wojennego były raczej mało widoczne. Z czasem były one coraz śmielsze. Przejawiały się malowaniem haseł na ścianach i nawoływaniem do różnorodnych form indywidualnego i zbiorowego protestu.[1]

Nauczyciel historii Krzysztof Marek Obratański działał w Końskich, Stąporkowie i Sierosławicach (województwo kieleckie), umieszczając na murach napisy antykomunistyczne, co oczywiście według organów ścigania miało na celu wywołanie niepokoju publicznego. Obratański działał wraz z Tomaszem Krzaczyńskim, Piotrem Stefańczykiem, Lechem Zięcikiem. Swoją niechęć do MO, PZPR i PRL ubierali w rozmaite słowa, umieszczane w miejscach, w których łatwo można było je przeczytać.[2]

Cała sprawa zaczęła się w sposób dość niewinny. Obratański, który studiował historię na WSP w Kielcach był jednocześnie najstarszym członkiem grupy. W rozmowach z kolegami wyjaśniał im błędy w polityce państwa. Informował ich również o istnieniu opozycji. Akcje, które uzgadniali, a następnie wykonywali, to oprócz czytania bibuły, głównie malowanie napisów na murach, w których namawiali do oporu wobec władzy, np. bojkotu wyborów. Przenosili również ulotki i rozsypywali je w dogodnych miejscach. Ulotki o wiele mówiących tytułach, takich jak: „Wybory precz”, „Wyborco nie daj się oszukiwać”, „Jesteś Polakiem – nie idź na wybory”, wędrowały do mieszkańców Końskich, Stąporkowa i Sierosławic. Doradzano w nich, że jeśli już ktoś znajdzie się w lokalu wyborczym, to powinien kartę do głosowania zabrać ze sobą lub zniszczyć.[3]

Upamiętniali również rocznicę wkroczenia wojsk radzieckich do Polski 17 września 1939 roku. Już więc 6 września 1984 roku mieszkańcy Stąporkowa czytali na murach napisy „Katyń pomścimy” i „Śmierć ZSRR”. 6 grudnia 1984 roku Krzysztof Obratański wraz z Tomaszem Krzaczyńskim, wybili szybę w oknie budynku Komitetu Miejsko-Gminnego PZPR w Końskich w województwie kieleckim, a następnie wrzucili do pomieszczenia kwas masłowy. Przez okres trzech miesięcy panował tam odór, którego nie można było zlikwidować.[4] Milicja ustaliła sprawców tego czynu i dokonała aresztowania. Podejrzanym przedstawiono zarzut nawoływania do niepokojów publicznych i rozruchów.

Sąd Wojewódzki uznał wszystkich za winnych zarzucanych im czynów. Rozprawie, która odbyła się 7 i 28 lutego 1986 roku, przewodniczyła L. Chutarzyńska. Udział brali również ławnicy J. Dulęba i A. Niebiałek, oskarżycielem był wice prokurator rejonowy Zbigniew Kupis. Dla Obratańskiego sąd orzekł karę 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata oraz zakaz wykonywania zawodu nauczyciela na okres 3 lat. Ponadto obciążono go grzywną w wysokości 130 tysięcy złotych z zamianą na wypadek nie uiszczenia na 130 dni aresztu. Ponieważ oskarżony siedział w areszcie od 14 września do 20 grudnia 1985 roku, uznano, że grzywna została wyegzekwowana w wysokości 98 tysięcy złotych. Pozostali oskarżeni otrzymali kary po 1,5 do 1 roku pozbawienia wolności. W stosunku do wszystkich zawieszono odbywanie kary na okres do 3 lat. Orzeczone w stosunku do nich grzywny były w wysokości od 50 do 100 tysięcy złotych. Ważną kwestią jest to, że sąd kosztami postępowania obciążył Skarb Państwa zwalniając z tego obowiązku skazanych. Zasądzono również zniszczenie dowodów rzeczowych, m.in. broszu-ry Czesława Miłosza „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada”, dwóch proporczyków, wyciętego z papieru orła w koronie i innych.[5]


[1] Np. do noszenia znaczka „Solidarność” lub raz w tygodniu bojkotowania oficjalnej prasy. J. Holzer, K. Lesk, „Solidarność”…, s. 40-60.

[2] Decyzja Sądu Wojewódzkiego w Kielcach, II K.6/86, kopia w zbiorach autora.

[3] Tamże.

[4] Tamże.

[5] Tamże.

Prawa człowieka w Azji

5/5 - (4 votes)

Tylko niewiele lepiej wygląda sytuacja w Azji, gdzie w omawia­nej dziedzinie poczyniono zastanawiające małe postępy. Ma to tym większe znaczenie, że w Azji zamieszkuje około 55% ludności świa­ta, a stale dochodzi tam do poważnych naruszeń praw człowieka na tle politycznym, ekonomicznym (nędza), religijnym i narodowościo­wym. Należy zauważyć, że Azja, ze względu na swą wielkość oraz cywilizacyjną oraz religijną złożoność i różnorodność, nie stanowi jednolitego regionu.

Obok demokratycznych Indii istnieją:

  • autorytar­na Indonezja,
  • quasi-totalitarne Chiny
  • super-totalitarna Korea Pół­nocna.

Wspólny krajom tego kontynentu jest natomiast wyjątkowo niski stopień ratyfikacji międzynarodowych instrumentów tej dziedzi­nie. Całościowe, regionalne podejścia są tam wykluczone, ponieważ brak jest wspólnego podłoża cywilizacyjno-kulturowego, a także po­litycznego.

O ile w Ameryce Łacińskiej, w Afryce czy nawet w świecie arab­skim mają miejsce przykłady naśladownictwa, z uwzględnieniem re­gionalnej specyfiki, o tyle w Azji mamy do czynienia z odmienną sytuacją.

Cywilizacyjna specyfika regionu, dotyczy to niemal wy­łącznie Azji Wschodniej, stanowi podstawę do formułowania alter­natywnych wobec zachodnich koncepcji praw człowieka.

Świetny znawca problemu, prof. Krzysztof Gawlikowski, wskazuje na czte­ry determinanty specyfiki, a co za tym idzie – odmienności wschodnioazjatyckiego podejścia do tych praw.

  1. Kolektywistyczne pojmowanie jednostki (czyli niewystępowanie terminu „wolność” w językach regionu, brak jednostkowego ego, jednostka ma przede wszystkim obowiązki o charakterze stosunków jednostka społeczeństwo).
  2. Brak tradycji prawa, zwłaszcza określającego status jed­nostki
    w społeczeństwie (jeśli już, prawo to ograniczało się do „wer­tykalnego” wymiaru: władza-jednostka).
  3. Funkcje i struktura państwa oraz stosunek społeczeństwa do państwa. O ile w Europie państwo było postrzegane jako potencjalne zagrożenie dla jednostki, o tyle we wschodniej Azji ucisk wobec jed­nostki pochodził ze struktur niższego rzędu, zaś centralne władze państwowe jawiły się nierzadko jako obrońca ludności przed represyjnością lokalnych struktur władzy. Ponadto, ponieważ władza była odpo­wiedzialna za całokształt warunków życia społecznego, w tym za do­brobyt jednostki, istniało przyzwolenie na interwencjonizm, którego czę­ścią była także ingerencja w sferę prywatną jednostki.
  4. Niski poziom aspiracji politycznych ludności, czego wyrazem był brak pluralizmu politycznego, różnorodności opcji i pro­pozycji ideowo-politycznych oraz polityczna apatia społeczeństwa; społeczeństwa azjatyckie, z reguły agrarne, charakteryzowały się nis­kim stopniem aktywności politycznej.

W rezultacie państwowa struk­tura polityczna zachowywała autonomię wobec społeczeństwa[1].

Niemniej jednak wskazuje się czasem na pewne pozytywne, wła­ściwe społeczeństwom azjatyckim cechy podejścia do ochrony praw człowieka: pragmatyzm (unikanie uchwalania górnolotnych deklara­cji) w rozwiązywaniu konkretnych problemów, preferowanie mecha­nizmów krajowych, poleganie na społecznej solidarności, uznanie dla praw kolektywnych, chroniących dobra wspólne społeczności.

W la­tach 90. myślenie o ochronie praw człowieka w Azji było zdomino­wane przez koncepcję „azjatyckich wartości”, które zgodnie z inter­pretacją jej protagonistów przemawiały na rzecz odrębności Azji w dziedzinie praw człowieka, łącznie
z zakwestionowaniem uniwer­salizmu (przypisywano mu wyłącznie zachodni rodowód) tych praw; szerzej na ten temat w innych częściach pracy.

Na przełomie lat 70. i 80. podjęto w ramach ONZ (przez Komisję Ekonomiczno-Społeczną dla Azji) pewne prace studyjne zmierzające do utworzenia bodaj namiastki regionalnego systemu ochrony praw człowieka w Azji. Wobec niechęci większości krajów regionu zostały one ostatecznie poniechane w drugiej połowie lat 80. Inne wysiłki międzynarodowe mają raczej charakter pozarządowy i subregionalny zasięg.

W ramach LAWASIA (organizacji kilkunastu krajów wschod­niej Azji i zachodniego Pacyfiku) istnieje od 1979 r. Stały Komitet Praw Człowieka. Powstała także w 1982 r. Regionalna Rada Praw Czło­wieka Azji Południowo-Wschodniej (z siedzibą w Manili). Istnieją jeszcze inne, niezbyt wpływowe koalicje organizacji pozarządowych, komisje
i ośrodki zajmujące się monitorowaniem sytuacji oraz pro­mocją praw człowieka; działa tam też aktywnie wiele zachodnich or­ganizacji pozarządowych z Amnesty Intemational włącznie[2].


[1] K. Gawlikowski, Problem człowieka z perspektywy  azjatyckiej, Azja – Pacyfik 1998, tom I

[2] K. Yamazaki, Ochrona praw człowieka w krajach azjatyckich. Sprawy Mię­dzynarodow. Warszawa 2000, s. 97

Prawa człowieka w krajach islamu

5/5 - (4 votes)

Specyfika cywilizacji islamu jest tak odrębna, że zachodnie, libe­ralne koncepcje i kategorie praw człowieka zupełnie do tego świata nie przystają. W świecie arabskim i tę sferę życia społecznego regulu­je wszechobecny Koran. Zaczyna się to już od statusu jednostki, pod­porządkowanej bogu i wspólnocie jego wyznawców, z której nie można się już wyłamać; muzułmanin nie może stać się niewierzącym ani zmie­nić wyznania.

Wynikają stąd fundamentalne odmienności wobec dok­tryny liberalnej (i systemu uniwersalnego). Dotyczy to praw politycz­nych, ekonomicznych, wymiaru sprawiedliwości, zasady niedyskry­minacji (status kobiet), więzi między prawami a obowiązkami itd.

Spe­cyfika islamu uniemożliwia zatem utworzenie regionalnego między­państwowego systemu ochrony praw człowieka, z tych samych po­wodów utrudnione jest przystępowanie
(i wypełnianie postanowień) krajów arabskich do instrumentów uniwersalnych. Podejmuje się je­dynie nieformalne próby islamizacji praw człowieka, czyli wypraco­wania odpowiedniego dokumentu, uwzględniającego istniejące kon­wencje międzynarodowe. Np. Rada Islamska dla Europy (organizacja pozarządowa) proklamowała w 1981 r. w UNESCO Powszechną is­lamską deklarację praw człowieka. Inny projekt – Karty praw czło­wieka i narodów świata arabskiego – przygotowali eksperci arabscy w 1986 r. w Syrakuzach we Włoszech.

Są to jednak teksty niemal nieznane w krajach arabskich[1].

Jedynym dokumentem międzyrządowym w tej strefie jest arabska Karta praw człowieka, przyjęta przez Ligę Państw Arabskich we wrześ­niu 1994 r. Status tego dokumentu jest jednak niepewny z uwagi na niejasności proceduralne towarzyszące jego akceptacji; mimo otwar­cia Karty do podpisu i ratyfikacji nie weszła ona do tej pory w życie.

Znajomość tego tekstu, mimo jego przyjęcia na szczeblu ministerial­nym LPA, również nie jest rozpowszechniona w świecie arabskim. Karta arabska opiera się w znacznym stopniu na Powszechnej Dekla­racji Praw Człowieka, łącznie z zasadą niedyskryminacji w relacji kobieta-mężczyzna. Znajdujemy w niej jednak istotne odstępstwa od deklaracji (m.in. brak zakazu niewolnictwa, brak swobód religijnych – prawa do zmiany wyznania). Jedynym mechanizmem kontrolnym byłoby składanie przez rządy raportów rozpatrywanych przez powo­łany na mocy Karty komitet ekspertów praw człowieka.

Komitet jeśli zostanie powołany – nie będzie miał żadnych kompetencji w za­kresie oceny sytuacji praw człowieka w poszczególnych krajach ani prawa formułowania jakichkolwiek zaleceń dla rządów[2].

Prawa człowieka w krajach islamu są tematem złożonym i wielowymiarowym, z powodu różnorodności kulturowej, politycznej i społecznej tych państw. Islam jako religia i system prawny ma wpływ na kształtowanie praw człowieka w tych krajach, ale interpretacja tych praw i ich realizacja różnią się w zależności od kontekstu lokalnego.

Szeroko pojęty islam wskazuje na pewne uniwersalne prawa człowieka w świetle nauk Koranu i Sunny. To obejmuje prawo do życia, wolności religijnej, sprawiedliwości i równości. Mimo to, te prawa nie zawsze są interpretowane i stosowane w taki sam sposób we wszystkich krajach islamskich, a niektóre praktyki kulturowe mogą wpływać na ich realizację.

Przykładowo, kwestia równości płci jest tematem dyskusji w wielu krajach islamu. Chociaż islam w teorii uprawnia kobiety do praw takich jak prawo do dziedziczenia, prawo do rozwodu i prawo do edukacji, w praktyce te prawa mogą być ograniczane przez tradycyjne normy kulturowe, zwyczaje i prawa lokalne. Na przykład, w Arabii Saudyjskiej, prawo jazdy dla kobiet zostało wprowadzone dopiero w 2018 roku po długotrwałej kampanii na rzecz praw kobiet.

Kraj ten jest również często krytykowany za swoje surowe przepisy dotyczące „przestępstw moralnych”, które ograniczają wolność wypowiedzi, wolność religijną i prawa osób LGBT. Jednak Arabia Saudyjska twierdzi, że ich system prawny, oparty na świętych tekstach islamu (Szariat), gwarantuje prawdziwą sprawiedliwość.

Inny przykład stanowi Iran, gdzie Szariat również jest podstawą prawa. Iran jest często krytykowany za ograniczanie praw kobiet, praw osób LGBT oraz za represje wobec dysydentów politycznych. Mimo to, kraj ten również posiada instytucje demokratyczne, takie jak wybory prezydenckie i parlamentarne.

Z drugiej strony, kraje takie jak Turcja i Indonezja, również z dominującą populacją muzułmańską, przyjęły bardziej sekularne podejście do praw człowieka. Chociaż islam odgrywa ważną rolę w tych społeczeństwach, prawo jest bardziej zgodne z międzynarodowymi standardami praw człowieka.

Turcja, choć jest krajem o większości muzułmańskiej, to jest oficjalnie świeckim państwem, w którym prawo jest oddzielone od religii. Prawa człowieka w Turcji są zabezpieczone w konstytucji, która obejmuje prawa takie jak wolność słowa, wolność religii i równość płci. Jednak w praktyce, praw człowieka w Turcji często są naruszane, szczególnie w obszarach takich jak wolność prasy, wolność zgromadzeń i prawa osób LGBT.

Podobnie, w Indonezji, największym na świecie kraju muzułmańskim, islam jest jednym z wielu czynników wpływających na prawa człowieka. Indonezja ma konstytucję, która gwarantuje wolności obywatelskie, jednak realizacja tych praw jest nierówna i napotyka wiele przeszkód, takich jak korupcja, przemoc wobec kobiet i dyskryminacja mniejszości religijnych.

Prawa człowieka w krajach islamu są tematem skomplikowanym, znanym z różnorodności i często sprzeczności. Mimo że islam w teorii gwarantuje wiele podstawowych praw człowieka, ich realizacja w praktyce jest różna i zależy od wielu czynników, takich jak kontekst polityczny, społeczny i kulturowy. Istotne jest zrozumienie tej złożoności i kontynuowanie dialogu i współpracy w celu poprawy przestrzegania praw człowieka w tych krajach.


[1] K. Tomala (red.), Uniwersalizm praw człowieka. Idea a rzeczywistość w krajach kultur pozaeuropejskich (materiały z konferencji PAN, w maju 1998r.), Warszawa 1998

[2] M. Nowicki, Prawa człowieka a organizacje pozarządowe, Warszawa 1998, s. 154 – 155